czwartek, 19 grudnia 2013

15. Trapped.


- Dan zawiąż jej oczy – brunet rzucił w stronę swojego potężnego kolegi, który rzekomo nazywał się Dan, czarną chustę. Skinął głową i przysunął mnie do siebie. Na przekór odepchnęłam się od niego.
- Gdzie mnie wieziesz? – ‘plunęłam’ Louis’owi w twarz, protestując, kiedy facet chciał przewiązać mi materiał na oczy.
- Zobaczysz.. – odparł, po czym dodał – przestań się wiercić, jeśli nie chcesz dostać kulką w twarz.
Mruknął, zaciskając dłonie na kierownicy i spoglądając w lusterko. Westchnęłam nerwowo i pozwoliłam, by założył mi chustę. Wtedy zupełnie straciłam widoczność, pozostał mi tylko dotyk i słuch. Powoli zaczynałam panikować w środku, a alkohol we krwi tylko nasilał to uczucie. Nie wiedziałam co zamierza ze mną zrobić, po co mu jestem potrzebna. I dlaczego tak diametralnie się zmienił odkąd.. odkąd ostatnio się widzieliśmy.
Nagle poczułam jak ktoś chwyta mnie za dłonie, obwiązał je mocno sznurkiem. No pięknie. Teraz jedynie mogę zdać się na słuch. Ugh..
Poddałam się i czekałam na dalszy ciąg wydarzeń.
Nic innego mi nie pozostało.
Przez resztę drogi żadne z nas się nie odezwało. Dopiero dźwięk zgaszanego silnika przywrócił mnie do rzeczywistości. Rozejrzałam się nerwowo, chociaż i tak nic innego niż ciemność nie mogłam zobaczyć. Usłyszałam jak otwierają się drzwi, a ja zostałam wyciągnięta z samochodu.


Zayn’s POV
Jechałem.. kurwa, sam nie wiem gdzie jechałem. Gdzieś przed siebie, nie miałem żadnego pomysłu, gdzie Jo mogła uciec.. Jeszcze jakbym wiedział z kim, może to by bardziej pomogło. Westchnąłem, skręcając motorem do najbliższego baru. Muszę się napić. Może to mi pomoże w myśleniu. Zapakowałem tuż przed budynkiem, zsiadłem z maszyny, ściągając kask, po czym wszedłem do baru. Rozglądałem się dookoła, jakbym miał nadzieję, że tu właśnie będzie, że ją odnajdę w tym tłumie ludzi. Eh. Głupia nadzieja.
Zamówiłem szklankę szkockiej whiskey i oparłem się o blat mini baru, wciąż obserwując wszystkich dookoła. W moich uszach cały czas bębnił dźwięk lecącej właśnie piosenki Jasona Derulo Talk Dirty, ale także przeminęło nawoływanie kogoś.. Zmarszczyłem brwi, wytężając słuch. Wypiłem zawartość szklanki, odstawiłem ją i podążyłem w stronę interesującego mnie dźwięku. Powoli nasilał się, a ja mogłem wyłapać czyjeś imię. Jo. Co kurwa? Natychmiast przyspieszyłem kroku, po chwili znalazłem się u źródła dźwięku. Więc to ona pomogła Jo w ucieczce. Dobrze wiedzieć, że to dziewczyna przyjebała mi w łeb.. Na mój widok brunetka rozszerzyła maksymalnie oczy, lekko się chwiejąc na nogach. Przeklnęła pod nosem i chciała jak najprędzej odejść. W porę pochwyciłem jej ramię i rzuciłem groźne spojrzenie.
- Gdzie jest Jo? – wysyczałem przez zaciśnięte zęby. Jak na złość wzruszyła ramionami, a mnie cholera miała za chwilę trafić. – Nie wzruszaj mi tu kurwa ramionami! Wiem, że wiesz!
- Nie wiem, pacanie. Sama jej szukam. – odparła, wydostając się z mojego uścisku. Wyraźnie czuć było od niej alkohol. Pewnie Jo też upiła i najprawdopodobniej zgubiła z oczu. Po cholerę jej była ta ucieczka? Westchnąłem zdenerwowany, starając się czasem nie dostać jakiejś apopleksji. Potarłem dłonią swoje czoło. Dobra, Malik. Policz do 10. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 10, 10.. nic nie pomaga. Jebane psychologiczne.. coś.
- Idziemy – udałem się w kierunku baru, ciągnąc za sobą dziewczynę. Facet za nim na pewno musiał coś widzieć, w końcu obsługuję każdego klienta. Oparłem się jedną ręką o blat, drugą trzymałem nadąsaną panienkę. Wyszczerzyłem się do niej, po czym zwróciłem się do barmana.
- Widziałeś tutaj może dziewczynę? Niewysoka, blondynka, zielone oczy, w beżowej sukience? – brunet oderwał na chwilę wzrok od ściereczki, którą przecierał szklane naczynie, zaczął się zastanawiać. Może by tak szybciej.. nie mam całego dnia, stary. Przygryzłem mocno wargę i ‘cierpliwie’ czekałem na jego odpowiedź.
- Taak.. wyszła gdzieś z jakimś kolesiem kilka minut temu – odpowiedział w końcu, litując się nade mną. – Powiem nawet że to nie wyglądało, jakby miała iść z nim z własnej woli.
- Gdzie poszli? – spojrzałem na chłopaka, a ten skinął głową na tylne wyjście. Szybko ruszyłem w stronę wyjścia, ignorując wydostający się jęk z ust dziewczyny, pod wpływem mocnego szarpnięcia. Wypadłem przez drzwi jak burza. Nerwowo rozglądałem się na wszystkie strony, ale nic ciekawego lub podejrzanego, co by przykuło moją uwagę, nie mogłem wypatrzyć.
- Widzisz coś? – zadałem pytanie do mojej ‘towarzyszki’, która zmarszczyła brwi i także zaczęła rozglądać się.
- Tam – usłyszałem zza pleców. Odwróciłem głowę w kierunku, którym wskazywała. Stojący tyłem wysoki brunet chowa pistolet do spodni i idzie w kierunku vana. W pewnym momencie obrócił się twarzą prosto do mnie. Zamarłem na jego widok.
- Jeden z Shadesów – powiedziałem bardziej do siebie, nie spuszczając wzroku z niego. Dopiero jak posłał mi złośliwy uśmieszek i otworzył drzwi od strony kierowcy, coś we mnie tknęło. Zacząłem biec w jego stronę ile miałem sił w nogach. Już byłem tuż przy samochodzie, jednak ruszył on z miejsca, a ja jedyne co zobaczyłem to fragment blond włosów. Byłem przekonany że należały do mojej Jo.
- Kurwa mać! – uderzyłem pięścią w tył vana, kiedy zaczął przyspieszać, w końcu zniknął z zasięgu moich rąk, a potem skręcił w inną uliczkę. Zatrzymałem się na środku jezdni, lekko zdyszany. Pochyliłem się, umiarkowując swój płytki oddech. Obok mnie zjawiła się brunetka, również zziajana.
- I co? Była tam? – każde słowo uprzedzała jednym pełnym oddechem. Pokiwałem lekko głową, zgodnie z prawdą. – Właściwie kim są ci Shadesi? - zadała kolejne pytanie, tym razem bardziej opanowanym i spokojnym głosem.
Spojrzałem na nią, brunetka uniosła brew ku górze.
- Wytłumaczę ci to później. – stwierdziłem i skinąłem głową, żeby poszła za mną. Jak było widać zrobiła to nie zbyt chętnie, ale ważne że w ogóle się zgodziła. W sumie nie potrzebne mi jest jej towarzystwo, ale jak już tak bardzo chce.. Wyczuj ironię..
Doszliśmy na parking przed ceglanym budynkiem, włożyłem kask, po czym rzuciłem drugi dziewczynie. Wsiedliśmy na motor i ruszyliśmy. Nasz kierunek; Siedziba Shadesów.


Jo’s POV
Ciemność,
Tylko to jedynie mogłam ujrzeć.
Cisza,
Tylko to jedynie mogłam usłyszeć.
Strach,
Tylko to jedynie byłam w stanie odczuć.
Poruszyłam dłońmi, choć były mocno przywiązane do krzesła, na którym siedziałam. Cicho pisnęłam, czując wbijającą się w moją delikatną skórę grubą, masywną linę. Chustka była ciasno zaciśnięta wokół mojej głowy, zakrywając moje oczy. Nie mogłam nawet myśleć. Materiał był owinięty także wokół moich ust, więc nie mogłam nic mówić. Nie miałam pojęcia co się dzieje. W jednej chwili miłe i dosyć przyjemne popołudnie zmieniło się w istny koszmar, z którego chyba nikt nie miał sposobności mnie uratować. Niczego bardziej nie pragnęłam jak, żeby to się w końcu skończyło. Dlaczego ja? 
Usłyszałam czyjeś kroki. W moich oczach nagromadziły się łzy i z pewnością by spłynęły po policzkach, gdyby nie ta czarna chusta. Drzwi zaskrzypiały, a ktoś wszedł do środka. Przełknęłam ślinę, modląc się w duszy o przetrwanie tego wszystkiego.
Nie daj po sobie poznać że się ich boisz – napomniałam się w myślach. Nie wiem czy dam z tym sobie radę, przynajmniej spróbuję. Ten ktoś wszedł głębiej do pomieszczenia i choć miałam zawiązane oczy, wiedziałam że wbija swój wzrok we mnie i wywierca wielką dziurę.
- Jak tam księżniczko? – odezwał się nieco ochrypłym głosem.
Czułam jego ciepły oddech na swojej szyi, co jednoznacznie znaczyło, że był blisko mojej twarzy, bardzo blisko. Nic nie odpowiedziałam, czekając na jego kolejny ruch. Szczerze miałam ogromną nadzieję, że sobie zaraz pójdzie, ale wiadomo że i tak by tego nie zrobił. Jeśli tutaj przyszedł, to zapewne w jakimś celu. Usłyszałam jak sprawca tego całego zmieszania krótko wzdycha. Wkrótce zdjął chustę z moich oczu. Zamknęłam oczy, chroniąc się od całkowitego oślepnięcia, a następnie powoli je otworzyłam. Przede mną był brunet, stojąc z zadowolonym uśmiechem na twarzy. Chętnie zdarłabym mu ten uśmiech. Jego włosy były niechlujne, a jego ciemne zielonoszare oczy wbijały się we mnie, co sprawiało, że chciałam jeszcze bardziej wyrwać się z tej dziury. Wymamrotałam coś przez chustę, spoglądając chłodnym wzrokiem na niego. Wywrócił oczami i pozbył się także materiału z moich ust, aby dowiedzieć się coś z tego mruczenia.
- Czego chcesz ode mnie? – wykrztusiłam z siebie te słowa, czując jeszcze niesmak w buzi po materiale. Chłopak zaśmiał się bezczelnie.
- A może by tak trochę milej? – porywacz pogładził dłonią mój policzek. Odsunęłam twarz na bok, widocznie go tym wnerwiając.
- Nie zasługujesz na to – odgryzłam się i spojrzałam na niego. Od kiedy ja się stałam taka waleczna?
Zacisnął szczękę, powstrzymując się przed czymś, po czym wyprostował się i zaczął krążyć wokół mnie. Przygryzłam nerwowo wargę. Zayn... Dlaczego nie mógłbyś się zjawić właśnie teraz w tych stalowych drzwiach i uratować mnie jak na tych badziewnych filmach o porwaniach?  
- A więc Jo.. ani Malik ani Styles nie nauczyli cię jeszcze dobrych manier? – powiedział z uśmiechem, ale nie był to miły uśmiech, raczej bardzo złośliwy. Nawet Zayn wyglądał z tym swoim uśmieszkiem o niebo lepiej niż on. Jego przynajmniej był seksowny.. Wogóle skąd zna moje imię? – Widocznie nie potrafią porządnie cię wyruchać. – dodał.
- Przynajmniej mają czym – mruknęłam. O nie. Nie chciałam tego powiedzieć.. Właściwie to chciałaś…
Brunet powoli podszedł do mnie z mocno zaciśniętymi ustami. Zamachnął się i wymierzył mi silny cios w policzek. Ból przeszył moją twarz, a z wargi pociekła metaliczna ciecz. Skrzywiłam się, ledwo powstrzymując łzy napływające do oczu.
- Jeszcze raz coś takiego powiesz, a obiecuję, że zrobię ci coś bardziej gorszego niż to co przed chwilą – warknął na mnie. Wyjął z kieszeni chusteczkę higieniczną i rzucił mi ją. Odchrząknęłam, starając mu się wytłumaczyć o co chodzi. W końcu pochylił się tyłem i rozwiązał sznury na moich dłoniach. Zerkając na niego, zauważyłam że trzyma w tylnej kieszeni spodni pistolet. W co ja się wplątałam.. 
Lekko przerażona, rozmasowałam swoje zaczerwienione nadgarstki, chwyciłam chusteczkę i przyłożyłam ją do wargi, z której leciała krew. W tym czasie chłopak zdążył przemieścić się na drugi koniec ciemnej, mrocznej sali, stając tuż przy drzwiach, a właściwie to opierając się obok nich. Przytrzymując chusteczkę przy wardze, spojrzałam na niego. Na jego twarzy gościł lekki uśmiech, dopóki w sali nie pojawił się jeden z jego podwładnych i oznajmił mu coś, czego nie za bardzo zrozumiałam. Brunet przygryzł dolną wargę, rzucając mi spojrzenie, nie posiadające żadnych, jakichkolwiek emocji. Odpowiedział drugiemu facetowi twierdząco, po czym ulotnił się zostawiając nas znów samych. 
- Malik już cię szuka, jak słodko.. - uśmiechnął się złośliwie. - Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać aż do nas zawita w małe i szybkie odwiedziny.  
Zmarszczyłam odrobinę czoło, kiedy wyszedł z pomieszczenia, zamykając drzwi na 2 spusty. On mnie szuka. A co ty myślałaś, że normalnie w pokera będzie grał z resztą, ciesząc się że zniknęłaś?- zapytał ironicznie mój głosik w głowieHarry zabiłby go za to. Momentalnie przypomniała mi się nasza rozmowa tuż przed.. przed pocałunkiem. 

- Jo – zaczął po krótkiej chwili milczenia – jeśli uciekniesz Harry mnie zabije, rozumiesz? A mi się nie widzi jeszcze zakładać stary garnitur po dziadku i wziu do trumny.. – rzucił na mnie zatroskane spojrzenie.

- To ucieknij ze mną – zaproponowałam.
Zayn cicho zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową.
- Nie. Poza tym Styles i tak by nas znalazł. Prędzej czy później stałabyś się jego erotyczną zabawką, a ja nie byłbym już w stanie ci z nim pomóc – przełknęłam głośno ślinę, widząc przed oczami obraz siebie i Harrego… o boże. - Po prostu daj sobie spokój z tą ucieczką.
- Dlaczego miałabym cię posłuchać? – uniosłam brew do góry. Zayn seksownie przygryzł swoją dolną wargę, przy czym przybliżył swoją twarz bardzo blisko mojej. Niemal praktycznie stykaliśmy się nosami. Na moment wstrzymałam swój oddech, czekając aż w końcu coś wypowie.
- Bo beze mnie tutaj zginiesz – wyszeptał prawie że niedosłyszalnie.

No i go nie posłuchałam, a co najważniejsze miał rację. Zginę bez niego.. już prawie zginęłam. Kurcze, nienawidzę kiedy on ma rację. Westchnęłam cicho i oderwałam chusteczkę od swojej rozciętej wargi. Była cała zakrwawiona. Uhh.. Zacisnęłam oczy, nie chcąc na nią patrzeć.

Niech ktoś mi pomoże.

niedziela, 8 grudnia 2013

14. You only live once.


Podeszłam zdziwiona do okna i otworzyłam je, by Scarlett mogła wejść do środka.
- Co ty tu.. robisz? – uniosłam brwi ku górze, na co dziewczyna pogładziła swoje włosy i spojrzała na mnie.
- Pomagam ci – uśmiechnęła się, lekko zdyszana. Widocznie musiała biegnąć.
Zmarszczyłam czoło.
- Biegłaś? – pokiwała głową, od razu zabierając głos. Wydała z siebie cichy jęk.
- Chodź nie mamy czasu – zrobiła gwałtowny ruch, chwytając moją dłoń. Natychmiast popędziła ze mną w stronę drzwi. Pomimo tego że do końca nie wiedziałam co chce zrobić, dałam się poprowadzić. Zeszłyśmy cicho po schodach, a potem skręciliśmy w prawo do salonu. Dopiero gdy podeszła by otworzyć okno na tyły mieszkania zrozumiałam, że próbuje mnie wyprowadzić stąd.
- Wow, chwila.. – odparłam.
- Co? Przecież chciałaś uciec? – założyła ręce na swoją wciętą talię. Przygryzłam wargę, sama nie będąc do końca pewna czy chcę się stąd wydostać. Zayn potrzebuje mnie i.. chyba ja potrzebuję jego. Nie wiem co, ale po tym pocałunku..coś się we mnie zmieniło.. Nagle usłyszałyśmy dźwięk otwierania frontowych drzwi. Scarlett natychmiast pociągnęła mnie za rękę w kierunku okna, lecz ja szybko wzięłam ją pod ramię i pobiegłam w stronę pokoju, w którym niedawno przebywałam. Gdy biegłyśmy po schodach z dołu dało się słyszeć charakterystyczny głos Zayna. Wydawało mi się, że słyszę jeden obcy głos. Pędem wbiegłyśmy do pokoju. Na korytarzu usłyszałam dźwięk kroków.
- Schowaj się gdzieś – rzuciłam spanikowana w kierunku brunetki. Scarlett pokiwała głową, rozglądając się za dobrą kryjówką. Popędziłam ją, a chwilę potem westchnęła i wlazła do łazienki. Jak tylko zamknęła za sobą drzwi, Zayn z hukiem wparował do pokoju.
- Coś się stało? - spytałam niewinnym głosem, przełykając ślinę. Nie zaglądaj do łazienki! Nie zaglądaj do tej cholernej łazienki!
- Nic. – powiedział z kamienną twarzą. Zmarszczył brwi i zaczął iść w moim kierunku, obserwując wszystko dokoła. Coś wyczuł. Niedobrze!
- Kto tu był? – mruknął, podchodząc do mnie. Milczałam. Próbowałam udawać, że nic a nic się nie stało i trzymać język za zębami, ale prawdę mówiąc nie za bardzo mi to wychodziło, tym bardziej, że Zayn jest wyczulony na moje kłamstwa. – Jo, Kto.. Tu.. Był.. – syknął, wypowiadając każde słowo osobno.
- Nikt – wymamrotałam cicho. Odchrząknęłam, po czym odpowiedziałam bardziej stanowczym głosem – Nikogo tu nie było.
- Dlaczego ci nie wierzę? – uniósł swoją brew ku górze, przyglądając mi się. Chyba dłużej nie zniosę takiej presji z jego strony. Zacisnęłam swoje usta w wąską linię, próbując wytrzymać jak najdłużej się dało.
- Bo.. – już chciałam zacząć się tłumaczyć, kiedy usłyszałam trzask. Moje oczy się niewyobrażalnie szeroko rozszerzyły, kiedy zobaczyłam osuwającego się na ziemię Zayna, a za nim Scarlett, trzymającą w ręku parasol. O boże..
Spojrzałam na nią zszokowana, ponieważ szkoda mi było Zayna. Chciałam się schylić i mu pomóc, ale brunetka mnie powstrzymała.
- Przestań, nic mu nie będzie – wywróciła oczami, ignorując zupełnie fakt, że przed chwilą prawie kogoś zabiła. No może nie do końca zabiła.. - To co idziemy się zabawić? – zapytała z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie wiedziałam co mam powinnam zrobić. Jednocześnie chciałam zostać z Zaynem, ale miałam też dość ciągłego podwalania się…
- Kwiatuszku mój słodki zejdź na momencik - .. Harry’ego. Czego on znów chce ode mnie.. A może wcale nie chce wiedzieć…
- To ten skurwiel jak mu tam… Harry? - delikatnie skinęłam głową na znak potwierdzenia. Czemu tutaj wszyscy mówią tak potocznie i wulgarnie? Eh.. Brunetka z lekkim uśmiechem podeszła do drzwi, zanim zdążyłam zareagować, otworzyła je i…
- Spierdalaj do parku malować sufit lamusie! – Scarlett krzyknęła tak głośno, że chyba słyszała ją połowa dzielnicy, co ja gadam.. połowa miasta! A z dołu dało się słyszeć śmiechy reszty chłopców. Na korytarzu słyszałam dźwięk kroków wkurzonego Harrego. On nas zabije i sprzeda nasze ciała jakimś innym, gorszym od niego zboczeńcom.. Jasna cholera, Scarlett!
- Zaraz będziesz krzyczeć zupełnie inne rzeczy – warknął Harry głosem pełnym zdenerwowania. Dziewczyna ze złośliwym uśmiechem na ustach zamknęła drzwi, przekręcając w nich klucz. Chwyciła mnie za dłoń i pociągnęła w stronę okna.
- Lepiej chodź bo te drzwi długo nie wytrzymają - westchnęła brunetka. Eh.. Raz się żyje.. Zanim nawet zdążyłam pomyśleć, Scarlett zdążyła już wyjść i ze skoczyć na dół. Ona naprawdę jest jakąś małpą czy coś... Powoli zaczęłam przestawiać nogi za okno. Gdy już obie nogi miałam na zewnątrz, przeżegnałam się i skoczyłam, lądując na ziemi. W tym samym czasie usłyszałam hałas otwieranych drzwi. Dziewczyna natychmiast zaciągnęła mnie na tyły domu. Tam zobaczyłam czarny, elegancki samochód. Dokładnie nie wiem jakiej był marki, nie znam się na tym, ale wiem, że na pewno był drogi..
-Wsiadaj – odparła, nie obdarzając mnie nawet jednym spojrzeniem. Posłusznie wsiadłam do pojazdu, a Scarlett ruszyła z piskiem opon objeżdżając dom i wyjeżdżając przed niego.

Mam nadzieję że Zayn nie będzie bardzo zły.

Zayn’s POV
Przebudziłem się dopiero po kilku minutach. Tak strasznie napierdalała mnie głowa.
- Kurwa, co to było – podniosłem się z zimnej podłogi i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Otwarte na oścież drzwi.. Nie ma Jo. Uciekła. I to nie sama. Ktoś jej w tym pomógł.. i przyjebał mi czymś w głowę. Zginę. To jest pewne. Poddenerwowany uderzyłem z całej siły zaciśniętą pięścią w ścianę, by rozładować na czymś swoje emocje, ale szybko pożałowałem mojego wyboru. Syknąłem z bólu, a na moich chrząstkach pojawiła się metaliczna ciecz. Krew. Krew wszędzie krew, chyba zwariowałem. Wydałem z siebie przeciągły jęk i poszedłem do łazienki, obmyć rany.
A co jeśli jej się coś stanie? Nie mogę na to pozwolić. Jest zbyt grzeczna, nie potrafi się obronić. Może kurwa zginąć. Nie pozwolę. Nie. Nie mogę.
Oblizałem swoje usta, wytarłem dłonie ręcznikiem i ruszyłem z domu, wsiadając na swój nowy motor i wyjmując telefon z kieszeni.
Muszę działać.

Jo’s POV
- Jesteś pewna że tu nas nie znajdą? – odparłam, próbując przekrzyczeć szalejący tłum imprezowiczów, na co Scarlett uśmiechnęła się i pokiwała głową.
- Wątpię żeby szukali cię po klubach. Chodź. – pociągnęła mnie w stronę baru. Usiadłyśmy na krzesłach, a dziewczyna zamówiła po drinku. – Możemy się troszkę zabawić. Przyda ci się to. – dźgnęła mnie delikatnie palcem w brzuch, chichocząc.
- W sumie – uśmiechnęłam się, zgadzając z nią. Może mogłabym się trochę.. zabawić. Co mi tam.. Zgarnęłam swojego drinka, stuknęłam się ze Scarlett szklankami, po czym upiłam kilka łyków.
***
Po kilku wypitych drinkach byłam kompletnie wstawiona. Razem z Scarlett zbliżyłyśmy się do siebie. Wygłupiałyśmy się na parkiecie i czerpałyśmy przyjemność z oglądania się śliniących na nasz widok chłopców. Po chwili jednak dziewczynę zaczepił jakiś przystojniak, a ona przecież nie mogła mu odmówić. Zachichotałam i cmoknęłam ją w policzek, oddając w ręce bruneta. Znów podeszłam do baru, dzisiaj już chyba po raz setny, lekko się chwiejąc.
- Poproszę to samo co wcześniej, skarbie – zaśmiałam się, trzepocząc rzęsami do barmana. Chłopak lekko się uśmiechnął, spełniając moją prośbę.
- Nie za dużo już wypiłaś? – dobiegł mnie czyiś głos zza pleców.
Obróciłam się, marszcząc czoło na widok bruneta. Louis?
- Chyba tak, bo widzę właśnie ciebie przed sobą – burknęłam, a brunet wyszczerzył się. – Co ty tu robisz?
- Naprawdę chcesz wiedzieć? – odparł nieco podejrzliwie. Skinęłam lekko głową. Co prawda obyłabym się bez tej informacji, ale nie zaszkodzi się dowiedzieć.. – Przyszedłem po ciebie.
Przez chwilę w milczeniu wpatrywałam się w niego, biorąc to na serio, po czym wybuchłam gromkim śmiechem.
- Oj, widzę, że humor jak zawsze ci dopisuje – szturchnęłam jego pierś szklanką. Zawsze był takim zgrywusem.. Louis uśmiechnął się lekko, kręcąc głową z dezaprobatą. Przechwycił drinka z mojej dłoni, odstawiając go na blat. Widząc jego ruchy, uśmiech powoli schodził mi z twarzy. W końcu całkowicie zniknął, kiedy chłopak chwycił mocno moją dłoń i wyprowadził na tyłu klubu, gdzie stał czarny mini van.
- Co r-robisz? – westchnęłam i przygryzłam delikatnie dolną wargę. Louis nic nie odpowiedział, tylko otworzył drzwi do samochodu. Powoli zaczynałam myśleć, że on mówił to na poważnie..
- Właź do środka – rozkazał, nieznającym sprzeciwu tonem.
- Co? Nie..
- Właź do cholery! – warknął i spojrzał na mnie morderczym wzrokiem. Nie znałam go od tej strony..
Pokręciłam lekko głową, jeszcze bardziej go tym denerwując. Westchnął nerwowo i wyciągnął z tylnej kieszeni pistolet. Odbezpieczył go i skierował w moją stronę. Rozszerzyłam źrenice na widok broni.
- Wejdź.. do.. środka – odparł powoli, słowo za słowem, nadal trzymając pistolet w ręku. Przełknęłam ślinę i powoli, posłusznie weszłam na tylne siedzenia vana, gdzie już siedział jakiś mężczyzna. Złapał moje ramię, zapewne bym nie uciekła. Spojrzałam na niego z przerażeniem, tymczasem Louis zamknął drzwi za mną i usiadł na miejscu kierowcy. Zerknął w lusterko, przyglądając mi się. Posłał mi chytry uśmiech, zapalając silnik.

On naprawdę nie żartował..


~~~
Dzisiaj krótko,
wybaczcie że tak długo,
przepraszam za wszelakie błędy ortograficznie i inne,
podoba wam się rozdział?
jeśli tak to zostawcie po sobie jakiś komentarz :')


Czytasz = Komentujesz
30 komentarzy = Nowy Rozdział


piątek, 1 listopada 2013

Blog miesiąca!


Czytasz Escape? Podoba ci się Escape? To zagłosuj na niego jako blog miesiąca.
Bardzo proszę, jak możecie to głosujcie w sondzie. Wystarczy jeśli wejdziesz na tą stronę <KLIK> i naciśniesz w sondzie, która jest widoczna w lewej kolumnie bloga, na opowiadanie Escape. :)
Za wszystkie głosy serdecznie dziękuję!
KOCHAM WAS ♥

~ Aduś.

wtorek, 29 października 2013

13. Niall.

"Z dedykacją dla @peoplesucks69, @aberrantnialler, @ahmyswag ♥"
Byłam tym niemało zaskoczona, mimo to po chwili odwzajemniłam jego pocałunek. Zayn natychmiast umieścił swoje dłonie na mojej talii, przysuwając się jeszcze bliżej mojego ciała. Jednocześnie sprawił, że między nami nie było wolnej przestrzeni, ja nie miałam wolnej przestrzeni. Ani z przodu, ani z tyłu (tj. ściana). Hm, szczerze mówiąc nie było dnia ani nocy, co bym nie myślała choćby jeden jedyny, pojedynczy raz o tym, żeby Zayn wreszcie mnie pocałował. Żeby czule dotykał każdą nawet najdrobniejszą część mojego ciała, delikatnie scałowując usta, ich okolice i szyję. Dlatego może nie mogłam po prostu temu się przeciwstawić, skoro tak bardzo tego pragnęłam. Tak. W tym momencie pożądliwie pragnęłam tego seksownego mulata, który stał przede mną. Nie liczyło się nic. Nawet to, że nie powinnam tego robić i to, że jest szansa, że mogę tego prędzej czy później żałować. Liczyła się tylko i wyłącznie ta chwila.
Wszystko było cudownie, lecz „coś”, jak to ma to w zwyczaju niszczyć wszystkie piękne chwile i tym razem nie dało ciała. W moich uszach zabrzmiał dźwięk syren, policyjnych syren. Ktoś musiał mnie rozpoznać i zawiadomić policję.. Mogę przypuszczać, że to była tamta dziewczyna z toalety. Od początku wydawała się być strasznie podejrzana.
Oderwałam się od Zayna, który także usłyszał znajomy, ciągły dźwięk. Rozejrzał się dookoła, marszcząc brwi.
- Musimy uciekać – stwierdził lekko skonsternowany.
Kiwnęłam głową, na co chwycił moją dłoń i pociągnął za sobą. Bez żadnego słowa ruszyliśmy w stronę ciemnego zaułka. W między czasie dźwięk zdawał się wzmacniać, a po chwili pojawił się zza rogu wóz policyjny. Chłopak przeklnął pod nosem, zaczynając biegnąć, więc zrobiłam to samo, tyle że nie mogłam nad nim nadążyć. Gdyby nie to że nasze dłonie były splecione już dawno zostałabym w tyle. Jakoś zdołaliśmy wbiec lekko zdyszani w zaułek ani na chwilę się nie zatrzymując. Jednak samochód policyjny nieszczęsnym trafem zauważył nas. Wysiedli z niego dwaj masywni policjanci i skierowali się w naszą stronę. Zayn ścisnął mocniej moją dłoń, gdy zza rogu pojawił się ni stąd ni zowąd żółty, niewielki van. Zatrzymał się dokładnie przed nami, a przez szybę wychyliła się czyjaś blond czupryna.
- Wsiadajcie! – powiedział donośnym głosem.
Zayn również zdziwiony jak ja zmarszczył brwi. Po niedługiej chwili namysłu i obejrzeniu się za glinami, chwycił za klamkę drzwi i wpakował nas na tylne siedzenia samochodu. Chłopak za kierownicą w mgnieniu oka ruszył z miejsca z piskiem opon.
-  A ty to… ? – odezwał się Zayn, spoglądając w jego stronę.
Blondyn zerknął w lusterko, wyszczerzył się i w milczeniu docisnął pedał gazu.
Kurczowo przytrzymywałam się ramienia Zayna, nie ogarniając do końca zaistniałej sytuacji. Co jak co, ale przy nim czułam się dobrze, jeśli chodzi o poczucie bezpieczeństwa. Wiedziałam, że dopóki trzymam się razem z nim odnoszę wrażenie, że jestem w miarę bezpieczna.
- Ej, mała, sprawdź jaka jest sytuacja.. – rzucił i zacisnął nieco mocniej palce na kierownicy. ,,Mała to jest twoja pała, frajerze..’’. Westchnęłam i wypełniłam jego żądanie. Obróciłam się i wlepiłam swój wzrok w tylną szybę auta, wypatrując policyjny radiowóz.
- Są coraz bliżej..
-  To znaczy?
- Jeden samochód dalej od nas – powiedziałam nieco drżącym głosem zgodnie z tym, co widziałam przed sobą.
Usłyszałam jak przeklina, a pojazd przyspiesza jeszcze bardziej, manewrując między poszczególnymi samochodami i zostawiając każde z nich daleko w tyle. Ścisnęłam mocniej skórzany fotel, widząc jak policja nie daje sobie za wygraną.
- Spróbuj ich zgubić – zaproponował Zayn, który teraz wydawał się być bardziej opanowany i gotowy do działania.
- A co ja właśnie kurwa robię? – warknął, mocno hamując i przygotowując samochód do ostrego skrętu w prawo.
Pisnęłam, kiedy pojazd zaczął wykonywać manewr i wpadłam prosto na klamkę od drzwi. Niewielkiego bólu nie oszczędził mi też Zayn, który wpadł na mnie, nie zdążając złapać się zagłówka przedniego fotela i tylko docisnął mnie do owej klamki. Znów syknęłam z bólu. Dopiero gdy nieznajomy chłopak zakończył manewr, Zayn odepchnął się ode mnie, zasiadając na swoje poprzednie miejsce. Widząc moją niezbyt fajną sytuację, pomógł także mi zasiąść w wygodnej i nieco bezpieczniejszej pozycji. Poczułam jak coś ściska moją dłoń, nie coś, lecz ktoś.. Bijące ciepło od dłoni Zayna nieco mnie uspokajało. Przynajmniej na tyle abym mogła nie myśleć o policji i o tym, jak długo musiałabym siedzieć zamknięta w domu, gdyby mój ojciec jakimś cudem mnie tutaj znalazł.
Skręciliśmy w jeszcze kilka uliczek, po czym zdołaliśmy wyjechać na główną ulicę prowadzącą do mieszkania, a raczej siedziby Zayna.
- Zgubiliśmy ich – oznajmił z ulgą w głosie tajemniczy chłopak.
Szczerze mi też bardzo ulżyło na tą wieść, może nawet bardziej niż mu. Spojrzałam na mulata, którego przyłapałam na wpatrywaniu się we mnie, jednak zdążył odwrócić wzrok, puszczając moją dłoń.

*  *  *

Podjechaliśmy pod biały marmurowy dom, z daleka wyglądający na bardziej ciemniejszy niż jaki naprawdę jest. Blondyn odwrócił się na fotelu i posłał jakiś dziwny znak Zaynowi. Ten zerknął na mnie, marszcząc brwi.
- Jo, idź do domu.. – powiedział poważnym tonem – Zaraz tam przyjdę.
Po chwili lekko przytaknęłam i otworzyłam drzwi. Wyszłam z samochodu zostawiając ich samych. Co oni tam będą robić? Rozmawiać? Bić się? O boże.. nie, nie chcę tego nawet wiedzieć. Obejrzałam się za siebie, ale van miał przyciemniane szyby, przez co nic a nic nie było widać. Nie mając mniejszego wyboru, weszłam do mieszkania. Było w nim ciemno. No jasne, że było, przecież nikogo tutaj nie ma. ,,Idiotka z ciebie, Jo..’’  Westchnęłam ze względu na swoją głupotę i zaczęłam szukać jakiegokolwiek włącznika światła na ścianie. Macałam powierzchnię w każdym miejscu aż w końcu natrafiłam na biały wystający kwadracik. Nacisnęłam na niego, a w pomieszczeniu w mgnieniu oka zrobiło się jasno. Wyjrzałam za okno, delikatnie przesuwając białą firankę i spojrzałam, czy czasem mulat już nie wyszedł z samochodu, ale niestety nie..
Westchnęłam i potruchtałam w stronę schodów. Wlazłam na górę do pokoju Zayna, zrezygnowana położyłam się na aksamitnej pościeli. Zayn miał strasznie wygodną pościel do spania. Aż się chciało na niej leżeć i leżeć w nieskończoność. Nagle usłyszałam ciche pukanie. Rozejrzałam się po pokoju, doszukując się źródła dźwięku. To na pewno nie może być Zayn, przecież ma klucze do własnego mieszkania, poza tym nie pukał by do własnego mieszkania…
Kolejny dźwięk. Spojrzałam na okno i momentalnie moje oczy się rozszerzyły.
Scarlet?

***
Przepraszam za zwłokę, mam nadzieję, że rozdział się podoba :)

 
Bohaterzy na tt:
@Scarlet_Escape

 Jeszcze tak na marginesie..
Miło jest dostawać komentarze, ale jeszcze milej jest kiedy są one bardziej rozwinięte, rozbudowane. Nie chciałabym na to narzekać ani zmuszać was do pisania opinii na połowę strony, po prostu tylko tak informuję. A za wszystkie dłuższe niż jedno słowo komentarze jestem odrobinkę bardziej wdzięczna niż za pozostałe. :) x

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

40 KOMENATRZY = NOWY ROZDZIAŁ

sobota, 28 września 2013

12. Bad luck.


Zayn złapał się za policzek. Widziałam jak czerwieniał coraz to bardziej z każdej sekundy na sekundę. Wykrzywił się, pocierając go delikatnie swoim kciukiem.
- Nie powinnaś była tego robić.. – niemal warknął z zaciśniętymi zębami.
Uh, uciekać czy nie?...
 Jego wzrok sam mówił za siebie. Był zły. Ale nie tak jak kiedyś, gdy go obraziłam, nazywając świnią. To był inny rodzaj złości.. Może obudziłam w nim tą najgorszą stronę, o której istnieniu jeszcze nie wiedziałam. Tą, którą najmniej chciałam ujrzeć.
Nie, muszę uciec.. Czym prędzej zeskoczyłam z krzesełka i zaczęłam biec w stronę rozszalanego tłumu nastolatków na parkiecie. Mulat od razu ruszył za mną, nawołując moje imię. Może spróbuję go tutaj zgubić.. Wciąż przepychałam się między ludźmi i szukałam drogi ucieczki, co chwila spoglądając w tył za chłopakiem. Po chwili zniknął z mojego zasięgu, nigdzie nie mogłam go wypatrzeć, więc to najprawdopodobniej oznaczało że go zgubiłam. A może jakaś kryjówka? Tylko gdzie? Mój wzrok padł dokładnie na drzwi z wielkim napisem 'Toalety' u samej góry. Ucieszyłam się w duchu i zaczęłam kierować się w tamtą stronę.
Kiedy znalazłam się już w jasnym i dosyć bezpiecznym pomieszczeniu, podeszłam do jednej z umywalek przeglądając się w lustrze. Nerwowo przeczesałam palcami swoje blond włosy, nieco je rozmierzwiając. Usłyszałam spłukiwanie wody i trzask drzwi. Z kabiny wyszła wysoka brunetka. Umyła dłonie ciepłą wodą, po czym zerknęła w moją stronę.
- Hm, wszystko w porządku? - zapytała - wyglądasz na.. wystraszoną - oparłszy się o porcelanowy blat, zmarszczyła brwi.
- Tak, wszystko okej tylko.. - urwałam. Po co mam się jej zwierzać z moich przykrych wydarzeń. Nawet jej nie znam.
- Tylko co? Oh gdzie moje maniery. Jestem Scarlet – uśmiechnęła się serdecznie w moją stronę.
- Jo… Nic ważnego.. Na pewno nie chcesz tego wysłuchiwać – westchnęłam.
Dziewczyna lekko zachichotała, co mnie wprawiło w zdziwienie.
- Co jest w tym takiego śmiesznego? – uniosłam brew, przyglądając się jej.
- Problemy z chłopakiem? – zignorowała moje pytanie.
- Nie do końca.. chłopakiem – przyznałam i uniosłam delikatnie uniosłam jeden z moich kącików ust ku górze.
- To o co chodzi?
Przez moment zastanawiałam się czy aby dobrze zrobię wyjawiając jej to wszystko, ale komu by to zaszkodziło? Zayn i tak jest na pieńku z policją. Nie żebym chciała, by trafił do więzienia na ileś tam lat. Po prostu nie byłoby to nic takiego.. um nowego.
- Wiesz – zaczęłam głęboko wzdychając – zostałam porwana. - Dziewczyna uniosła swoje brwi ku górze, usłyszawszy moje słowa. – ale tak jakby z własnej woli..
- Porwana? Z własnej woli?
Świetnie teraz weźmie mnie za jakąś idiotkę, głupią idiotkę, która właśnie uciekła z zakładu psychiatrycznego. Jo, ty to umiesz wprawić człowieka w jeszcze większy obłęd..
- To długa historia – stwierdziłam – po prostu byłabym wdzięczna, jeśli pomogłabyś mi stąd wyjść niezauważona przez moich porywaczy.
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka i nieśmiało spojrzałam na dziewczynę. Cały czas milczała zapewne zastanawiając się czy powinna mi pomóc czy jednak nie, a ja stawałam się coraz bardziej niecierpliwa. Jedyne co teraz chciałam zrobić to uciec z tego idiotycznego klubu i nie wpaść czasem na Zayna. On jest naprawdę zły, zły na mnie za to co zrobiłam. Uderzyłam go w policzek i mimo że na to sobie zasłużył, miałam pewne wyrzuty sumienia za ten czyn. Wiedziałam, że będę tego żałować. Ja już wszystkiego żałuję. Być może jest to za sprawą mojego bardzo wrażliwego, nieco pyskatego, uległego charakteru.
- Okej, pomogę ci, ale robię to z dobrego serca – odparła.
- Dziękuję – posłałam jej uśmiech.
Ogarnęła mnie dziwna ulga. W tym momencie miałam ochotę wyściskać ją jak babunia swojego najukochańszego wnuczka.. no może z odrobiną mniej tych czułości. Jednym słowem byłam jej wdzięczna. - Teraz tylko pozostało obmyślić plan..
Scarlet kciukiem i jednym z placów u prawej dłoni ścisnęła swoją brodę, przybierając minę myśliciela. Również zaczęłam się zastanawiać nad możliwymi sposobami ucieczki. Jednak zanim zdążyłam wymyślić coś sensownego, pstryknęła palcami, jednoznacznie się uśmiechnęła.
- Już wiem – w tym samym czasie drzwi do łazienki wydały charakterystyczny dźwięk. Natychmiast odwróciłam wzrok w tamtą stronę i modliłam się, aby czasem nie był to Zayn. Do środka weszła roześmiana dziewczyna przez co nieco ulżyło mi. Wraz ze spotkaniem naszych spojrzeń zaprzestała się śmiać i w ciszy zniknęła za drzwiami kabiny, a potem już ogólnie ulotniła się z łazienki. Zmarszczyłam brwi, próbując zignorować myśli nad jej zachowaniem. To było dosyć dziwne. Zbyt dziwne..
~
Scarlet delikatnie uchyliła drzwi i w tłumie nastolatków swoim bystrym spojrzeniem wyszukiwała Harrego.
- To ten w tych czarnych obcisłych jeansach? – zapytała szeptem. Wysunęłam głowę, podążając za jej wzrokiem. Odpowiedziałam jej twierdząco z przygaszonym głosem – dlaczego zawsze ci faceci co są cholernie niebezpieczni muszą być tak cholernie seksowni? Ugh..
Wywróciłam oczami na jej komentarz, chociaż po części miała rację. Był wysoki, a jego tors częściowo zakryty przez zwiewną koszulę i czarną marynarkę, wydawał się być po prostu idealny proporcjonalnie. Ciemne dość ciasno opięte na nogach spodnie tylko dopełniały jego wygląd greckiego boga. Był wręcz perfekcyjny w każdym calu. Całować całuje też per-fekcyjnie – oczywiście mój nieznośny głos w podświadomości musiał dopowiedzieć swoje trzy grosze.
- Okej, idziesz – dosłownie wypchnęłam ją z pomieszczenia w kierunku baru, przy którym przed chwilą usadowił się Harry. Dziewczyna wymamrotała coś pod nosem, po czym przyjęła normalną pozę i zgodnie z planem zasiadła obok chłopaka i zagadała do niego. Wydawało nam się to najbardziej rozsądnym krokiem, ponieważ to Harry jest tutaj głównym dowodzącym w tej grupce, więc to jego powinnam bardziej zająć na jakiś czas. Z resztą nie widziałam w pobliżu żadnego zagrożenia (to jest pozostałych chłopaków) aby spokojnie stąd wyjść, więc..
Plan ucieczki czas zacząć.
Rozejrzawszy się dookoła sali, jeszcze raz sprawdziłam czy nie przypałętał się tu gdzieś ani Kyle, ani Ben włącznie z Zaynem. Teren był czysty. Ostrożnie wyłoniłam się zza drzwi do damskiej łazienki i szybkim krokiem podążyłam w stronę upragnionego wyjścia z klubu. Wszystko jak na razie idzie w jak najlepszym porządku. Aż się zaczęłam zastanawiać gdzie ewentualnie mogłabym pójść po zakończonej sukcesem ucieczce.
Wybiegłam na zewnątrz, a moją twarz rozjaśnił triumfalny uśmiech. Wszak jak szybko się pojawił tak szybko przepadł, kiedy usłyszałam tuż za swoimi plecami dobrze znany mi głos.
- Dokąd się wybierasz, piękna? – wiedziałam, że to wszystko podejrzanie łatwo poszło. Przeklnęłam w duszy siebie oraz Zayna, powoli obracając się na pięcie o 180 stopni. Przed sobą ujrzałam idealnie zbudowaną sylwetkę mulata. Widziałam jak unosi do góry swoją brew z lekkim rozbawieniem, jakie posiadał w tych czekoladowych oczętach, wyczekując ode mnie odpowiedzi. Nie, one są zbyt pociągające..  Zasłoniłby je czy coś..
- Przewietrzyć się – skłamałam, napotykając pierwszą lepszą wymówkę w swojej mało przestrzennej mózgownicy.
Zayn pokręcił głową i cały czas wlepiając swój wzrok w moją twarz, zaczął przybliżać się do mnie.
- Hm, kłamiesz – wyszeptał mi wprost do ucha, ocierając podniecająco swoimi wargami o płatek mojego ucha przez co lekko wzdrygnęłam się – A ja nie lubię kiedy ktoś mnie okłamuje.
Jego dłoń w mgnieniu oka znalazła się na moim policzku. Kciukiem delikatnie zataczał na nim małe półokręgi, przywołując u mnie chwilę słabości. Jego dotyk ukoił moje ciało, był jak lek, lek na wszystko. Przy nim zapominałam się i dawałam mu wolną rękę, a to bardzo źle, wręcz fatalnie. Nie powinnam poddawać się takiemu niebezpiecznemu chłopakowi jakim on jest. Mimo że jestem – może i nie stu procentowo – pewna, że on sam nie byłby w stanie zrobić mi krzywdy, nie mogę mu ufać. Mordercy się nie ufa..
Natychmiast strąciłam jego dłoń, przywracając siebie do poziomu.
- To musisz to polubić – odpyskowałam się i już miałam zrobić obrót, by iść dalej, lecz Zayn był szybszy. Pochwycił moje nadgarstki w dłonie i przygwoździł mnie do najbliższej marmurowej ściany budynku. Wydałam z siebie cichy pisk, kiedy moje ciało zetknęło się z dość wypukłą miejscami nawierzchnią. Zayn zdawał się to ignorować. A może jednak potrafiłby zrobić mi krzywdę..
- Ostatnio strasznie dużo pyskujesz – przycisnął nadgarstki po obu stronach mojej głowy – trzeba to zmienić - nieco mocniej je ścisnął, a z mojej buzi wydostał się kolejny jęk bólu.
- Zayn.. to boli – wymamrotałam przyciszonym głosem. Przymknęłam delikatnie powieki po to, aby powstrzymać pojedyncze łzy cisnące się do oczu. Mulat słysząc moje słowa, jakby wyrwany z jakiegoś długotrwałego transu, poluźnił uścisk. Złapałam się za prawy nadgarstek, delikatnie rozmasowując go. To samo zrobiłam z drugim. Zayn za ten czas oparł się dłonią o ścianę w miejscu, w którym przed chwilą sprawiał mi krzywdę. Spuścił głowę przeczesując na wskroś swoje włosy palcami. Niechybnie usłyszałam jak przeklina pod nosem. Nie wiedziałam co teraz powinnam zrobić, także czekałam na dalszy rozwój wydarzeń.
- Jo – zaczął po krótkiej chwili milczenia – jeśli uciekniesz Harry mnie zabije, rozumiesz? A mi się nie widzi jeszcze zakładać stary garnitur po dziadku i wziu do trumny.. – rzucił na mnie zatroskane spojrzenie.
- To ucieknij ze mną – zaproponowałam.
Zayn cicho zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową.
- Nie. Poza tym Styles i tak by nas znalazł. Prędzej czy później stałabyś się jego erotyczną zabawką, a ja nie byłbym już w stanie ci z nim pomóc – przełknęłam głośno ślinę, widząc przed oczami obraz siebie i Harrego… o boże. - Po prostu daj sobie spokój z tą ucieczką.
- Dlaczego miałabym cię posłuchać? – uniosłam brew do góry. Zayn seksownie przygryzł swoją dolną wargę, przy czym przybliżył swoją twarz bardzo blisko mojej. Niemal praktycznie stykaliśmy się nosami. Na moment wstrzymałam swój oddech, czekając aż w końcu coś wypowie.
- Bo beze mnie tutaj zginiesz – wyszeptał prawie że niedosłyszalnie.
- Nie jestem tak słaba jak ci się wydaje – ‘plunęłam’ mu w twarz kolejną odzywką. Zayn spojrzał prosto w moje oczy, po czym przeniósł wzrok na moją szyję, niebezpiecznie pochylając się nad nią.
- Tak sądzisz? – wymruczał, subtelnie muskając swoimi wargami szyję na linii oddzielającej ją od głowy. Jego usta były zadziwiająco miękkie. Położył dłonie na mojej talii. Przebiegł mnie lekki dreszcz rozkoszy, który sprawił że w tej chwili nie potrafiłam odpowiedzieć na jego pytanie. Powoli zbliżył się do mojego czułego punktu, delikatnie scałowywując go. Czułam się wtedy rzeczywiści bezbronna. To co on ze mną robił, w jaki sposób na mnie działał, przerażało mnie samą. Odruchowo cicho jęknęłam przez co na jego ustach ukazał się cwaniacki uśmieszek. Swoimi drobnymi pocałunkami dalej obdarowywał moją szyję, wiedząc że to mi się strasznie podoba. Zupełnie straciłam kontrolę nad swoimi ruchami i wszelakimi gestami. Wplotłam dłonie w jego kruczoczarne per-fekcyjnie ułożone włosy, odrobinę je mierzwiąc. Zayn tylko czerpał z tego ogromną przyjemność. Miał przewagę nade mną, z której bezustannie korzystał. Wyznaczył swoimi całusami mokrą ścieżkę prowadzącą aż do koniuszka materiału mojej bluzki. ‘Niechcący’ zahaczył nosem o niego. Właśnie wtedy oderwał się od mojej szyi i powrócił wzrokiem na moją twarz.
- Nadal sądzisz że nie jesteś słaba? – zapytał, opatulając delikatnie dłonią mój policzek.
Poniosłam totalną klęskę. Może nawet i przeklnęłabym w tej chwili aczkolwiek moje dobre maniery nie pozwalają mi na to. Pochwyciłam jego spojrzenie, zagłębiając się bardziej w jego tęczówki.
- Nie jestem..
Urwałam zdanie, kiedy chłopak chwycił tył mojej głowy i złączył nasze usta w pocałunku.
Pocałunek był dosyć ostry, mimo to odwzajemniłam go.

 
_____________________
No hej, przychodzę do was z tym upragnionym 12 rozdziałem! :)
I co? Jak wam się podobał? Zajebiste cnie? xD
 
Poza tym wybaczcie że tyle musieliście czekać. Mam nadzieję że zrekompensowałam się fajnym rozdziałem. Moja koleżanka sprawdzała soł nie powinno być błędów. Jak coś to z pretensjami do @peoplesucks69 a nie do mnie XD
 
Na twitterze nadal możecie follownąć naszych bohaterów:
@Jo_Escape
@Zayn_Escape
@Louis_Escape
@Vanessa_Escape
@Harry_Escape
Jeśli ktoś z was chciałby zostać jednym z pozostałych bohaterów to proszę o kontakt na tt: @luvmyharriet.
 
To chyba tyle co chciałam napisać, jak cos to jeszcze dopiszę :) x
 
Czytasz = Komentujesz
40 komentarzy = Nowy rozdział xx
 

sobota, 21 września 2013

Czytelnicy


Hej,
Ta notka właściwie nie jest zbytnio ważna, ale chciałabym jednak żeby ją wszyscy przeczytali.
Mianowicie mam do was prośbę, czy każdy kto czyta to opowiadanie mógłby zostawić komentarz po sobie? Chodzi mi o jakiś mały, drobny komentarz np ''Ja" cokolwiek. Po prostu chciałabym wiedzieć ile z was go czyta i czy warto jest go kontynuować, bo z tego co ostatnio usłyszałam popełniam mega dużo błędów i nie wiem czy jestem w stanie się poprawić w tym. Tzn. jeśli chodzi o to to piszę jak piszę. Jak coś napiszę to mi się potem tego nie chcę poprawiać albo zwyczajnie nie mam na to czasu i wychodzi na to że jest w tym pełno 'niedociągnięć'.
Także kończąc już tą notkę, chciałabym żebyście nie zwracali uwagi za bardzo na te błędy i jak wyżej wspomniałam zostawili po sobie komentarz.
Dziękuję, Aduś.

czwartek, 5 września 2013

11. Jealous?



- Po co mnie tutaj zabraliście? – odezwałam się, wchodząc do środka jakiegoś rozszalanego i tętniącego życiem klubu tak jak rozkazał mi Harry.
Wolałam mu się teraz nie sprzeciwiać, nawet jeśli jesteśmy w miejscu publicznym. Poznałam do czego tak naprawdę jest zdolny, gdy się go nie słucha i za nic nie chciałabym tego kiedykolwiek powtarzać.  
- Po to żebyś zobaczyła jak się dobrze bawić.. no i musimy coś ważnego odebrać – usłyszałam oschły głos Harry’ego za sobą.
- Uwierz mi że wiem jak się dobrze bawić – stwierdziłam.
- Nieważne.. zachowuj się jasne skarbie? – mrugnął do mnie i skinął głową do Kyle’a i Ben’a. Wywróciłam oczami, delikatnie pokiwałam głową. Nim się obejrzałam ulotnili się w tłumie ludzi szalejących na parkiecie.
To tak zacznijmy wszystko od początku.. chłopaki ni z gruszki ni pietruszki oznajmili mi że gdzieś jedziemy. Wpakowali mnie mimo moich sprzeciwów do dużego czarnego vana i przywieźli tutaj. Gdzie rzekomo mają do załatwienia jakąś robotę. Nie chcę być niegrzeczna ale po jaką cholerę mnie wciągają w te ich interesy? Nie sądzę żeby to było rozsądne posunięcie ze strony Harry’ego, ponieważ wszyscy wiemy, że to tylko zaszkodziłoby im. Tym bardziej że policja z dnia na dzień coraz bardziej przykłada się do śledztwa w sprawie mojego zaginięcia. Przebywanie ze mną w miejscu publicznym nie jest do końca.. dobre. W każdej chwili ktoś kto słyszał o moim zaginięciu może mnie zauważyć i natychmiast zadzwonić po policję. A z resztą niech robią co chcą. Nie będzie mi wcale żal jak wsadzą do więzienia Harry’ego czy Ben’a, gorzej z Zayn’em.

Prawdą jest, że Zayn jest zły i niebezpieczny, ale myślę że to tylko taka maska, pod którą chowie swoje prawdziwe oblicze. Nie wiem jak to zrobię i czy w ogóle mi się to uda, jednakże chcę zdjąć mu tą maskę z twarzy. Przynajmniej spróbować tego dokonać..
Jak na zawołanie obok mnie pojawił się Zayn w swojej pełnej osobie.
-  Powierzono mi za zadanie pilnować ciebie, więc najwyraźniej spędzimy razem miło czas – poruszył jednoznacznie brwiami, szczerząc się w moją stronę.
- Nie musisz mnie pilnować nie mam 10 lat – prychnęłam.- Owszem muszę, nie mamy pewności że nam gdzieś tu nie uciekniesz.
- Nie miałam takiego zamiaru – posłałam mu spojrzenie.
Zayn delikatnie się uśmiechnął, chwytając mnie za dłoń i pociągając mnie w kierunku baru. Zasiadł na krześle, to samo i ja zrobiłam. Przywołał barmankę i z łobuzerskim uśmiechem poprosił o 2 kolejki shot’ów. Blondynka przytaknęła swoim piskliwym głosem specjalnie i zabrała się za realizowanie zamówienia. Kobieta wyraźnie flirtowała z nim, specjalnie schylając się co chwila i ukazując swoje no.. dosyć duże i dorodne piersi. Zayn jak to każdy mężczyzna musiał się na nie spojrzeć z zachwytem. Poczułam się trochę nieswojo. Odchrząknęłam głośno próbując przypomnieć im o moim towarzystwie. Mulat odwrócił się na krześle, a barmanka powróciła do szykowania dla nas drinków.
- Zazdrosna? – wyszczerzył się. Po chwili trzymał w ręku swój kieliszek.
- Raczej zniesmaczona.. – odpowiedziałam wywracając oczami – Jak można tak publicznie pokazywać swoje piersi?
- Ja tam lubię kiedy dziewczyna pokazuje trochę swojego ciałka – mrugnął nonszalancko do mnie, po czym podsunął mi pod nos nowy kieliszek z wódką. Jednym szybkim ruchem wypił całą zawartość swojego. Spojrzałam to na niego, posyłając mu niezadowolone spojrzenie, to na stojący przede mną alkohol. Zmrużyłam oczy i wzięłam kieliszek w dłoń dobrze mu się przypatrując.
- Nigdy nie widziałaś jak wygląda kieliszek czy co? – Zayn uniósł swoją brew przyglądając mi się z rozbawieniem w oczach. Spojrzałam na niego z miną ‘haha bardzo śmieszne’, na co znów się uśmiechnął figlarnie. Jo, dawaj.. przecież to nie może być takie złe.
Posłuchałam swojego wewnętrznego głosu i czym prędzej przechyliłam kieliszek, sprawiając że cała jego zawartość znalazła się w mojej buzi. Odstawiłam puste szklane naczynie, kiedy poczułam jak coś drapie mnie w gardło. Cholerny alkohol..
- Od razu na pierwszy rzut oka widać że nigdy nie piłaś wódki – stwierdził i miał rację. W ogóle nie zaliczam się do tych szalonych, porywczych i niegrzecznych typów dziewczyn. Jestem zbyt dobrze wychowana na to aby imprezować na całego do białego rana, ale to nie oznacza że nie potrafię się bawić. Potrafię ale tak jakby nie mogę. Coś od środka mnie blokuje.
- No wiesz w białym domu raczej nie podają shotów na bankietach – powiedziałam, wykrzywiając twarz w ogromny grymas.
- Dlatego jest na nich nudno jak na cholernym pogrzebie – zmarszczyłam brwi, kiedy Zayn ponownie spojrzał na barmankę. W tym samym czasie podszedł do mnie jakiś chłopak. Krótkie blond włosy, doskonale wyrzeźbione rysy twarzy i śliczne orzechowe tęczówki. Dałabym mu z osiemnaście lat.
- Hej, tak się zastanawiam czy nie zechciałabyś ze mną zatańczyć.. – przyznał nieco nieśmiało. Och, jaki słodziak z niego..
Pokiwałam głową z wymalowanym uśmiechem na ustach, lecz spotkałam się z niezadowoleniem Zayna.

- Nie widzisz że ona jest tu ze mną? Spadaj gówniarzu! – warknął, posyłając mu zimne, zabójcze spojrzenie, równocześnie sięgając po następny kieliszek wódki. Miałam coś powiedzieć, jednak chłopak posłusznie z iskierką lęku w oczach, wycofał się od swoich wcześniejszych zamiarów i odszedł. Odwróciłam się w stronę Zayna.
- Przestań podejmować za mnie decyzje. Ja chciałam z nim zatańczyć! – powiedziałam czując narastającą we mnie złość.
- Ale ja tego nie chciałem – odpowiedział chłodno.
- Co? Zazdrosny? - podniosłam głos. Użyłam jego własnych słów przeciwko niemu.
- O ciebie? - prychnął kpiąco, kołysząc pustym kieliszkiem w tę i we w tę.
W tym momencie byłam tak cholernie zła na niego, że nawet nie zdawałam sobie sprawy co wokół mnie się dzieje. Mój gniew przeniósł się do ręki. Uderzyłam go mocno w policzek.. I czułam się z tym dobrze. Moja dłoń pulsowała, ale zachowałam kamienną twarz dopóki nie dorwała mnie rzeczywistość. Dlaczego to zrobiłam? O mój boże…


__________________
Elo elo! Witam was już po wakacjach! (jak to okropnie brzmi :C) Nie będę sie tutaj rozpisywać bo i tak nie mam na to czasu, jestem na fonie nielegalnie a matka siedzi obok więc.. Napisałam rozdział, krótki bo krótki ale ważne że coś wogóle jest co nie? Wybaczcie jeśli w tekście pojawią się jakiekolwiek błędy tak jak wspominałam mam tylko troszkę czasu na wstawienie tego czego udało mi sie na lekcjach wybazgrolić.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
40 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ
musicie mnie nimi jakoś zmotywować do dalszego pisania i zamieszczania rozdziałów po kryjomu xD

środa, 28 sierpnia 2013

10. You`re bleeding!


Kiedy weszliśmy do jasnego pomieszczenia, pierwsze co zrobiłam to usiadłam na krześle. Ah moje nogi i ręce były wykończone dziką walką z Harrym i potrzebowały naprawdę porządnego wypoczynku. Mam nadzieję, że nie będę miała aż tak dużo siniaków. Westchnęłam i przymknęłam na moment zmęczone powieki, opierając się o oparcie krzesła.
- Dziękuję – wyszeptałam na powrót otwierając oczy i obserwując jak Zayn chodzi w tą i z powrotem po kuchni. Najwyraźniej zamierzał przygotować mi śniadanie. Wymamrotał pod nosem coś w rodzaju ‘nie ma sprawy’, sięgając do górnej półki. Wyjął z niej jedyne pudełko płatków zbożowych, jakie posiadali i czystą miskę. Potem zgarnął jeszcze karton mleka z lodówki i wszystko to położył mi na stole pod samym nosem. Liczył, że sama się obsłużę. Pft..
- Et voila. Cereales avec du lait pour vous (fr. `Gotowe. Płatki z mlekiem dla ciebie`) – powiedział i posłał mi łobuzerski uśmieszek. Jego francuski akcent był taki perfekcyjny. Zupełnie jakby z pochodzenia był samym Francuzem. A może jest?
- Plutot, bol, les cereales et le lait. (fr. `Raczej miska, płatki i mleko`) – wybąkałam, chcąc pokazać, że nie tylko on umie posługiwać się tym językiem.
- Oh, liczyłem że nie znasz francuskiego – westchnął rozczarowany, po czym przysiadł się do mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wsypałam płatki i mleko do miski i zaczęłam zajadać się moim posiłkiem.
- W dzieciństwie codziennie brałam lekcje z różnych języków.
Chłopak zmarszczył swoje brwi.
- Z przymusu? – spytał, na co pokiwałam głową.
- Tak, rodzice mnie do tego zmuszali, ale nie było to aż tak złe. Przynajmniej nie mam problemu w posługiwaniu się kilkoma językami. A ty skąd znasz francuski? – zadałam pytanie, pozwalając mu zabrać głos. Uzyskałam czas na spokojne dokończenie mojego śniadania.
- Mieszkałem kiedyś we Francji.. – urwał, kiedy do kuchni wkroczył Kyle.
- Jak tam po zabawie z Harrym, mała? - mrugnął do mnie, na co wywróciłam oczami, po czym chłopak zwrócił się do Zayna.
- Chodź, powinieneś coś zobaczyć – stwierdził – ty też, kotku – posłał mi łobuzerski uśmiech. Wstałam z miejsca i podążyłam za nimi do salonu. Kyle zgarnął pilota ze stołu, którym podgłosił telewizor. Od czasu, gdy usłyszałam spikera, wypowiadającego moje imię, całą swoją uwagę skupiłam na ekranie.

‘’ Z cyklu najświeższe wiadomości.
Jo Eileen, córka słynnego i bogatego prezydenta Stanów Zjednoczonych Richarda Eileena zaginęła! Cały biały dom w trwodze!
Jakiś czas temu doszły nas informacje o zaginięciu córki głowy państwa. Policja robi wszystko co w swojej mocy, aby znaleźć pannę Eileen, jednakże nie wpadła jeszcze na żaden ślad, świadczący gdzie mogłaby się znajdować.
- Zupełnie nie miałem pojęcia, że mojej rodzinie mogłoby grozić jakiekolwiek niebezpieczeństwo, tym bardziej że mamy zapewnioną najlepszą ochronę w tym państwie, która nie przeoczyłaby żadnego groźnego bandyty. Jestem zszokowany i trudno jest mi się dalej wypowiadać na ten temat, więc przepraszam.. – mówi Richard Eileen.
Nasze źródła także donoszą, że jeden z mieszkańców widział młodą dziewczynę owej feralnej nocy odjeżdżającą z mężczyzną czarnym motorem marki Yamaha spod rezydencji Eileen’ów i wyraźnie była ona za spokojna jak na osobę, którą porwano..
Więc czy to aby na pewno było porwanie z własnej woli?
Mówiła dla was, Georgia Rose. ‘’

Kyle wyłączył telewizor, odkładając pilota na miejsce. Przez kilka sekund stałam w ciszy, zaabsorbowana tym co przed chwilą słyszałam. Spojrzałam na Zayna, który również zerknął na mnie, marszcząc swoje brwi.
- Idziemy w dobrym kierunku – odparł Kyle z chytrym uśmieszkiem. Mulat niepewnie odpowiedział na niego i przygryzł dolną wargę – no ale mniejsza o to, Zayn, robota na ciebie czeka – oznajmił, wręczając mu jakąś kolorową kartkę. Zayn spojrzał się na skrawek papieru i przeleciał wzrokiem to co było na niej napisane, potem znów pokierował spojrzenie na Kyle’a.
- Wygląda na to, że będziesz musiała zostać tutaj sama – zamachnął kartką i schował ją do tylnej kieszeni spodni.
- Co? Nie! – zaprzeczyłam szybko, przerażona wizją siebie sam na sam w domu z dwoma napalonymi facetami. A co będzie jeśli Harry jeszcze wróci? Cholera, nie chcę zostawać tu sama!
- Wiem, że będziesz za mną tęsknić, no ale muszę coś załatwić skarbie – mrugnął do mnie i zanim miałam szansę mu odpowiedzieć, wyszedł z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Brunet obrócił się w moją stronę i wyszczerzył, tak że mogłam ujrzeć jego śnieżnobiałe zęby. Powolnym krokiem ruszył w moim kierunku.
- Nawet się nie waż zbliżać do mnie! – wysunęłam ręce do przodu znając jego zamiary. Chłopak parsknął śmiechem na moje zachowanie, w pewnym momencie zatrzymał się i rzucił mi spojrzenie.
- Nie martw się nie jestem taki jak oni, no nie do końca.. – stwierdził, wzruszając ramionami. – W każdym razie albo pójdziesz na górę albo będziesz tutaj grzecznie siedzieć, co wolisz?
Bez uprzedniego odpowiadania na jego pytanie, skierowałam się w stronę schodów. Wychodząc z salonu, za sobą usłyszałam cichy śmiech Kyle’a, Pokręciłam delikatnie głową i chwilę później znalazłam się w pokoju Zayna. Położyłam się na łóżku, spoglądając prosto w biały sufit. Modliłam się o to aby do powrotu Zayna, żaden z jego kolegów nie próbował na mnie niczego. Westchnęłam przeciągle i zamknęłam swoje powieki. Poczułam jak wszystko wokół mnie zanika, a ja sama zapadam w sen.

Obudził mnie czyjś dotyk. Ktoś głaskał mnie po policzku. Natychmiast uchyliłam powieki, by zobaczyć dokładnie centymetry przed sobą twarz Zayna. Uśmiechał się to za mało powiedziane, on się wręcz szczerzył ani na sekundę nie cofając swojej dłoni.
- Długo spałaś kochanie – wyszeptał, powodując u mnie niemałe zaskoczenie. To ile on już tutaj mnie obserwuje?  Właściwie to dlaczego mnie nie obudził?
- D-długo? – zająkałam się, na co pokiwał głową z cwaniackim uśmiechem.
- Długo.
Spojrzałam w jego czekoladowe oczy, momentalnie się w nich zatapiając. Były przecudowne i magiczne. W życiu takich pięknych tęczówek nie widziałam jakie posiada Zayn, a uwierzcie mi napotkałam na swojej drodze mnóstwo par oczu.
Mulat także skupił swój wzrok na mnie, przez co nasze spojrzenia po raz kolejny się skrzyżowały.  
- Uwielbiam jak się jąkasz, to jest takie podniecające – przybliżył się odrobinę w moją stronę i przygryzł wargę jednym strasznie seksownym ruchem. Ugh, przestań to robić Malik! – W ogóle cała ty jesteś taka podniecająca – powiedział ocierając ustami o płatek mojego ucha. Nerwowo przełknęłam ślinę. Wiedziałam że to jest złe, wszystko co robię jest złe, ale to mi się tak cholernie podobało. On mi się cholernie podoba. I to jest właśnie złe. To że pragnę żeby w końcu mnie pocałował, choć znamy się niezbyt dobrze. Co ja gadam! Ja w ogóle go nie znam. Wiem o nim tyle że ma niebezpieczne ‘zajęcia’ i niebezpiecznych kolegów, czyli tyle co nic..
- Przestań – wymamrotałam, jednak Zayn zdawał się ignorować to co powiedziałam.
Nawet nie zauważyłam kiedy jego dłonie oplotły moją talię, przysuwając moje ciało bliżej swojego. Delikatnie ucałował mój czuły punkt tuż za płatkiem ucha przez co cicho jęknęłam. Jak on zdołał tak szybko go znaleźć? Widziałam jak na jego twarzy maluje się łobuzerski uśmieszek, po czym podniósł głowę, równając swój wzrok z moim.
- Dlaczego mam przestać skoro ci się to podoba? – uniósł brew pytająco. Cholera.. I tu mnie ma.
- Wcale mi się to nie podoba.. – mruknęłam pod nosem i odwróciłam swój wzrok gdzie indziej, byle nie patrzeć prosto w te hipnotyzujące tęczówki.
- Naprawdę? .. - spytał - Spójrz na mnie – powiedział z rozbawionym tonem. Niechętnie wykonałam jego polecenie – twoje ciało mówi zupełnie co innego.
Puścił mi oczko, po czym jednym zgrabnym ruchem znalazł się nade mną. Oparł dłonie po obu stronach mojej twarzy, tak że nie miałam żadnych szans na jakąkolwiek ucieczkę. Ah pytanie czy w ogóle próbowałabym…
Opuszkiem palca delikatnie przejechał linię po mojej talii. Wzdrygnęłam się czując jego dotyk na skórze. Uśmiechnął się zwycięsko, chyba doskonale wiedział jak na mnie działa jego choćby najmniejszy ruch w moją stronę. Nachylił się bezpiecznie blisko moich ust przez co moją twarz oblała fala gorąca, spuściłam wzrok w dół tak aby nie utrzymywać więcej z nim kontaktu wzrokowego, bo wiem że nie skoczyłoby się to za dobrze.. Wtedy ujrzałam, że jego koszula w okolicach brzucha jest pobrudzona krwią. Czekaj, to mi wygląda na świeżą plamę!
- Zayn, ty krwawisz! – pisnęłam i zignorowałam dalsze ‘chwyty’ chłopaka.
- To nic takiego - machnął na to ręką.
Mimo to podniosłam się do pozycji siedzącej zrzucając go przy tym na bok łóżka. Lekko syknął, a ja zauważyłam że wylądował na miejscu, w których chwilę wcześniej zaobserwowałam czerwoną plamę. – o boże Zayn, przepraszam! Poczekaj, wstań. Zaraz ci to opatrzę! – wypowiadałam każde kolejne słowo z prędkością światła, zanim nawet do końca je przemyślałam. Natychmiastowo znalazłam się obok niego, kiedy usiadł na brzegu łóżka śmiejąc się z mojego zachowania – macie gdzieś tutaj apteczkę? – zapytałam. Spojrzałam na Zayna, potem na plamę, na której widok lekko skrzywiłam się.
- Łazienka – odpowiedział. Delikatnie pokiwałam głową udając się w kierunku łazienki. Apteczkę odszukałam w dolnej szafce pod umywalką. Wyjęłam z niej waciki i wodę utlenioną, po czym miałam się obrócić lecz zderzyłam się z czyimś torsem. Mocno umięśniony.. to musi być Zayn. Zadowolony nawet nie wiem z czego zdjął swoją czarną koszulkę i przysiadł na zamkniętej desce klozetowej. Ledwo powstrzymałam się od przygryzienia dolnej wargi na widok jego ciała.. mm bo ciało to on ma nieziemskie. Przykucnęłam tak żeby mieć większy dostęp do rany. Zayn syknął z bólu, kiedy namoczony wacik spotkał się z jego skórą.
- Kurwa to boli! – warknął kiedy kolejny raz przyłożyłam wacika i mocno złapał mnie za nadgarstek. Lekko przestraszyłam się na jego gwałtowny ruchow, tak że wacik wyleciał mi z dłoni i upadł na podłogę. Zayn spojrzał na mnie tym morderczym wzrokiem, a jego oczy pociemniały. Gdyby wzrokiem można było zabijać on chyba już dawno by to zrobił.. Nerwowo przełknęłam ślinę, zwyczajnie bojąc się tego czego mógłby mi zrobić. Zayn nie skrzywdziłby cię, nie ciebie – pocieszał mnie mój wewnętrzny głos. Pytanie czy to rzeczywiście była prawda? Czy jednak Zayn byłby w stanie zrobić mi coś złego. Wciąż jest tak skryty i tajemniczy. Nie mam pewności co do jego charakteru. Dlaczego? Dlatego że go zupełnie nie znam.
Jego oczy sekundę później wróciły do swojej normalnej postaci. Chłopak poluzował uchwyt na moim nadgarstku. Zerwał ze mną kontakt wzrokowy, spuszczając wzrok na swoje czarne buty.
- Przepraszam – odezwał się – kontynuuj.
Cicho westchnęłam i wznowiłam ocieranie rany na jego ciele.

 ___________________________
I AM BACK, ale nie na długo* :>
Na początku bardzo wam dziękuję za aż 15 tysięcy wejść na bloga. Łaaaaa *-* To dla mnie wiele znaczy. Jestem naprawdę szczęśliwa, że jakoś chcę wam się czytać te moje wypociny! haha x.

Druga sprawa to pojawiła się zakładka 'Pytania do bohaterów' gdzie jak sam tytuł mówi możecie zadawać pytania naszym bohaterom.

Trzecia z kolei to na twitterze są już:
- Jo --> @Jo_Escape
- Zayn --> @Zayn_Escape
- Vanessa --> @Vanessa_Escape
- Harry --> @Harry_Escape
- Louis --> @Escape_Louis

Jeśli chcielibyście zostać jednym z pozostałych bohaterów, nie krępujcie się i po prostu napiszcie do mnie na tt @luvmyharriet.

(( Ble ble ble tyle wam powiem o moim rozdziale!;c ))

PRZEPRASZAM ŻE TYLE CZEKALIŚCIE NA TEN ROZDZIAŁ, NASTĘPNY  BĘDZIE MAM NADZIEJĘ 1.09 LUB STANDARDOWO ZA TYDZIEŃ.

* - I jest taka sprawa..
Podobno nie będę miała laptopa przez cały rok szkolny, ponieważ teraz idę do 3 klasy gim i muszę się wziąć za naukę, ponieważ w 2 klasie strasznie się opuściłam, do tego dochodzi jeszcze egzamin gimnazjalny i wybór liceum, a moi rodzice są niewyobrażalnie wymagający i chcą żebym poszła do dobrego liceum i miała jak najlepsze stopnie. To jest strasznie stresujące i męczące.
A z resztą napiszę wam osobną notkę o tym i wyjaśnię tam wszystko...

Czytasz = komentujesz proszę to dla mnie ważne :)
40 komentarzy = Nowy Rozdział
BEZ SPAMU PROSZĘ.