poniedziałek, 24 czerwca 2013

03. Hello handsome..



 Był dość wysoki. Z pewnością bił mnie o głowę swoim wzrostem. Dobrze zbudowany i powtarzam: cholernie przystojny. Te zniewalające czekoladowe oczy oraz kruczoczarne włosy ułożone w artystycznym nieładzie dodawały mu męskości i tajemniczości. A te malinowe usta! Moje rozmyślania przerwał głos tego mężczyzny.

- Powinnaś bardziej uważać – odparł głosem przepełnionym goryczą, co od razu sprawiło, że zabrakło mi języka w buzi.

- Mhm – wymamrotałam prawie że niedosłyszalnie. Chłopak kiedy to usłyszał, zaśmiał się, delikatnie stawiając mnie na ziemi. Sprawiał dosyć dziwne wrażenie uwodzicielskiego i tajemniczego, a z drugiej strony śmiertelnie niebezpiecznego. Ale może to tylko bezsensowne pozory, w końcu nie ocenia się książki po okładce..

 Uśmiechnął się do mnie lekko, ale nie było w tym uśmiechu cienia wesołości. Wręcz przeciwnie, poczułam dreszcze jakby nagle zrobiło mi się jeszcze zimniej. Wreszcie zdołałam się jako tako pozbierać emocjonalnie, zgarniając swoją czarną torbę.

Nie on jednak jest niebezpieczny.

- Um, dzięki za uratowanie mi życia i w ogóle, ale muszę już iść – posłałam mu sztuczny uśmiech i jak najszybciej wyminęłam, podążając wzdłuż chodnika. W duchu modliłam się, by nie poszedł za mną. Mimo że był strasznie seksowny zwyczajnie bałam się tego typa. Wolałam nie narażać się na jakiekolwiek niebezpieczeństwo z jego strony, choć nie wiem czy nie było już za późno.

- Myślisz że tak sobie teraz odejdziesz? – powiedział niskim głosem.

Zamarłam na jego słowa, stając w miejscu. Idiotka, po co się zatrzymujesz? Uciekaj kiedy jeszcze masz większe szanse!

Pomimo tego dość irytującego głosu w mojej głowie, nie byłam w stanie się ani trochę poruszyć ani obrócić w tył, żeby zrównać się z nim twarzą w twarz. Nerwowo przełknęłam ślinę, ściskając mocniej torbę, którą miałam w rękach.

- Boisz się mnie – bardziej stwierdził to sam niż spytał się o moje własne zdanie.

Od zawsze byłam wygadaną dziewczyną, a co teraz? Nagle zabrakło mi języka w buzi przez jakiegoś zapewne lansującego się miejscowego bad boy’a.

Nawet nie zauważyłam kiedy zjawił się tuż obok mnie. Był milimetry ode mnie, czułam jego zimny oddech na swojej szyi. Pomimo tego i tak nie odważyłam się odsunąć od niego.

- Boisz się mnie, to widać – powtórzył już z lekką kpiną w głosie. Siedziałam cicho, nie odzywając się słowem, co tylko znaczyło że przyznawałam mu rację. Przymknęłam powieki, chcąc żeby to wszystko okazało się tylko jakimś koszmarnym, złym snem.


 Do moich uszu dobiegł głośny dźwięk syren alarmowych, co oznaczało tylko jedno. Już wiedzą, że uciekłam. Zaraz zaczną mnie szukać i co tu robić ? Gdzie uciekać?
- Włamałaś się do domu prezydenta? No no no.. niezłe z ciebie ziółko.

Zaśmiał się, patrząc na willę tuż obok nas. Nie wiedziałam co robić. Uciekać czy schować się. Spanikowałam.

- Pomóż mi – wyszeptałam prawie że niedosłyszalnie, ale jednak chłopak to usłyszał. Jego uśmiech zgasł z twarzy. Przez chwilę widoczne było na niej wahanie. Wahał się czy mi pomóc czy nie. W końcu zmarszczył brwi, podejmując decyzję.

- Chodź – odparł bezuczuciowym tonem.

Na powrót stał się oziębły, chwytając mnie za moje ramię wcale nie tak delikatnie i prowadząc szybkim krokiem tylko w sobie znanym kierunku. Wszędzie było ciemno i dosyć zimno. Szliśmy chodnikiem, rozcierałam jedną wolną ręką pokryte gęsią skórką ramię. Ulicę zalewało pomarańczowe, coraz jaśniejsze światło latarni. Księżyc w pełni, towarzyszył nam podczas tego ‘spaceru’. Co chwilę słychać było powiew wiatru i tykanie zepsutej sygnalizacji świetlnej. Ominęliśmy jakiś ogromny budynek, wchodząc na jego tylni placyk. Stał tam duży lśniący motor, prawdopodobnie jego własność. Tak jak przypuszczałam należał do niego. Wyjął z tylnej kieszeni kluczyki, po czym zgrabnie wsiadł na motor.

- Wsiadasz czy nie? – zapytał bez ogródek, a ja biłam się z moimi myślami ‘co mi ten typ może zrobić i gdzie wywieźć’. Przecież on jest niebezpieczny! Nie powinnaś!

Z wyrazu jego twarzy odczytałam, że jego cierpliwość była już wyraźnie na granicy wytrzymałości. Szybko się denerwuje..

Pewnie będę tego żałowała do końca życia, ale trudno. Usiadłam wygodnie za nim, opierając nogi o rurki. Mulat odpalił swój pojazd, przez co się lekko wzdrygnęłam. Nigdy jeszcze nie miałam okazji jeździć takim sprzętem. Ba, rodzice zabiliby mnie za takie coś! Pewnie uznaliby to za zbyt niebezpieczne. Ale ich tu teraz nie ma…

Ruszyliśmy z miejsca, a ja odruchowo objęłam go w pasie i przytuliłam się do jego pleców. Przymknęłam oczy, aby czasem nie zakręciło mi się w głowie. Hm, myślę, że jazda na motorze nie tak prędko będzie moim ulubionym zajęciem albo raczej nigdy.

Usłyszałam głęboki śmiech i poczułam wibrację na jego plecach. Mulat z impetem docisnął mocniej pedał gazu, powodując że po moim ciele przeszły ciarki.
 

niedziela, 9 czerwca 2013

02. Don`t panic.


Jo's POV
Przygotowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy i spakowałam je do dużej, przestronnej czarnej torby. Jest już dosyć późna godzina, więc mam pewność, że każdy oprócz ochroniarzy już smacznie śpi. Zamierzałam się wreszcie stąd wydostać. Mam dosyć tego życia oraz rodziców. Potrzebuję chwili przerwy, takiej odskoczni od tej monotonności. Chcę w końcu poczuć, że żyję.
Założyłam torbę na ramię, wychylając się przez otwarte okno. Wzdrygnęłam się widząc jak wysoko znajduje się mój pokój. Będzie ciężko zejść z drugiego piętra, ale muszę spróbować. W najgorszym przypadku mogę się zabić, a w najlżejszym połamać żebra i kości. Mimo to zgarnęłam linę zrobioną z dosyć mocnych pod względem wytrzymałości prześcieradeł. Jeden koniec przywiązałam do ramy okna, a drugi wyrzuciłam zza okno.
Ostatni raz przeleciałam wzrokiem cały pokój, starając się jak najwięcej rzeczy z niego zapamiętać. Położyłam wcześniej napisaną karteczkę z informacją dla Roxy na nocnym stoliczku, na której pożegnałam się z nią i powiadomiłam, żeby się o mnie nie martwiła. Kątem oka spojrzałam na ramkę ze zdjęciem stojącą obok mojego budzika. Byłam na nim ja i rodzice z czasów, kiedy to byliśmy ‘normalną’ rodziną. Tata nie myślał wtedy o polityce i o tym jak może wszystko się potoczyć, kiedy pójdzie spróbować swoich możliwości jako kandydat na prezydenta.
To zdjęcie to moja jedyna, prócz ulotnych wspomnień, pamiątka z tamtego życia, lepszego życia.
Westchnęłam, przejeżdżając koniuszkiem palca po szybce ramki. Zabrałam torbę i delikatnie zrzuciłam ją na zewnątrz. Przełożyłam jedną nogę przez okno, potem drugą i trzymając się liny ostrożnie zeszłam na dół. Na szczęście obyło się bez jakichkolwiek urazów.
Szybko pobiegłam w stronę ogrodu, lecz w połowie drogi zatrzymałam się. Klucze do bramki! Jak mogłam zapomnieć o tak ważnej rzeczy. Ale jak ja je wezmę, jeśli spoczywają one w kieszeni w kurtce Paul’a. I co ja teraz zrobię? Jak zwykle jestem nieprzygotowana na wszystko! Uderzyłam się w czoło, myśląc intensywnie nad drugim, lepszym rozwiązaniem wybrnięcia z tej sytuacji. Jedyna opcja to przejść przez płot. Niestety nie dałabym sobie rady sama.
Nagle usłyszałam coraz głośniejsze rozmowy dobiegające ze środka. Najwyraźniej rozmówcy chcieli przenieść się na zewnątrz. Spanikowałam, chwyciłam torbę i nie zważając na nic rzuciłam się do ucieczki. Ujrzałam dosyć masywną kolumnę altanki, więc postanowiłam się tam ukryć na jakiś czas. Zza kolumny obserwowałam  dwie postacie otwierające szklane rozsuwane drzwi i wychodzące na podwórze. Wytężyłam słuch, by móc usłyszeć o czym ci dwaj rozmawiają.
‘’Musimy załatwić, żeby zabrali tą smarkule do szkoły z internatem’’ powiedział jeden do drugiego, na co tamten pokiwał twierdząco głową. Szkoła? Z internatem? Co? Przecież ja nie mogę tam pójść..
‘’Jak się jej pozbędziemy to już nic nie stanie nam na drodze’’ obaj zaśmiali się złowieszczo, wyjmując paczkę papierosów. Wygląda na to, że pobędą tu dłużej, tak jak ja. Westchnęłam cicho, zsuwając się po kolumnie. Oparłam głowę o nią, czekając aż teren będzie czysty.
Zayn’s POV
- Miło się robi z tobą interesy, kotku - posłałem dziewczynie oczko, wychodząc z jej mieszkania.
- Taa cześć - rzuciła obojętnie, na co uśmiechnąłem się zadziornie. Ostatni raz przeliczyłem pieniądze, które od niej otrzymałem, po czym opuściłem klatkę schodową. Schowałem niezłą sumkę do kieszeni czarnej skórzanej kurtki, kierując się w stronę mojego motoru.
Nagle rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się dobrze znany mi numer.
- Robota wykonana? - Harry zapytał na dzień dobry. W tle słychać było głośną muzykę, co mogło oznaczać, że znów zabawia się w pobliskim klubie.
- Tak. Dała aż 10 tys za 1kg - odparłem, wsiadając na pojazd. ‘’Znowu balujesz?’’ zaśmiałem się, kiedy dostałem twierdzącą odpowiedź ze strony rozmówcy.
- Kiedyś trzeba, Zayn. Z resztą wracaj mi z tą kasą i uważaj na gliny! - odparł, po czym natychmiast się rozłączył. Włożyłem z powrotem telefon do kieszeni i odpaliłem silnik w motorze.
Jo’s POV
Ci dwaj mężczyźni spalili do końca każdy po dwa papierosy, po czym weszli do środka zamykając na klucz szklane drzwi. Korzystając z okazji ruszyłam w stronę mniejszego płotu, przez który miałam większe szanse przejść. Miał on nie więcej niż 2,5 metra wysokości, a zbudowany był praktycznie z ozdobnych wystających cegiełek. Więc bez problemu można było po nich wspiąć się na samą górę. Tak też uczyniłam. Gdy byłam już na szczycie sprawnie przerzuciłam torbę, żeby pozbyć się zbędnego balastu. Tym samym sposobem chciałam zejść na dół, lecz przy bodajże trzeciej z kolei cegiełce poślizgnęłam się, tracąc pod nogami grunt. Czułam, że lecę prosto na twardy zimny chodnik z myślą, że zaraz uderzę o niego z niewyobrażalną siłą. Jednak uderzenie nie nastąpiło. Uchyliłam powieki, które w chwili lotu całkowicie przymknęłam, oczekując by ból, który rzekomo miał nastąpić, już minął. Moim oczom ukazał się nieziemsko przystojny mężczyzna...