niedziela, 9 listopada 2014

19. Little Lamb.

Otarł dłonią nastały strużek krwi z nosa, rzucając mi obojętne spojrzenie. A może jednak nie było takie obojętne.. Chłopak najwyraźniej nie był zadowolony. Speszyłam się lekko na to, a Scarlett podrapawszy się po głowie, wstała na równe nogi.
- Pójdę się.. hm, przejść - dziewczyna odparła z przelotnym uśmiechem. 
Z jej tonu wyraźnie wywnioskowałam, że nie chciała nam przeszkadzać. O matko. Tylko nie to. Nie miałam ochoty na kolejną kłótnię z Zaynem. Przynajmniej nie teraz.
Mimo to, że posłałam jej błagające spojrzenie, ona i tak odeszła. Westchnęłam cicho i spuściłam głowę jak dziecko, które miało być zaraz zganione za jakiś swój wybryk. W sumie mogłabym powiedzieć, że byłam przyzwyczajona do tego. Mój ojciec potrafił wydać długą, nudzącą przemowę na temat, tego co uczyniłam. Więc jedna przemowa więcej nic by mi nie zrobiła.
Nawet nie usłyszałam, kiedy Zayn przybliżył się do mnie. Machinalnie podniosłam wzrok na niego. I to był chyba błąd. Jego mina delikatnie połagodniała, uwydatniając rysy chłopaka. Patrzył na mnie i na mój z deka poniszczony i pobrudzony strój z litością pomieszaną z troską, opiekuńczością. Interesował się mną? Oh, to nowość.
- Krwawisz.. - Bardziej stwierdziłam, byle by tylko odciągnąć na bok kłótliwy temat. Dotknęłam opuszkami palców płatek jego nosa, krzywiąc się.
- Nic mi nie będzie.
Odparł krótko, wycierając nos w rękaw. Skrzywiłam się lekko na jego wypowiedź, ale skinęłam głową.
- Dziękuję.
Wyszeptałam, na co uniósł słabo kąciki ust w geście odpowiedzi.
- I przepraszam. Nie powinnam była uciekać.
Uh, Jo sama doprowadzisz go do kłótni. Przestań tyle gadać..
- No nie. - przegryzł wargę, ale to było tak cholernie pociągające, że musiałam na nią spojrzeć. Uh, siła wyższa potrafi zadziałać w każdym momencie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo martwiłem się o ciebie.
Na te słowa znieruchomiałam, a wszystko we mnie dosłownie zatrzymało się na kilka sekund. Z jego ust brzmiało to niemal niewiarygodnie. Nie potrafiłam uwierzyć, że to właśnie powiedział. Nie Zayn. Jestem pewna, że ta bezczelna, arogancka i seksowna świnia z samochodu nie mogłaby tego co najwyżej wykrztusić. Czy mój Zayn zmienia się? Chwila, on nie jest mój.
- Chodźmy stąd, proszę. - burknęłam, rozglądając się po okolicy. Z pewnością przez kilka najbliższych dni potowarzyszą mi koszmary z tym miejscem w roli głównej. Poza tym byłam tak zmęczona i całkowicie wyczerpana, że ledwo trzymałam się na swoich nogach. Zayn musiał to zauważyć, bo kiwnął twierdząco głową i wziął mnie na ręce. Nie miałam nawet siły protestować przeciwko temu, więc się poddałam.
W dość krępującej ciszy doszliśmy do czarnego motoru, który był własnością Zayna. Czekała tam już na nas Scar. Posłałam jej lekki uśmiech, kiedy chłopak sadzał mnie na motorze.
- To kiedy następna impreza, Jo? - zachichotała i od razu została zmrożona zimnym wzrokiem Malika. - No co? Żartuję.
Zaśmiałam się mimo doskwierającego mi zimna, bólu i wykończenia.
- Wsiadaj - rozkazał Zayn. Już bez żadnych sprzeciwów wsiadła na motor, a chwilę później ruszyliśmy z miejsca.
Nie wiem co działo się później. Bynajmniej musiałam przysnąć na parę minut, gdyż chwilę później znajdowaliśmy się już pod domem gangu bez Scarlett. Najwidoczniej Malik odwiózł ją, podczas gdy smacznie spałam.
- Jesteśmy na miejscu, śpiąca królewno.
Zamrugałam kilka razy, przecierając zamglone oczy. Spojrzałam na uśmiechającego się Zayna, a potem na budynek. Wydawał się być tak daleko. Naprawdę nie miałam ochoty iść samodzielnie.
- Zanieś mnie - wymamrotałam z błagalnym tonem. Zayn z rozbawieniem zszedł z motoru, ponownie biorąc mnie w swoje ramiona. Jejciu, tak dobrze mi w nich było.
Weszliśmy do środka mieszkania, od razu kierując się w stronę sypialni. Mulat położył mnie na wygodnym łóżku i przykrył szczelnie kołdrą. Spoglądałam na niego. Miałam nadzieję, że ze mną zostanie, dopóki nie przypomniałam sobie o jego krwawiącym nosie.
Też musi się sobą zająć..
- Odpoczywaj.
Wstał z łóżka i zostawiając mnie samą z myślami, wyszedł z pokoju. Dlaczego on jest taki miły? Czy to tylko chwilowe złamanie czy naprawdę JEST MIŁY. Wiem, że kwestia zapytania się go o to, nie wchodzi w grę. Nie skończyło , by się dobrze zważywszy na nasze inne konwersacje na podobne tematy. Więc chyba nie mam szans na poznanie prawdy. Moje powieki na powrót stały się ciężkie. Przytuliłam głowę do poduszki i spróbowałam zasnąć.


Zayn's POV

Ostatni raz rzuciłem spojrzenie na Jo i zamknąłem drzwi, wlekąc się do łazienki.
Nie wiem czy można dokładnie określić moje uczucia na dzień dzisiejszy. Są nieco.. Pomieszane. Dziwne jak na mnie. Zazwyczaj jestem na wszystko obojętny albo po prostu wkurwiony, a teraz jestem jednocześnie cholernie zły i szczęśliwy. Zły - na wszystko i wszystkich dookoła, szczęśliwy - bo Jo jest cała i zdrowa. Do tego dochodzi poczucie winy. Z pewnością moją sprawką było to, że Jo znalazła się tam gdzie nie powinna. Mogłem jej tutaj nie zabierać, odstawić przy najbliższym przystanku. Cholera, ale uparła się, żebym ją tutaj zabrał. No to zabrałem. A tym samym sposobem naraziłem ją na niebezpieczeństwo. 
Przetarłem zaschniętą krew, obmywając twarz. Doprowadziłem się do porządku i jeszcze raz poszedłem zajrzeć do mojego pokoju, w którym urzędowała dziewczyna. A co jeśli nie śpi? Głupio będzie tak, nie? Muszę znaleźć jakąś wymówkę. Zmarszczyłem czoło palcami, stanąwszy naprzeciw drzwi.
- Dobra, chuj. - mruknąłem cicho do siebie.
Uchyliłem drzwi zaglądając jednym okiem do środka. Poszukiwałem wzrokiem znajomej twarzy, póki nie natrafiłem na fragment odkrytej pościeli. Nie ma jej. Od razu wszedłem głębiej do pokoju, rozglądając się, ale niestety nic nie znalazłem. Nie gorączkuj się tak, Malik. Może jest na dole? Po chwili moje nogi same ruszyły w stronę schodów. Wlazłem do salonu - nic. To samo było w innych pokojach, aż w końcu zajrzałem do kuchni. Siedziała skulona na blacie i skrobała mufinkę. Potajemnie odetchnąłem z ogromną ulgą.
- Wszystko okej? - spytała i spojrzała w moją stronę, przełykając kawałek ciastka. Cholera, widocznie zauważyła moją reakcję.
- Taa - podrapałem się po głowie - Długo tu jesteś? 
- Trochę..
- Dobrze się czujesz? - spytałem, opierając się o blat naprzeciwko dziewczyny. Coś, ostatnio opiekuńczy się zrobiłem..
Pokiwała twierdząco głową i dalej wyjadała kawałki czekolady z mufinki.
Nastała dosyć krępująca cisza, więc zająłem się zaparzaniem kawy.
- W sumie.. Co się z nimi stało? No wiesz z kim - odezwała się po dłuższym czasie.
Odpowiedziałem jej bez chwili zastanowienia się.
- Nie żyją..
Dziewczyna lekko rozszerzyła oczy.
- Nie.. żyją? - powtórzyła lekko roztrzęsionym głosem, na co zmarszczyłem brwi i zerknąłem znad ramienia na nią. Kątem oka widziałem jak nerwowo przełyka gulę w gardle.
- A co miałem z nimi zrobić? - mruknąłem. - Nie mogłem pozwolić na to, by uciekli. No z wyjątkiem tego jednego..
- Jednego? - Jo uniosła brew z zainteresowaniem.
- Louisa. Skurwysyn chyba zdążył się ewakuować. - zacisnąłem delikatnie dłonie w pięści, próbując zapanować nad wzrastającym gniewem. Nagle poczułem ciepło na swojej pięści. Położyła delikatnie dłoń na niej, masując knykcie. Dzięki temu złagodniałem odrobinę, obróciłem się przodem do dziewczyny.
- Nie warto zabijać - westchnęła cicho. - Tym bardziej że on nie jest tego wart.
- Ty jeszcze go bronisz? - ponownie zebrała się we mnie pulsująca krew.
- Nie bronię!
- To po co kurwa to mówisz?
Wywróciłem lekko oczami.
- Bo on.. Kiedyś był uhm, był dla mnie ważny, okej? - przeczesała palcami swoje blond włosy, a ja mogłem rzec, że dosłownie wypalałem w niej dziurę swoim wzrokiem. Ona go znała? Oni się znali?
- Skąd go kurwa znasz?
W odpowiedzi skuliła się pod wpływem mojego wzroku, co mnie tylko podsycało.
- Nieważne.. - odpowiedziała wymijająco.
- Ważne, Jo. Cholernie ważne. Pytam się skąd go znasz?!
- Był moim chłopakiem - mruknęła podenerwowana i chciała zeskoczyć z blatu, ale jej to uniemożliwiłem. Powiedzmy, że zszokowało mnie to odrobinę. Albo może trochę więcej niż odrobinę.
Dlaczego mi o tym nie powiedział? Myślałem, że nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Nie muszę mówić, że prawie gotowałem się ze złości.
Malik, spokojnie.
Muszę się jakoś rozładować.
Dlatego wyszedłem z kuchni na balkon, zostawiając lekko zdezorientowaną dziewczynę samą. Wyjąłem paczkę papierosów wraz z zapalniczką i odpaliłem jednego. Zaciągnąłem się, zamykając na moment oczy. Powoli czułem jak moje ciśnienie opada, a tytoń rozprowadza się w moim ciele, przynosząc upragnioną ulgę. Wreszcie cisza i spokój..


Jo's POV

Westchnęłam głęboko z poczuciem winy i zeskoczyłam z blatu. Jak zwykle pokłóciliśmy się. Nic nowego. I będzie to trwało dopóki jedno z nas nie przyjdzie i nie przeprosi, a z racji iż ja to ja, a Zayn to Zayn z pewnością zmięknę i pójdę pierwsza. Nienawidzę się kłócić, bo po każdej kłótni czuję się winna, jakbym była jej przyczyną. Tym bardziej boli mnie to, że nie potrafimy obejść się bez najdrobniejszej kłótni. Trudno, przeczekam i zobaczymy co będzie dalej. Zrobiłam sobie herbaty w kubku i powędrowałam do salonu, rozsiadając się na kanapie. Swoją drogą gdzie reszta gangu? Gdzieś tak smutno bez nich.


Zayn's POV 

Po trzech wypalonych fajkach uznałem, że jest mi zimno i czas wrócić do środka. O tej porze to już normalne. W końcu mamy jesień.  Przeczesałem włosy dłonią, nerwowo rzucając paczkę papierosów wraz z kurtką na niepościelone łóżko. I tam wylądowała także moja koszulka, po czym zszedłem na dół, omijając salon, w którym siedziała Jo. Do szklanki nalałem odrobinę whisky z lodem i ponownie przeszedłem obok pokoju. Tym razem coś we mnie tknęło i zatrzymałem się na moment. Mimo że tak bardzo nie chciałem, zerknąłem na kanapę. Zasnęła. Głowę ułożyła na ramieniu kanapy, trzymając w dłoniach kubek z resztką herbaty. Westchnąłem i wyjąłem go tak, by jej nie obudzić, odkładając na stolik obok. Zacisnąłem usta w wąską linię. Była tak cholernie słodka, kiedy spała. Niczym mała owieczka. Owieczka? Serio, Malik? Ta dziewczyna robi ze mnie mięczaka. Pokręciłem głową z dezaprobatą, po czym chciałem po cichu wyjść, ale zahaczyłem o stolik, a kubek spadł na podłogę, robiąc tym samym niemiłosiernie przeraźliwy hałas. Kurwa.. Dziewczyna mruknęła coś niezrozumiale po nosem i uchyliła powieki. Brawo. 100 punktów dla Gryffindoru. Spojrzała w moją stronę na wpół przytomna. Posłałem jej przepraszający wyraz twarzy.
Pokręciła delikatnie głową, usiadłem obok niej. Delikatnym ruchem wyprostowałem jej nogi. Dziewczyna zmarszczyła brwi, przyglądając mi się.
- Co robisz? - mruknęła, a ja uśmiechnąłem się szeroko. Skoro już nie śpi, czas zakończyć kłótnie i zająć się czymś.. pożyteczniejszym.

- Brakowało mi tego mruczenia - sam w odpowiedzi wymruczałem, wpatrując się w Jo i wyczekując jej reakcji. Podniecało mnie to jak się rumieni. Uwielbiałem doprowadzać ją do takiego stanu sam nie wiem dlaczego. I ponieważ i tym razem jej policzki nabrały lekko różawego koloru, uśmiechnąłem się szeroko w duchu. Jesteś moja, mała.
- Przestań - wywróciła na mnie oczami i skrzyżowała nieporadnie nogi. Czy miałem zamiar przestać i zrezygnować z tak wspaniałej okazji do pooglądania jej seksownych rumieńców? Odpowiedź była prosta, wręcz banalna.
- Niee..
Prychnęła na to i założyła ręce na piersi.
Zdecydowanie mi tego brakowało.

***
Kto się cieszy, że Adusia taka dobra dusza dodaje wreszcie rozdział? :D
Tak, wiem, bijcie brawo, bo pisałam to na lekcjach matematyki.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję, to naprawdę miłe, kiedy docenia się czyjąś pracę. Dziękuję.