czwartek, 19 grudnia 2013

15. Trapped.


- Dan zawiąż jej oczy – brunet rzucił w stronę swojego potężnego kolegi, który rzekomo nazywał się Dan, czarną chustę. Skinął głową i przysunął mnie do siebie. Na przekór odepchnęłam się od niego.
- Gdzie mnie wieziesz? – ‘plunęłam’ Louis’owi w twarz, protestując, kiedy facet chciał przewiązać mi materiał na oczy.
- Zobaczysz.. – odparł, po czym dodał – przestań się wiercić, jeśli nie chcesz dostać kulką w twarz.
Mruknął, zaciskając dłonie na kierownicy i spoglądając w lusterko. Westchnęłam nerwowo i pozwoliłam, by założył mi chustę. Wtedy zupełnie straciłam widoczność, pozostał mi tylko dotyk i słuch. Powoli zaczynałam panikować w środku, a alkohol we krwi tylko nasilał to uczucie. Nie wiedziałam co zamierza ze mną zrobić, po co mu jestem potrzebna. I dlaczego tak diametralnie się zmienił odkąd.. odkąd ostatnio się widzieliśmy.
Nagle poczułam jak ktoś chwyta mnie za dłonie, obwiązał je mocno sznurkiem. No pięknie. Teraz jedynie mogę zdać się na słuch. Ugh..
Poddałam się i czekałam na dalszy ciąg wydarzeń.
Nic innego mi nie pozostało.
Przez resztę drogi żadne z nas się nie odezwało. Dopiero dźwięk zgaszanego silnika przywrócił mnie do rzeczywistości. Rozejrzałam się nerwowo, chociaż i tak nic innego niż ciemność nie mogłam zobaczyć. Usłyszałam jak otwierają się drzwi, a ja zostałam wyciągnięta z samochodu.


Zayn’s POV
Jechałem.. kurwa, sam nie wiem gdzie jechałem. Gdzieś przed siebie, nie miałem żadnego pomysłu, gdzie Jo mogła uciec.. Jeszcze jakbym wiedział z kim, może to by bardziej pomogło. Westchnąłem, skręcając motorem do najbliższego baru. Muszę się napić. Może to mi pomoże w myśleniu. Zapakowałem tuż przed budynkiem, zsiadłem z maszyny, ściągając kask, po czym wszedłem do baru. Rozglądałem się dookoła, jakbym miał nadzieję, że tu właśnie będzie, że ją odnajdę w tym tłumie ludzi. Eh. Głupia nadzieja.
Zamówiłem szklankę szkockiej whiskey i oparłem się o blat mini baru, wciąż obserwując wszystkich dookoła. W moich uszach cały czas bębnił dźwięk lecącej właśnie piosenki Jasona Derulo Talk Dirty, ale także przeminęło nawoływanie kogoś.. Zmarszczyłem brwi, wytężając słuch. Wypiłem zawartość szklanki, odstawiłem ją i podążyłem w stronę interesującego mnie dźwięku. Powoli nasilał się, a ja mogłem wyłapać czyjeś imię. Jo. Co kurwa? Natychmiast przyspieszyłem kroku, po chwili znalazłem się u źródła dźwięku. Więc to ona pomogła Jo w ucieczce. Dobrze wiedzieć, że to dziewczyna przyjebała mi w łeb.. Na mój widok brunetka rozszerzyła maksymalnie oczy, lekko się chwiejąc na nogach. Przeklnęła pod nosem i chciała jak najprędzej odejść. W porę pochwyciłem jej ramię i rzuciłem groźne spojrzenie.
- Gdzie jest Jo? – wysyczałem przez zaciśnięte zęby. Jak na złość wzruszyła ramionami, a mnie cholera miała za chwilę trafić. – Nie wzruszaj mi tu kurwa ramionami! Wiem, że wiesz!
- Nie wiem, pacanie. Sama jej szukam. – odparła, wydostając się z mojego uścisku. Wyraźnie czuć było od niej alkohol. Pewnie Jo też upiła i najprawdopodobniej zgubiła z oczu. Po cholerę jej była ta ucieczka? Westchnąłem zdenerwowany, starając się czasem nie dostać jakiejś apopleksji. Potarłem dłonią swoje czoło. Dobra, Malik. Policz do 10. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 10, 10.. nic nie pomaga. Jebane psychologiczne.. coś.
- Idziemy – udałem się w kierunku baru, ciągnąc za sobą dziewczynę. Facet za nim na pewno musiał coś widzieć, w końcu obsługuję każdego klienta. Oparłem się jedną ręką o blat, drugą trzymałem nadąsaną panienkę. Wyszczerzyłem się do niej, po czym zwróciłem się do barmana.
- Widziałeś tutaj może dziewczynę? Niewysoka, blondynka, zielone oczy, w beżowej sukience? – brunet oderwał na chwilę wzrok od ściereczki, którą przecierał szklane naczynie, zaczął się zastanawiać. Może by tak szybciej.. nie mam całego dnia, stary. Przygryzłem mocno wargę i ‘cierpliwie’ czekałem na jego odpowiedź.
- Taak.. wyszła gdzieś z jakimś kolesiem kilka minut temu – odpowiedział w końcu, litując się nade mną. – Powiem nawet że to nie wyglądało, jakby miała iść z nim z własnej woli.
- Gdzie poszli? – spojrzałem na chłopaka, a ten skinął głową na tylne wyjście. Szybko ruszyłem w stronę wyjścia, ignorując wydostający się jęk z ust dziewczyny, pod wpływem mocnego szarpnięcia. Wypadłem przez drzwi jak burza. Nerwowo rozglądałem się na wszystkie strony, ale nic ciekawego lub podejrzanego, co by przykuło moją uwagę, nie mogłem wypatrzyć.
- Widzisz coś? – zadałem pytanie do mojej ‘towarzyszki’, która zmarszczyła brwi i także zaczęła rozglądać się.
- Tam – usłyszałem zza pleców. Odwróciłem głowę w kierunku, którym wskazywała. Stojący tyłem wysoki brunet chowa pistolet do spodni i idzie w kierunku vana. W pewnym momencie obrócił się twarzą prosto do mnie. Zamarłem na jego widok.
- Jeden z Shadesów – powiedziałem bardziej do siebie, nie spuszczając wzroku z niego. Dopiero jak posłał mi złośliwy uśmieszek i otworzył drzwi od strony kierowcy, coś we mnie tknęło. Zacząłem biec w jego stronę ile miałem sił w nogach. Już byłem tuż przy samochodzie, jednak ruszył on z miejsca, a ja jedyne co zobaczyłem to fragment blond włosów. Byłem przekonany że należały do mojej Jo.
- Kurwa mać! – uderzyłem pięścią w tył vana, kiedy zaczął przyspieszać, w końcu zniknął z zasięgu moich rąk, a potem skręcił w inną uliczkę. Zatrzymałem się na środku jezdni, lekko zdyszany. Pochyliłem się, umiarkowując swój płytki oddech. Obok mnie zjawiła się brunetka, również zziajana.
- I co? Była tam? – każde słowo uprzedzała jednym pełnym oddechem. Pokiwałem lekko głową, zgodnie z prawdą. – Właściwie kim są ci Shadesi? - zadała kolejne pytanie, tym razem bardziej opanowanym i spokojnym głosem.
Spojrzałem na nią, brunetka uniosła brew ku górze.
- Wytłumaczę ci to później. – stwierdziłem i skinąłem głową, żeby poszła za mną. Jak było widać zrobiła to nie zbyt chętnie, ale ważne że w ogóle się zgodziła. W sumie nie potrzebne mi jest jej towarzystwo, ale jak już tak bardzo chce.. Wyczuj ironię..
Doszliśmy na parking przed ceglanym budynkiem, włożyłem kask, po czym rzuciłem drugi dziewczynie. Wsiedliśmy na motor i ruszyliśmy. Nasz kierunek; Siedziba Shadesów.


Jo’s POV
Ciemność,
Tylko to jedynie mogłam ujrzeć.
Cisza,
Tylko to jedynie mogłam usłyszeć.
Strach,
Tylko to jedynie byłam w stanie odczuć.
Poruszyłam dłońmi, choć były mocno przywiązane do krzesła, na którym siedziałam. Cicho pisnęłam, czując wbijającą się w moją delikatną skórę grubą, masywną linę. Chustka była ciasno zaciśnięta wokół mojej głowy, zakrywając moje oczy. Nie mogłam nawet myśleć. Materiał był owinięty także wokół moich ust, więc nie mogłam nic mówić. Nie miałam pojęcia co się dzieje. W jednej chwili miłe i dosyć przyjemne popołudnie zmieniło się w istny koszmar, z którego chyba nikt nie miał sposobności mnie uratować. Niczego bardziej nie pragnęłam jak, żeby to się w końcu skończyło. Dlaczego ja? 
Usłyszałam czyjeś kroki. W moich oczach nagromadziły się łzy i z pewnością by spłynęły po policzkach, gdyby nie ta czarna chusta. Drzwi zaskrzypiały, a ktoś wszedł do środka. Przełknęłam ślinę, modląc się w duszy o przetrwanie tego wszystkiego.
Nie daj po sobie poznać że się ich boisz – napomniałam się w myślach. Nie wiem czy dam z tym sobie radę, przynajmniej spróbuję. Ten ktoś wszedł głębiej do pomieszczenia i choć miałam zawiązane oczy, wiedziałam że wbija swój wzrok we mnie i wywierca wielką dziurę.
- Jak tam księżniczko? – odezwał się nieco ochrypłym głosem.
Czułam jego ciepły oddech na swojej szyi, co jednoznacznie znaczyło, że był blisko mojej twarzy, bardzo blisko. Nic nie odpowiedziałam, czekając na jego kolejny ruch. Szczerze miałam ogromną nadzieję, że sobie zaraz pójdzie, ale wiadomo że i tak by tego nie zrobił. Jeśli tutaj przyszedł, to zapewne w jakimś celu. Usłyszałam jak sprawca tego całego zmieszania krótko wzdycha. Wkrótce zdjął chustę z moich oczu. Zamknęłam oczy, chroniąc się od całkowitego oślepnięcia, a następnie powoli je otworzyłam. Przede mną był brunet, stojąc z zadowolonym uśmiechem na twarzy. Chętnie zdarłabym mu ten uśmiech. Jego włosy były niechlujne, a jego ciemne zielonoszare oczy wbijały się we mnie, co sprawiało, że chciałam jeszcze bardziej wyrwać się z tej dziury. Wymamrotałam coś przez chustę, spoglądając chłodnym wzrokiem na niego. Wywrócił oczami i pozbył się także materiału z moich ust, aby dowiedzieć się coś z tego mruczenia.
- Czego chcesz ode mnie? – wykrztusiłam z siebie te słowa, czując jeszcze niesmak w buzi po materiale. Chłopak zaśmiał się bezczelnie.
- A może by tak trochę milej? – porywacz pogładził dłonią mój policzek. Odsunęłam twarz na bok, widocznie go tym wnerwiając.
- Nie zasługujesz na to – odgryzłam się i spojrzałam na niego. Od kiedy ja się stałam taka waleczna?
Zacisnął szczękę, powstrzymując się przed czymś, po czym wyprostował się i zaczął krążyć wokół mnie. Przygryzłam nerwowo wargę. Zayn... Dlaczego nie mógłbyś się zjawić właśnie teraz w tych stalowych drzwiach i uratować mnie jak na tych badziewnych filmach o porwaniach?  
- A więc Jo.. ani Malik ani Styles nie nauczyli cię jeszcze dobrych manier? – powiedział z uśmiechem, ale nie był to miły uśmiech, raczej bardzo złośliwy. Nawet Zayn wyglądał z tym swoim uśmieszkiem o niebo lepiej niż on. Jego przynajmniej był seksowny.. Wogóle skąd zna moje imię? – Widocznie nie potrafią porządnie cię wyruchać. – dodał.
- Przynajmniej mają czym – mruknęłam. O nie. Nie chciałam tego powiedzieć.. Właściwie to chciałaś…
Brunet powoli podszedł do mnie z mocno zaciśniętymi ustami. Zamachnął się i wymierzył mi silny cios w policzek. Ból przeszył moją twarz, a z wargi pociekła metaliczna ciecz. Skrzywiłam się, ledwo powstrzymując łzy napływające do oczu.
- Jeszcze raz coś takiego powiesz, a obiecuję, że zrobię ci coś bardziej gorszego niż to co przed chwilą – warknął na mnie. Wyjął z kieszeni chusteczkę higieniczną i rzucił mi ją. Odchrząknęłam, starając mu się wytłumaczyć o co chodzi. W końcu pochylił się tyłem i rozwiązał sznury na moich dłoniach. Zerkając na niego, zauważyłam że trzyma w tylnej kieszeni spodni pistolet. W co ja się wplątałam.. 
Lekko przerażona, rozmasowałam swoje zaczerwienione nadgarstki, chwyciłam chusteczkę i przyłożyłam ją do wargi, z której leciała krew. W tym czasie chłopak zdążył przemieścić się na drugi koniec ciemnej, mrocznej sali, stając tuż przy drzwiach, a właściwie to opierając się obok nich. Przytrzymując chusteczkę przy wardze, spojrzałam na niego. Na jego twarzy gościł lekki uśmiech, dopóki w sali nie pojawił się jeden z jego podwładnych i oznajmił mu coś, czego nie za bardzo zrozumiałam. Brunet przygryzł dolną wargę, rzucając mi spojrzenie, nie posiadające żadnych, jakichkolwiek emocji. Odpowiedział drugiemu facetowi twierdząco, po czym ulotnił się zostawiając nas znów samych. 
- Malik już cię szuka, jak słodko.. - uśmiechnął się złośliwie. - Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać aż do nas zawita w małe i szybkie odwiedziny.  
Zmarszczyłam odrobinę czoło, kiedy wyszedł z pomieszczenia, zamykając drzwi na 2 spusty. On mnie szuka. A co ty myślałaś, że normalnie w pokera będzie grał z resztą, ciesząc się że zniknęłaś?- zapytał ironicznie mój głosik w głowieHarry zabiłby go za to. Momentalnie przypomniała mi się nasza rozmowa tuż przed.. przed pocałunkiem. 

- Jo – zaczął po krótkiej chwili milczenia – jeśli uciekniesz Harry mnie zabije, rozumiesz? A mi się nie widzi jeszcze zakładać stary garnitur po dziadku i wziu do trumny.. – rzucił na mnie zatroskane spojrzenie.

- To ucieknij ze mną – zaproponowałam.
Zayn cicho zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową.
- Nie. Poza tym Styles i tak by nas znalazł. Prędzej czy później stałabyś się jego erotyczną zabawką, a ja nie byłbym już w stanie ci z nim pomóc – przełknęłam głośno ślinę, widząc przed oczami obraz siebie i Harrego… o boże. - Po prostu daj sobie spokój z tą ucieczką.
- Dlaczego miałabym cię posłuchać? – uniosłam brew do góry. Zayn seksownie przygryzł swoją dolną wargę, przy czym przybliżył swoją twarz bardzo blisko mojej. Niemal praktycznie stykaliśmy się nosami. Na moment wstrzymałam swój oddech, czekając aż w końcu coś wypowie.
- Bo beze mnie tutaj zginiesz – wyszeptał prawie że niedosłyszalnie.

No i go nie posłuchałam, a co najważniejsze miał rację. Zginę bez niego.. już prawie zginęłam. Kurcze, nienawidzę kiedy on ma rację. Westchnęłam cicho i oderwałam chusteczkę od swojej rozciętej wargi. Była cała zakrwawiona. Uhh.. Zacisnęłam oczy, nie chcąc na nią patrzeć.

Niech ktoś mi pomoże.

niedziela, 8 grudnia 2013

14. You only live once.


Podeszłam zdziwiona do okna i otworzyłam je, by Scarlett mogła wejść do środka.
- Co ty tu.. robisz? – uniosłam brwi ku górze, na co dziewczyna pogładziła swoje włosy i spojrzała na mnie.
- Pomagam ci – uśmiechnęła się, lekko zdyszana. Widocznie musiała biegnąć.
Zmarszczyłam czoło.
- Biegłaś? – pokiwała głową, od razu zabierając głos. Wydała z siebie cichy jęk.
- Chodź nie mamy czasu – zrobiła gwałtowny ruch, chwytając moją dłoń. Natychmiast popędziła ze mną w stronę drzwi. Pomimo tego że do końca nie wiedziałam co chce zrobić, dałam się poprowadzić. Zeszłyśmy cicho po schodach, a potem skręciliśmy w prawo do salonu. Dopiero gdy podeszła by otworzyć okno na tyły mieszkania zrozumiałam, że próbuje mnie wyprowadzić stąd.
- Wow, chwila.. – odparłam.
- Co? Przecież chciałaś uciec? – założyła ręce na swoją wciętą talię. Przygryzłam wargę, sama nie będąc do końca pewna czy chcę się stąd wydostać. Zayn potrzebuje mnie i.. chyba ja potrzebuję jego. Nie wiem co, ale po tym pocałunku..coś się we mnie zmieniło.. Nagle usłyszałyśmy dźwięk otwierania frontowych drzwi. Scarlett natychmiast pociągnęła mnie za rękę w kierunku okna, lecz ja szybko wzięłam ją pod ramię i pobiegłam w stronę pokoju, w którym niedawno przebywałam. Gdy biegłyśmy po schodach z dołu dało się słyszeć charakterystyczny głos Zayna. Wydawało mi się, że słyszę jeden obcy głos. Pędem wbiegłyśmy do pokoju. Na korytarzu usłyszałam dźwięk kroków.
- Schowaj się gdzieś – rzuciłam spanikowana w kierunku brunetki. Scarlett pokiwała głową, rozglądając się za dobrą kryjówką. Popędziłam ją, a chwilę potem westchnęła i wlazła do łazienki. Jak tylko zamknęła za sobą drzwi, Zayn z hukiem wparował do pokoju.
- Coś się stało? - spytałam niewinnym głosem, przełykając ślinę. Nie zaglądaj do łazienki! Nie zaglądaj do tej cholernej łazienki!
- Nic. – powiedział z kamienną twarzą. Zmarszczył brwi i zaczął iść w moim kierunku, obserwując wszystko dokoła. Coś wyczuł. Niedobrze!
- Kto tu był? – mruknął, podchodząc do mnie. Milczałam. Próbowałam udawać, że nic a nic się nie stało i trzymać język za zębami, ale prawdę mówiąc nie za bardzo mi to wychodziło, tym bardziej, że Zayn jest wyczulony na moje kłamstwa. – Jo, Kto.. Tu.. Był.. – syknął, wypowiadając każde słowo osobno.
- Nikt – wymamrotałam cicho. Odchrząknęłam, po czym odpowiedziałam bardziej stanowczym głosem – Nikogo tu nie było.
- Dlaczego ci nie wierzę? – uniósł swoją brew ku górze, przyglądając mi się. Chyba dłużej nie zniosę takiej presji z jego strony. Zacisnęłam swoje usta w wąską linię, próbując wytrzymać jak najdłużej się dało.
- Bo.. – już chciałam zacząć się tłumaczyć, kiedy usłyszałam trzask. Moje oczy się niewyobrażalnie szeroko rozszerzyły, kiedy zobaczyłam osuwającego się na ziemię Zayna, a za nim Scarlett, trzymającą w ręku parasol. O boże..
Spojrzałam na nią zszokowana, ponieważ szkoda mi było Zayna. Chciałam się schylić i mu pomóc, ale brunetka mnie powstrzymała.
- Przestań, nic mu nie będzie – wywróciła oczami, ignorując zupełnie fakt, że przed chwilą prawie kogoś zabiła. No może nie do końca zabiła.. - To co idziemy się zabawić? – zapytała z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie wiedziałam co mam powinnam zrobić. Jednocześnie chciałam zostać z Zaynem, ale miałam też dość ciągłego podwalania się…
- Kwiatuszku mój słodki zejdź na momencik - .. Harry’ego. Czego on znów chce ode mnie.. A może wcale nie chce wiedzieć…
- To ten skurwiel jak mu tam… Harry? - delikatnie skinęłam głową na znak potwierdzenia. Czemu tutaj wszyscy mówią tak potocznie i wulgarnie? Eh.. Brunetka z lekkim uśmiechem podeszła do drzwi, zanim zdążyłam zareagować, otworzyła je i…
- Spierdalaj do parku malować sufit lamusie! – Scarlett krzyknęła tak głośno, że chyba słyszała ją połowa dzielnicy, co ja gadam.. połowa miasta! A z dołu dało się słyszeć śmiechy reszty chłopców. Na korytarzu słyszałam dźwięk kroków wkurzonego Harrego. On nas zabije i sprzeda nasze ciała jakimś innym, gorszym od niego zboczeńcom.. Jasna cholera, Scarlett!
- Zaraz będziesz krzyczeć zupełnie inne rzeczy – warknął Harry głosem pełnym zdenerwowania. Dziewczyna ze złośliwym uśmiechem na ustach zamknęła drzwi, przekręcając w nich klucz. Chwyciła mnie za dłoń i pociągnęła w stronę okna.
- Lepiej chodź bo te drzwi długo nie wytrzymają - westchnęła brunetka. Eh.. Raz się żyje.. Zanim nawet zdążyłam pomyśleć, Scarlett zdążyła już wyjść i ze skoczyć na dół. Ona naprawdę jest jakąś małpą czy coś... Powoli zaczęłam przestawiać nogi za okno. Gdy już obie nogi miałam na zewnątrz, przeżegnałam się i skoczyłam, lądując na ziemi. W tym samym czasie usłyszałam hałas otwieranych drzwi. Dziewczyna natychmiast zaciągnęła mnie na tyły domu. Tam zobaczyłam czarny, elegancki samochód. Dokładnie nie wiem jakiej był marki, nie znam się na tym, ale wiem, że na pewno był drogi..
-Wsiadaj – odparła, nie obdarzając mnie nawet jednym spojrzeniem. Posłusznie wsiadłam do pojazdu, a Scarlett ruszyła z piskiem opon objeżdżając dom i wyjeżdżając przed niego.

Mam nadzieję że Zayn nie będzie bardzo zły.

Zayn’s POV
Przebudziłem się dopiero po kilku minutach. Tak strasznie napierdalała mnie głowa.
- Kurwa, co to było – podniosłem się z zimnej podłogi i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Otwarte na oścież drzwi.. Nie ma Jo. Uciekła. I to nie sama. Ktoś jej w tym pomógł.. i przyjebał mi czymś w głowę. Zginę. To jest pewne. Poddenerwowany uderzyłem z całej siły zaciśniętą pięścią w ścianę, by rozładować na czymś swoje emocje, ale szybko pożałowałem mojego wyboru. Syknąłem z bólu, a na moich chrząstkach pojawiła się metaliczna ciecz. Krew. Krew wszędzie krew, chyba zwariowałem. Wydałem z siebie przeciągły jęk i poszedłem do łazienki, obmyć rany.
A co jeśli jej się coś stanie? Nie mogę na to pozwolić. Jest zbyt grzeczna, nie potrafi się obronić. Może kurwa zginąć. Nie pozwolę. Nie. Nie mogę.
Oblizałem swoje usta, wytarłem dłonie ręcznikiem i ruszyłem z domu, wsiadając na swój nowy motor i wyjmując telefon z kieszeni.
Muszę działać.

Jo’s POV
- Jesteś pewna że tu nas nie znajdą? – odparłam, próbując przekrzyczeć szalejący tłum imprezowiczów, na co Scarlett uśmiechnęła się i pokiwała głową.
- Wątpię żeby szukali cię po klubach. Chodź. – pociągnęła mnie w stronę baru. Usiadłyśmy na krzesłach, a dziewczyna zamówiła po drinku. – Możemy się troszkę zabawić. Przyda ci się to. – dźgnęła mnie delikatnie palcem w brzuch, chichocząc.
- W sumie – uśmiechnęłam się, zgadzając z nią. Może mogłabym się trochę.. zabawić. Co mi tam.. Zgarnęłam swojego drinka, stuknęłam się ze Scarlett szklankami, po czym upiłam kilka łyków.
***
Po kilku wypitych drinkach byłam kompletnie wstawiona. Razem z Scarlett zbliżyłyśmy się do siebie. Wygłupiałyśmy się na parkiecie i czerpałyśmy przyjemność z oglądania się śliniących na nasz widok chłopców. Po chwili jednak dziewczynę zaczepił jakiś przystojniak, a ona przecież nie mogła mu odmówić. Zachichotałam i cmoknęłam ją w policzek, oddając w ręce bruneta. Znów podeszłam do baru, dzisiaj już chyba po raz setny, lekko się chwiejąc.
- Poproszę to samo co wcześniej, skarbie – zaśmiałam się, trzepocząc rzęsami do barmana. Chłopak lekko się uśmiechnął, spełniając moją prośbę.
- Nie za dużo już wypiłaś? – dobiegł mnie czyiś głos zza pleców.
Obróciłam się, marszcząc czoło na widok bruneta. Louis?
- Chyba tak, bo widzę właśnie ciebie przed sobą – burknęłam, a brunet wyszczerzył się. – Co ty tu robisz?
- Naprawdę chcesz wiedzieć? – odparł nieco podejrzliwie. Skinęłam lekko głową. Co prawda obyłabym się bez tej informacji, ale nie zaszkodzi się dowiedzieć.. – Przyszedłem po ciebie.
Przez chwilę w milczeniu wpatrywałam się w niego, biorąc to na serio, po czym wybuchłam gromkim śmiechem.
- Oj, widzę, że humor jak zawsze ci dopisuje – szturchnęłam jego pierś szklanką. Zawsze był takim zgrywusem.. Louis uśmiechnął się lekko, kręcąc głową z dezaprobatą. Przechwycił drinka z mojej dłoni, odstawiając go na blat. Widząc jego ruchy, uśmiech powoli schodził mi z twarzy. W końcu całkowicie zniknął, kiedy chłopak chwycił mocno moją dłoń i wyprowadził na tyłu klubu, gdzie stał czarny mini van.
- Co r-robisz? – westchnęłam i przygryzłam delikatnie dolną wargę. Louis nic nie odpowiedział, tylko otworzył drzwi do samochodu. Powoli zaczynałam myśleć, że on mówił to na poważnie..
- Właź do środka – rozkazał, nieznającym sprzeciwu tonem.
- Co? Nie..
- Właź do cholery! – warknął i spojrzał na mnie morderczym wzrokiem. Nie znałam go od tej strony..
Pokręciłam lekko głową, jeszcze bardziej go tym denerwując. Westchnął nerwowo i wyciągnął z tylnej kieszeni pistolet. Odbezpieczył go i skierował w moją stronę. Rozszerzyłam źrenice na widok broni.
- Wejdź.. do.. środka – odparł powoli, słowo za słowem, nadal trzymając pistolet w ręku. Przełknęłam ślinę i powoli, posłusznie weszłam na tylne siedzenia vana, gdzie już siedział jakiś mężczyzna. Złapał moje ramię, zapewne bym nie uciekła. Spojrzałam na niego z przerażeniem, tymczasem Louis zamknął drzwi za mną i usiadł na miejscu kierowcy. Zerknął w lusterko, przyglądając mi się. Posłał mi chytry uśmiech, zapalając silnik.

On naprawdę nie żartował..


~~~
Dzisiaj krótko,
wybaczcie że tak długo,
przepraszam za wszelakie błędy ortograficznie i inne,
podoba wam się rozdział?
jeśli tak to zostawcie po sobie jakiś komentarz :')


Czytasz = Komentujesz
30 komentarzy = Nowy Rozdział