niedziela, 9 listopada 2014

19. Little Lamb.

Otarł dłonią nastały strużek krwi z nosa, rzucając mi obojętne spojrzenie. A może jednak nie było takie obojętne.. Chłopak najwyraźniej nie był zadowolony. Speszyłam się lekko na to, a Scarlett podrapawszy się po głowie, wstała na równe nogi.
- Pójdę się.. hm, przejść - dziewczyna odparła z przelotnym uśmiechem. 
Z jej tonu wyraźnie wywnioskowałam, że nie chciała nam przeszkadzać. O matko. Tylko nie to. Nie miałam ochoty na kolejną kłótnię z Zaynem. Przynajmniej nie teraz.
Mimo to, że posłałam jej błagające spojrzenie, ona i tak odeszła. Westchnęłam cicho i spuściłam głowę jak dziecko, które miało być zaraz zganione za jakiś swój wybryk. W sumie mogłabym powiedzieć, że byłam przyzwyczajona do tego. Mój ojciec potrafił wydać długą, nudzącą przemowę na temat, tego co uczyniłam. Więc jedna przemowa więcej nic by mi nie zrobiła.
Nawet nie usłyszałam, kiedy Zayn przybliżył się do mnie. Machinalnie podniosłam wzrok na niego. I to był chyba błąd. Jego mina delikatnie połagodniała, uwydatniając rysy chłopaka. Patrzył na mnie i na mój z deka poniszczony i pobrudzony strój z litością pomieszaną z troską, opiekuńczością. Interesował się mną? Oh, to nowość.
- Krwawisz.. - Bardziej stwierdziłam, byle by tylko odciągnąć na bok kłótliwy temat. Dotknęłam opuszkami palców płatek jego nosa, krzywiąc się.
- Nic mi nie będzie.
Odparł krótko, wycierając nos w rękaw. Skrzywiłam się lekko na jego wypowiedź, ale skinęłam głową.
- Dziękuję.
Wyszeptałam, na co uniósł słabo kąciki ust w geście odpowiedzi.
- I przepraszam. Nie powinnam była uciekać.
Uh, Jo sama doprowadzisz go do kłótni. Przestań tyle gadać..
- No nie. - przegryzł wargę, ale to było tak cholernie pociągające, że musiałam na nią spojrzeć. Uh, siła wyższa potrafi zadziałać w każdym momencie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo martwiłem się o ciebie.
Na te słowa znieruchomiałam, a wszystko we mnie dosłownie zatrzymało się na kilka sekund. Z jego ust brzmiało to niemal niewiarygodnie. Nie potrafiłam uwierzyć, że to właśnie powiedział. Nie Zayn. Jestem pewna, że ta bezczelna, arogancka i seksowna świnia z samochodu nie mogłaby tego co najwyżej wykrztusić. Czy mój Zayn zmienia się? Chwila, on nie jest mój.
- Chodźmy stąd, proszę. - burknęłam, rozglądając się po okolicy. Z pewnością przez kilka najbliższych dni potowarzyszą mi koszmary z tym miejscem w roli głównej. Poza tym byłam tak zmęczona i całkowicie wyczerpana, że ledwo trzymałam się na swoich nogach. Zayn musiał to zauważyć, bo kiwnął twierdząco głową i wziął mnie na ręce. Nie miałam nawet siły protestować przeciwko temu, więc się poddałam.
W dość krępującej ciszy doszliśmy do czarnego motoru, który był własnością Zayna. Czekała tam już na nas Scar. Posłałam jej lekki uśmiech, kiedy chłopak sadzał mnie na motorze.
- To kiedy następna impreza, Jo? - zachichotała i od razu została zmrożona zimnym wzrokiem Malika. - No co? Żartuję.
Zaśmiałam się mimo doskwierającego mi zimna, bólu i wykończenia.
- Wsiadaj - rozkazał Zayn. Już bez żadnych sprzeciwów wsiadła na motor, a chwilę później ruszyliśmy z miejsca.
Nie wiem co działo się później. Bynajmniej musiałam przysnąć na parę minut, gdyż chwilę później znajdowaliśmy się już pod domem gangu bez Scarlett. Najwidoczniej Malik odwiózł ją, podczas gdy smacznie spałam.
- Jesteśmy na miejscu, śpiąca królewno.
Zamrugałam kilka razy, przecierając zamglone oczy. Spojrzałam na uśmiechającego się Zayna, a potem na budynek. Wydawał się być tak daleko. Naprawdę nie miałam ochoty iść samodzielnie.
- Zanieś mnie - wymamrotałam z błagalnym tonem. Zayn z rozbawieniem zszedł z motoru, ponownie biorąc mnie w swoje ramiona. Jejciu, tak dobrze mi w nich było.
Weszliśmy do środka mieszkania, od razu kierując się w stronę sypialni. Mulat położył mnie na wygodnym łóżku i przykrył szczelnie kołdrą. Spoglądałam na niego. Miałam nadzieję, że ze mną zostanie, dopóki nie przypomniałam sobie o jego krwawiącym nosie.
Też musi się sobą zająć..
- Odpoczywaj.
Wstał z łóżka i zostawiając mnie samą z myślami, wyszedł z pokoju. Dlaczego on jest taki miły? Czy to tylko chwilowe złamanie czy naprawdę JEST MIŁY. Wiem, że kwestia zapytania się go o to, nie wchodzi w grę. Nie skończyło , by się dobrze zważywszy na nasze inne konwersacje na podobne tematy. Więc chyba nie mam szans na poznanie prawdy. Moje powieki na powrót stały się ciężkie. Przytuliłam głowę do poduszki i spróbowałam zasnąć.


Zayn's POV

Ostatni raz rzuciłem spojrzenie na Jo i zamknąłem drzwi, wlekąc się do łazienki.
Nie wiem czy można dokładnie określić moje uczucia na dzień dzisiejszy. Są nieco.. Pomieszane. Dziwne jak na mnie. Zazwyczaj jestem na wszystko obojętny albo po prostu wkurwiony, a teraz jestem jednocześnie cholernie zły i szczęśliwy. Zły - na wszystko i wszystkich dookoła, szczęśliwy - bo Jo jest cała i zdrowa. Do tego dochodzi poczucie winy. Z pewnością moją sprawką było to, że Jo znalazła się tam gdzie nie powinna. Mogłem jej tutaj nie zabierać, odstawić przy najbliższym przystanku. Cholera, ale uparła się, żebym ją tutaj zabrał. No to zabrałem. A tym samym sposobem naraziłem ją na niebezpieczeństwo. 
Przetarłem zaschniętą krew, obmywając twarz. Doprowadziłem się do porządku i jeszcze raz poszedłem zajrzeć do mojego pokoju, w którym urzędowała dziewczyna. A co jeśli nie śpi? Głupio będzie tak, nie? Muszę znaleźć jakąś wymówkę. Zmarszczyłem czoło palcami, stanąwszy naprzeciw drzwi.
- Dobra, chuj. - mruknąłem cicho do siebie.
Uchyliłem drzwi zaglądając jednym okiem do środka. Poszukiwałem wzrokiem znajomej twarzy, póki nie natrafiłem na fragment odkrytej pościeli. Nie ma jej. Od razu wszedłem głębiej do pokoju, rozglądając się, ale niestety nic nie znalazłem. Nie gorączkuj się tak, Malik. Może jest na dole? Po chwili moje nogi same ruszyły w stronę schodów. Wlazłem do salonu - nic. To samo było w innych pokojach, aż w końcu zajrzałem do kuchni. Siedziała skulona na blacie i skrobała mufinkę. Potajemnie odetchnąłem z ogromną ulgą.
- Wszystko okej? - spytała i spojrzała w moją stronę, przełykając kawałek ciastka. Cholera, widocznie zauważyła moją reakcję.
- Taa - podrapałem się po głowie - Długo tu jesteś? 
- Trochę..
- Dobrze się czujesz? - spytałem, opierając się o blat naprzeciwko dziewczyny. Coś, ostatnio opiekuńczy się zrobiłem..
Pokiwała twierdząco głową i dalej wyjadała kawałki czekolady z mufinki.
Nastała dosyć krępująca cisza, więc zająłem się zaparzaniem kawy.
- W sumie.. Co się z nimi stało? No wiesz z kim - odezwała się po dłuższym czasie.
Odpowiedziałem jej bez chwili zastanowienia się.
- Nie żyją..
Dziewczyna lekko rozszerzyła oczy.
- Nie.. żyją? - powtórzyła lekko roztrzęsionym głosem, na co zmarszczyłem brwi i zerknąłem znad ramienia na nią. Kątem oka widziałem jak nerwowo przełyka gulę w gardle.
- A co miałem z nimi zrobić? - mruknąłem. - Nie mogłem pozwolić na to, by uciekli. No z wyjątkiem tego jednego..
- Jednego? - Jo uniosła brew z zainteresowaniem.
- Louisa. Skurwysyn chyba zdążył się ewakuować. - zacisnąłem delikatnie dłonie w pięści, próbując zapanować nad wzrastającym gniewem. Nagle poczułem ciepło na swojej pięści. Położyła delikatnie dłoń na niej, masując knykcie. Dzięki temu złagodniałem odrobinę, obróciłem się przodem do dziewczyny.
- Nie warto zabijać - westchnęła cicho. - Tym bardziej że on nie jest tego wart.
- Ty jeszcze go bronisz? - ponownie zebrała się we mnie pulsująca krew.
- Nie bronię!
- To po co kurwa to mówisz?
Wywróciłem lekko oczami.
- Bo on.. Kiedyś był uhm, był dla mnie ważny, okej? - przeczesała palcami swoje blond włosy, a ja mogłem rzec, że dosłownie wypalałem w niej dziurę swoim wzrokiem. Ona go znała? Oni się znali?
- Skąd go kurwa znasz?
W odpowiedzi skuliła się pod wpływem mojego wzroku, co mnie tylko podsycało.
- Nieważne.. - odpowiedziała wymijająco.
- Ważne, Jo. Cholernie ważne. Pytam się skąd go znasz?!
- Był moim chłopakiem - mruknęła podenerwowana i chciała zeskoczyć z blatu, ale jej to uniemożliwiłem. Powiedzmy, że zszokowało mnie to odrobinę. Albo może trochę więcej niż odrobinę.
Dlaczego mi o tym nie powiedział? Myślałem, że nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Nie muszę mówić, że prawie gotowałem się ze złości.
Malik, spokojnie.
Muszę się jakoś rozładować.
Dlatego wyszedłem z kuchni na balkon, zostawiając lekko zdezorientowaną dziewczynę samą. Wyjąłem paczkę papierosów wraz z zapalniczką i odpaliłem jednego. Zaciągnąłem się, zamykając na moment oczy. Powoli czułem jak moje ciśnienie opada, a tytoń rozprowadza się w moim ciele, przynosząc upragnioną ulgę. Wreszcie cisza i spokój..


Jo's POV

Westchnęłam głęboko z poczuciem winy i zeskoczyłam z blatu. Jak zwykle pokłóciliśmy się. Nic nowego. I będzie to trwało dopóki jedno z nas nie przyjdzie i nie przeprosi, a z racji iż ja to ja, a Zayn to Zayn z pewnością zmięknę i pójdę pierwsza. Nienawidzę się kłócić, bo po każdej kłótni czuję się winna, jakbym była jej przyczyną. Tym bardziej boli mnie to, że nie potrafimy obejść się bez najdrobniejszej kłótni. Trudno, przeczekam i zobaczymy co będzie dalej. Zrobiłam sobie herbaty w kubku i powędrowałam do salonu, rozsiadając się na kanapie. Swoją drogą gdzie reszta gangu? Gdzieś tak smutno bez nich.


Zayn's POV 

Po trzech wypalonych fajkach uznałem, że jest mi zimno i czas wrócić do środka. O tej porze to już normalne. W końcu mamy jesień.  Przeczesałem włosy dłonią, nerwowo rzucając paczkę papierosów wraz z kurtką na niepościelone łóżko. I tam wylądowała także moja koszulka, po czym zszedłem na dół, omijając salon, w którym siedziała Jo. Do szklanki nalałem odrobinę whisky z lodem i ponownie przeszedłem obok pokoju. Tym razem coś we mnie tknęło i zatrzymałem się na moment. Mimo że tak bardzo nie chciałem, zerknąłem na kanapę. Zasnęła. Głowę ułożyła na ramieniu kanapy, trzymając w dłoniach kubek z resztką herbaty. Westchnąłem i wyjąłem go tak, by jej nie obudzić, odkładając na stolik obok. Zacisnąłem usta w wąską linię. Była tak cholernie słodka, kiedy spała. Niczym mała owieczka. Owieczka? Serio, Malik? Ta dziewczyna robi ze mnie mięczaka. Pokręciłem głową z dezaprobatą, po czym chciałem po cichu wyjść, ale zahaczyłem o stolik, a kubek spadł na podłogę, robiąc tym samym niemiłosiernie przeraźliwy hałas. Kurwa.. Dziewczyna mruknęła coś niezrozumiale po nosem i uchyliła powieki. Brawo. 100 punktów dla Gryffindoru. Spojrzała w moją stronę na wpół przytomna. Posłałem jej przepraszający wyraz twarzy.
Pokręciła delikatnie głową, usiadłem obok niej. Delikatnym ruchem wyprostowałem jej nogi. Dziewczyna zmarszczyła brwi, przyglądając mi się.
- Co robisz? - mruknęła, a ja uśmiechnąłem się szeroko. Skoro już nie śpi, czas zakończyć kłótnie i zająć się czymś.. pożyteczniejszym.

- Brakowało mi tego mruczenia - sam w odpowiedzi wymruczałem, wpatrując się w Jo i wyczekując jej reakcji. Podniecało mnie to jak się rumieni. Uwielbiałem doprowadzać ją do takiego stanu sam nie wiem dlaczego. I ponieważ i tym razem jej policzki nabrały lekko różawego koloru, uśmiechnąłem się szeroko w duchu. Jesteś moja, mała.
- Przestań - wywróciła na mnie oczami i skrzyżowała nieporadnie nogi. Czy miałem zamiar przestać i zrezygnować z tak wspaniałej okazji do pooglądania jej seksownych rumieńców? Odpowiedź była prosta, wręcz banalna.
- Niee..
Prychnęła na to i założyła ręce na piersi.
Zdecydowanie mi tego brakowało.

***
Kto się cieszy, że Adusia taka dobra dusza dodaje wreszcie rozdział? :D
Tak, wiem, bijcie brawo, bo pisałam to na lekcjach matematyki.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję, to naprawdę miłe, kiedy docenia się czyjąś pracę. Dziękuję. 

czwartek, 21 sierpnia 2014

18. The Black Abyss.

 Louis' POV
Zatrzasnąłem za sobą drzwi z hukiem, ze zdenerwowaniem pocierając palcami lekkie zmarszczki utworzone na czole. Kurwa, nie powinienem był jej tego mówić. Czuję, że to było złe posunięcie. Złe jak diabli, ale ona wciąż cholernie patrzyła na mnie tym swoim cholernym, niewinnym i błagalnym wzrokiem. Coś we mnie zmiękło. Możliwe, że wciąż na mnie mocno działa. Ona, jej towarzystwo, bolesne spojrzenie, te orzechowe oczy i blond włosy. Kiedyś to w niej kochałem..
- Lou, telefon..
Podniosłem wzrok na stojącego obok Dan`a. Trzymał w ręce moje BlackBerry, wysuwając je na spotkanie z moją dłonią. Zobaczywszy moją zagniewaną, zmieszaną minę, prędko zmarszczył brwi i odszedł. Więc oparłem się jedną ręką o ścianę, drugą przyłożyłem telefon do ucha.
- Słucham..
- Myślałem, że coś sobie już wyjaśniliśmy - warknął głos po drugiej stronie. Na mojej twarzy pojawił się ogromny grymas. Nie miałem teraz najmniejszej ochoty na jaką kolwiek konfrontację, tym bardziej przez telefon.
- Jeb się, stary.
- Kurwa, zawarliśmy um..
Tyle zdołał biedaczek wypowiedzieć, gdyż nacisnąłem czerwony przycisk, oznaczający koniec rozmowy. Ale gówno mnie teraz obchodziło jak bardzo musiał się przez to wkurwić i pewnie tego później pożałuję..

Jo's POV
Tej nocy znów nawiedziła mnie chmara snów. Jednak tym razem nie były one przerażającymi koszmarami, jakie to zazwyczaj miały miejsce co noc. Dzisiaj było inaczej.
Weszłam do sali balowej, przyozdobionej różnymi pozłacanymi tasiemkami i orchideami w wazonach. W powietrzu można było wyczuć woń najdroższych perfum zmieszanych ze sobą. Każda osoba z maską na twarzy pachniała inaczej, ale to nie znaczy, że gorzej. Ten zapach był specyficzny. Był zapachem, który otaczał wszystkie bogate przyjęcia.

Rozejrzałam się po sali, natrafiając swoim wzrokiem na wysokiego bruneta w smokingu. Nie mogłam rozpoznać jego twarzy, gdyż również spowiła ją srebrzysto-złota maska. Czy to bal maskowy? A czy ja mam maskę? Dotknęłam swoich policzków, z żalem dotykając tylko nagiej skóry. Chłopak ułożył swoje wargi w delikatnym uśmiechu i podążył w moją stronę. 
- Witaj, princesso.. - wyszeptał.
Ujął moją dłoń, przykładając ją sobie do ust. Zarumieniłam się, nie będąc w stanie ani trochę kontrolować swojego zachowania. Coś mną sterowało i mówiło co mam robić. 
Nieznajomy przyłożył swoje usta do mojego policzek, składając na nim najdelikatniejszy pocałunek. Był na tyle delikatny, że aż przeszły mnie po nim dreszczyki. Gdy odsunął się na bezpieczną odległość, zaprowadził mnie na parkiet. Ja jak oczarowana po owym pocałunku, dałam się poprowadzić. Wszystko wokół nas stanęło w miejscu. Zupełnie jakby czasu zatrzymał się w tym jednym momencie. Wpatrywałam się wciąż w jego twarz, szukając jakiejkolwiek podpowiedzi. Za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się kim jest ten tajemniczy typek. Przybliżyłam się do niego tak, że miałam świetną okazję na wyłapanie koloru jego oczu. Były.. czarne?  Jak to możliwe? Czy znam kogoś z czarnymi tęczówkami jak węgielki? 
- Twoje oczy.. - wypaliłam niepewnie, przyglądając mu się. Chłopak spiął się pod naciskiem moich palców na barkach, więc rozluźniłam go. 
- Nie patrz w nie. - powiedział dopiero po chwili.
- Dlaczego? 
Jego mina stawała się coraz to poważniejsza z małą nutką smutku.
- Są czarne.. Czarne jak otchłań, która wciąga każdą ofiarę.
Przyglądałam mu się z zaciekawieniem, kiedy mruży oczy, a jego rzęsy spokojnie opadły na moment na skórę.
- Otchłań nie jest przeznaczona dla ciebie, Jo. Nie możesz się w niej zapaść. Musisz zostać przy swoich bliskich. Nie narażać ich na to samo, w czym ty możesz wylądować.
Mimo iż wiedziałam, że te słowa mają ogromne znaczenie, nie mogłam pojąć o co tak naprawdę chodziło. Co ten sen chciał mi przekazać?
- Nie rozumiem. - wydukałam mało słyszalnie. Nieznajomy w masce uśmiechnął się smutno i odsunął dłonie, które wcześniej obejmowały talię. 
- Wkrótce zrozumiesz - wyszeptał z tajemniczym tonem, po czym dodał. - Zapewne zastanawiasz się kim jestem.. Chcesz wiedzieć? 
Po chwili zastanowienia skinęłam głową na jego słowa. Nim się obejrzałam chłopak zdążył umieścić ręce z tyłu głowy, rozwiązując sznureczek, potrzymujący maskę przy twarzy. Już za moment miałam się dowiedzieć kim jest tajemniczy nieznajomy, przemawiający do mnie i dający mi ostrzeżenie. Jego maska zsuwała się z twarzy, a ja poczułam szarpnięcie. 
Natychmiast rozwarłam oczy, by chwilę później ujrzeć przed sobą Scarlett. Co do cholery? 
- Laska, zbieramy się.. - popędziła mnie, pomagając mi wstać z zimnej podłogi. Zdezorientowana rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nadal to samo co przed snem. Czyli.. to pomoc. Zayn przyszedł. Przyszedł po mnie. Tylko co robi tu Scarlett. Chyba sama tu nie trafiła.. Mimowolnie uśmiechnęłam się w duszy na samą myśl o ratunku oraz Zaynie i chwyciłam mocno dłoń przyjaciółki.
- Musimy stąd wyjść jak najszybciej. Zayn rozprawia się z nimi. - wymamrotała i wyciągnęła mnie z piwnicy, w której byłam przetrzymywana. Po moim ciele przeszły ciarki, kiedy biegłyśmy jakimś ciemnym, chłodnym korytarzem. Jednak myśl o tym, że za kilka chwil wydostanę się na świeże powietrze, rozgrzewała mnie dosadnie. Chwila, a Zayn? Nie możesz go tak zostawić. Podpowiedziała moja podświadomość. Prawda.. Nie mogę go tu zostawić samego. Przystanęłam tuż przy drzwiach, zdziwiając tym zachowaniem dziewczynę. Uniosła brew w pytającym geście.
- Jeśli on tam jest, musimy mu pomóc.. - na moje słowa Scarlett pokręciła głową i po cichu otworzyła drzwi.
- Zayn wyraźnie kazał mi cię wyprowadzić stąd. Bez względu jak bardzo będziesz się upierać. - przytrzymywała klamkę,  patrząc na mnie.
- Ale może..
- Zaynowi nic nie będzie.
Westchnęłam ciężko i poddałam się. Scarlett wyprowadziła nas z budynku, prosto do lasku. Szłyśmy po nachylonej powierzchni, schodząc w dół gdzie za drzewami widniał już mały potoczek. Przytrzymywałam się każdej kory drzewa by nie upaść w przód. Idąc przede mną, ubezpieczała mnie również przed tym Scarlett.
Gdy byłyśmy już przy brzegu, przycupnęłam na kamieniu i nabrałam wody w dłonie, by obmyć twarz. Byłam brudna i posiniaczona, ale cóż się dziwić. Dopiero co uciekłam od psychicznych porywaczy, którzy byli.. psychiczni. Westchnęłam pod nosem i syknęłam kiedy dotknęłam palcem rozciętej wargi. Na szczęście nie sączyła się z niej krew. Rana zdążyła zaschnąć.
Scarlett przysiadła z boku i przyglądała mi się uważnie. Wzrok skierowała na moją twarz. Od razu na jej ustach pojawił się grymas. 
- Wyglądasz tragicznie..
Zaśmiałam się cicho i oparłam o kamień kolanem.
- Dziękuję ci za tą jakże wspaniałą informację. - wypowiedziałam te słowa z cichym, rozbawionym mruknięciem, na co dziewczyna speszyła się odrobinę. - Spokojnie, wiem to i nie musisz przepraszać. 
Pokiwała głową, biorąc w dłoń kawałek trawy. Zaczęła go miętosić we wszystkie strony. 
- Przykro mi po prostu - opuściła głowę w dół. - To tak jakby moja wina. Gdybym cię nie wyciągnęła do tego klubu.. 
Natychmiast jej przerwałam, sadzając swoje cztery litery tuż przy jej boku. 
- Nie mogłaś tego przewidzieć. Zresztą sama tego chciałam. Prosiłam cię o to, prawda? 
Wzruszyłam lekko ramionami, siląc się na jakikolwiek uśmiech. Odwzajemniła uśmiech i nagle przytuliła mnie mocno. Mruknęłam cicho z bólu jaki wywołała w moich żebrach. Słysząc to, odsunęła się i wymamrotała ciche ‘przepraszam’. Och, Scarlett..
Usłyszałyśmy cichy szelest liści i kroki za nami. Obie jak na zawołanie odwróciłyśmy głowy w tamtą stronę, myśląc o najgorszych scenariuszach, które mogły się teraz wydarzyć. Jednak to nie był ani Louis, ani Nathan, ani żaden z porywaczy, co przyniosło mi wyczekiwaną ulgę.
Przed nami stał w pełnej swojej okazałości, w lekko zakrwawionym czarnym t-shirt’cie i skórzanej kurtce, Zayn.. 


***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ 
tylko tyle od was chcę :D

sobota, 2 sierpnia 2014

17. The Hard Truth.

- Kurwa, powinien być już tu wczoraj.. myślałem, że za wszelką cenę chce ją odzyskać – mruknąłem pod nosem, odpalając fajkę. 
Czasami musiałem wyluzować, problem w tym że często kończyło się to źle. Nathan pokręcił głową, obserwując mnie z lekkim rozbawieniem.
- Spokojnie, daj mu czas.
Jak on może być tak spokojny?
- Daj mu czas, kiedy nas kurwa zaatakuje z zaskoczenia. – przewróciłem oczami i zaciągnąłem się dymem.
- Wyluzuj, stary. Wszystko jest gotowe, nic nie może pójść inaczej jak zaplanowałem.
Rozwalił się na kanapie, włączając telewizor.
- Lepiej sprawdź co u naszej panienki.. –skinął na mnie głową.- Pociesz ją czy coś.
Poruszył brwiami szczerząc się. Już nic nie odpowiedziałem, podszedłem do drzwi prowadzących do piwnicy. Schodząc po drewnianych skrzypiących schodach, zgasiłem papierosa o ścianę. Na koniec przydeptałem go stopą, kiedy opadł na podłogę.
- Jak samopoczucie? – uśmiechnąłem się wrednie do dziewczyny. 
Prychnęła pod nosem i bardziej podkuliła nogi, siedząc pod ścianą. 
– Widzę że dobre..
- Idź stąd. – odparła cicho. 
Zaśmiałem się pod nosem, podchodząc bliżej.
- A co będę z tego miał?
- Gówno.
Schowała twarz między kolana.
- Niegrzeczna – pokręciłem głową, sztucznie wzdychając.
Złapałem palcami jej podbródek i gwałtownie skierowałem w swoją stronę.
- A pomyśleć, że jeszcze kiedyś błagałaś mnie o więcej.
Mruknęła z niezadowoleniem i wyciągnęła ręce w przód, by mnie odepchnąć. Prychnąłem z jaką siłą to zrobiła. O mamo, trzymajcie mnie, Kurwa lecę. Ten sarkazm.
- Stałaś się małomówna.
- A ty nadal jesteś pojebany. – Warknęła cicho.
Spiąłem się lekko, patrząc na nią. Automatycznie chwyciłem ją za łokieć, podnosząc z podłogi. Spotkałem się znów z jej niezadowoleniem, ale mało mnie to teraz obchodziło.
- Nawet nie wiesz jak pojebany mogę się jeszcze stać.
Zganiłem ją, posyłając groźne i chłodne spojrzenie. Dziewczyna chwiejnie stała o swoich siłach i odwracała wzrok ode mnie.
- Nienawidzę, kiedy mnie ignorujesz. Spójrz na mnie. – Syknąłem, trząsając jej ramieniem. Niepewnie podniosła wzrok na mnie. Był wykończony, pełny bólu. Zagryzłem wargę i tym razem ja go odwróciłem. Jakimś cholernym cudem nie mogłem go znieść. Nie tego bólu, nie w jej oczach. Kurwa.
- Louis.. – odezwała się. O nie. Zaczyna się. – Proszę, wypuść mnie – powiedziała cichutkim głosem, a mnie coś ścisnęło w sercu. Pociągnąłem ją w stronę skórzanej, poszarpanej kanapy. Usadziłem ją na niej.


- Nie, kurwa, Jo. Nie zamierzam cię nigdzie wypuszczać, dopóki nie zjawi się Malik. Z resztą musimy wziąć okup.
Zmarszczyłam brwi. Czemu wszyscy się uparli na ten okup? Przewracam oczami wraz z moją ukrytą, lecz zaciekawioną podświadomością. Zaciekawioną tym skąd oni się znają. On i Zayn. Współpracowali ze sobą? Jeśli tak, to dlaczego są teraz w osobnych, rywalizujących ze sobą.. gangach. To zbyt skomplikowane albo jestem na tyle wykończona, by normalnie funkcjonować. Ehh.. Louis rozejrzał się na wszystkie strony aż w końcu utkwił wzrok na tacy z jedzeniem.
- Czemu nic nie tknęłaś? – warknął cicho.
- Nie mam apetytu – wymamrotałam od razu, a on zmrużył oczy.
- Musisz jeść, musisz mieć siłę.
Niczego nie muszę Panie Co-z-Tego-Będę-Miał.
- Po co? I tak mnie wykończycie prędzej czy później.. – podkuliłam się na kanapie. 
Dlaczego tak nagle się tym tak przejmuje? Tak czy siak daje mi to niewielką władzę nad nim. Jeśli mu na mnie wciąż zależy.. Nie, to niemożliwe. Nie zostawił mnie bez powodu. I tak nagle wszystkie wspomnienia powróciły jak błysk jasnego gromu. Spotkania, pocałunki.. Jego śmiech, zadowolony i wesoły Louis, był moim ulubionym. Wszystko jednak zniknęło w jednym momencie. Jedno mnie tylko zastanawia. Dlaczego mnie zdradził? Dlaczego nie powiedział mi tego osobiście? Dlaczego musiałam się dowiedzieć o jego odejściu od ojca? To wydaje się być lekko podejrzane aż do dzisiaj. A może się zapytać? Odpowie mi? Cholera. Chcę wiedzieć. Tak bardzo.
Usłyszałam jak wzdycha cicho i przeczesuje palcami włosy. Na powrót stał się chłodny.
- Zjedz to. – nakazał i skierował się do drzwi. Nie.. Muszę się dowiedzieć.
- Louis – wymsknęło mi się z ust, na co zatrzymał się. – Powiedz mi..
- Powiedzieć, co?
Zmarszczył brwi, przyglądając mi się. Zawahałam się przez chwilę i oparłam głowę o zagłówek. – Odpowiedz.
- Czemu mnie zdradziłeś? – wyszeptałam. Louis spojrzał na mnie jakby się nad czymś zastanawiał, po czym zajął miejsce obok mnie. Wbiłam w niego wzrok, oczekując odpowiedzi.
- Chcesz znać prawdę? – pokiwałam natychmiast głową – Nie zdradziłem cię nigdy.
Co? Jego odpowiedź mnie nieco zdziwiła. Ale nie wiem czy mogę mu tak po prostu uwierzyć, z drugiej strony po co miałby teraz kłamać? I tak wszystko między nami jest.. skończone.
- J-jak to?
- Tak to. Chciałaś prawdy to masz.
Wstał z kanapy nerwowo zagryzając wargę. Nie, nie teraz.
- To dlaczego ojciec powiedział mi co innego? – szybko wypowiedziałam na jednym tchu.
- Twój ojciec cię okłamał. Wyrzucił mnie ze swojego i twojego życia, nie zostawiając nic w zamian. A wszystko tylko dlatego, bo moi rodzice.. – urwał na moment, a ja widziałam prawie niezauważalny smutek w jego oczach.
- Zginęli?
- Tak. Cały majątek został przypisany Dean’owi.
Och. Nie mogłam wierzyć jego słowom. Mój ojciec zawsze był przewrażliwiony na punkcie pieniędzy i ludzkiego statutu, ale nie sądziłam że posunąłby się aż do tego stopnia.
- Czyli.. mój ojciec zaplanował twoje odejście – przytaknął – A ty nic nie zrobiłeś i tak po prostu odszedłeś?!
Wpatrywałam się w niego rozgniewanym wzrokiem. Nie mogłam pojąć tego wszystkiego. Cholera. Nie wiem na kogo w tym momencie jestem bardziej zła – czy na ojca czy na bruneta siedzącego przy moim boku.

- Wystarczy.- warknął. 
A za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zatrzasnąć drzwi od piwnicy, zostawiając mnie samą ze swoimi przemyśleniami. 

_______________________________
Hello :D 
Wiem że dłuuuuuugo to trwało, ale wracam do pisania. Z lepszym nastawieniem i nowymi pomysłami. Dzisiaj rozdział może być taki byle jaki, ponieważ pisany na szybko, niesprawdzany, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle. Następny rozdział przewiduję za kilka dni. 9 wyjeżdżam więc postaram się napisać jak najwięcej w ten tydzień. Na wakacjach też postaram się wchodzić i coś pisać. Podsumując, biorę się mocno za robotę :) 

Teraz sprawy mniej ważne, ale jeśli jesteście chętni to możecie poczytać :D
A więc: 
Na Escape przewiduję z 22-25 rozdziałów, po czym biorę się za pisanie kolejnej serii. Oczywiście pod warunkiem, że będziecie chcieli to jeszcze czytać. Ogółem zaplanowałam sobie 3 serie, ale nie wiem czy to wypali. To chyba na razie wszystko. Jeśli macie jakiekolwiek pytania odsyłam was do zakładki Questions. 
Dziękuję że jesteście xx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ


sobota, 29 marca 2014

Żyję, żyję..


Chciałam powiedzieć że jeszcze żyję, ale rozdziału na razie nie będzie. Obiecuję że się poprawię po napisaniu egzaminów. Przepraszam że zaniedbuje tego bloga, ale mam tyle nauki i prawie że w ogóle braku dostępu do laptopa. Naprawdę obiecuję, że będę pisać częściej od maja. Będzie już większy spokój.
Kocham Was baldzo baldzo mocno :CCC


Edit.
Poszukuję kogoś do pomocy, kogoś odpowiedzialnego i godnego zaufania. Piszcie w komentarzach kontakt do was, żebyśmy mogli/mogły się dogadać.

piątek, 21 lutego 2014

16. Escape?

~
Przeczytaj notkę pod postem :> -A
~


Zayn’s POV.

Zatrzymałem motor tuż przed opuszczoną starą fabryką. Zdjąłem z głowy kask i poczekałem aż to samo zrobi moja towarzyszka.
- Wow, tu jest.. okropnie – skrzywiła się lekko.
- Wyjęłaś mi to z ust – zaśmiałem się, szukając w kieszeni kurtki pistoletu. Wydostałem go stamtąd, a dziewczyna zmrużyła oczy. – No co?
- Nic, tylko.. nie masz czasem drugiego?
- Przykro mi, ale ty tu zostajesz. Jeszcze zrobisz sobie krzywdę. – pokręciłem głową i odbezpieczyłem broń. Natychmiast spotkałem się z jej niezadowoleniem.
- Ja? Krzywdę? Chyba żartujesz. Chcę iść tam z tobą.
Oburzyła się, na co przewróciłem oczami. Kobiety…
- Po prostu zostań tu, okej? – spojrzałem na nią, po czym po chwili ruszyłem w stronę fabryki. Ostatni raz zerknąłem w stronę dziewczyny, upewniając się że stoi w tym samym miejscu. Grzeczna dziewczynka. Lekko uśmiechnąłem się do siebie, zdziwiony że ostatnio potrafię być taki przekonujący. No cóż.. taki mój urok.
Obszedłem budynek, będąc na jego tyłach. Ostrożnie chwyciłem za klamkę i rozwarłem drzwi. Wciąż upierdliwie trzymałem pistolet przy sobie, kiedy wszedłem do środka. Rozejrzałem się dookoła, ale nic nie wskazywało na to, żeby ktoś tu ostatnio przebywał. No może poza tym jebanym bałaganem, przypominającym trochę ten z mojego pokoju… To jest podejrzane. Zajrzałem do kolejnego pomieszczenia, gdzie walały się pozamykane drewniane pudła. Zmarszczyłem brwi, podchodząc do jednego z nich. Potrzebny by był łom, żeby to chujostwo otworzyć, więc zacząłem poszukiwania czegoś na kształt podobnego. Na pewno jest tutaj takie coś.. Aha! Bingo. Zauważyłem w kącie coś jak kij. Ostatecznie może być. Zgarnąłem go i podważyłem pudło. Wieko się uniosło, a ja w duszy przybiłem sobie piątkę. Pochyliłem się i zajrzałem do środka. Pełno drobnego styropianu. Po jaką cholerę im styropian?!
Z hukiem zamknąłem z powrotem pudło i kontynuowałem swoją ‘wycieczkę’. W pewnym momencie zatrzymałem się w miejscu, słysząc ciche, ledwo słyszalne pikanie. Podążyłem do źródła dźwięku, otwierając kolejne drewniane pudło. Szperałem namiętnie w styropianie, gdyż słyszałem jak dźwięk wyraźnie nasila się. Natrafiłem na coś. Obmacałem to i wyjąłem.
- Kurwa, bomba.. – przeklnąłem siarczyście, wlepiając wzrok w licznik odmierzający czas. 15, 14, 13, 12, 11… sekund. Odrzuciłem to cholerstwo i zacząłem biegnąć w stronę wyjścia. Z trudem wyrabiałem na zakrętach, chcąc jak najszybciej się stąd wydostać. Usłyszałem 3 szybko następujące po sobie piknięcia. Akurat w tej samej chwili kiedy dosłownie wypadłem z budynku, chowając się za pagórkiem w trawie, nastąpił wybuch. Cały budynek poszedł z dymem, rozpadając się na kawałeczki. Niektóre trafiały nawet blisko mnie więc ruszyłem z miejsca, żeby takim po łbie nie dostać. Jak na zawołanie przybiegła lekko roztrzęsiona Scarlett.
- Boże, nic ci nie jest? – zjechała wzorkiem, skanując mnie od stóp do głów. Pokręciłem głową zgodnie z prawdą. Dosłownie kilka sekund w tył i wtedy mogłoby mi się już coś stać. Westchnąłem przeciągle i nie zważając na dziewczynę, ruszyłem w kierunku w motoru.
To zdecydowanie była pułapka. Pytanie tylko gdzie oni się kurwa podziali jak nie ma ich tutaj.. Zmarszczyłem brwi i potarłem czoło dłońmi. W moich uszach rozległ się dźwięk telefonu. Sięgnąłem do kieszeni, wyjąłem go i przyłożyłem do ucha.
- Czego? – warknąłem.
Głos po drugiej stronie zaszeleścił, po czym ktoś się zaśmiał.
- Może trochę grzeczniej, Malik..
Od razu rozpoznałem ten głos. Zacisnąłem dłonie w pięści, opierając się o motor.
- Do ciebie nigdy, chuju.. Oddawaj mi dziewczynę.
- A co z tego będę miał? – powiedział, a ja mogłem przysiąc, że w tym momencie szczerzy się jak głupi do sera.
- Nie zachowuj się jak gówniarz..
- Jeśli chcesz ją odzyskać, sam po nią przyjdź – przygryzłem mocno wargę – a.. i nie próbuj czasem wzywać policji, bo będzie po niej..
- Nawet nie waż się jej tknąć – syknąłem przez zaciśniętą szczękę.
- Ups, za późno.. moi koledzy się już nią zajęli – zaśmiał się złowieszczo, po czym kontynuował – Jeśli się zdecydujesz w końcu, czekam w starej fabryce na skraju miasta..
- Co kurw.. -  zacząłem, ale Nathan rozłączył się. Przeklnąłem głośno i schowałem telefon do kieszeni.
- Kto to był? – zapytała Scar.
- I tak nie będziesz go znała.. On ją porwał.. - Spojrzałem w jej stronę, po czym skinąłem na motor. – Wskakuj.. odwiozę cię do domu.
- Ale.. – od razu jej przerwałem.
- Żadnych ‘’ale’’. Wsiadaj powiedziałem.
Dziewczyna już bez żadnego sprzeciwu wsiadła na niego, założyłem kask i ruszyłem z miejsca z piskiem opon.



Jo’s POV.

Mam już tego dość. Zabierzcie mnie stąd. Nie wytrzymam.
Byłam na skraju załamania. Siedziałam skulona w ciemnym, zimnym kącie, wykończona ciągłymi wizytami tego samego faceta. Chciałam się wypłakać, ale nawet tego w stanie nie byłam zrobić.
Nagle usłyszałam dziwny hałas. Podniosłam delikatnie głowę spomiędzy kolan, kiedy rozległ się huk drzwi. W nich ujrzałam Zayna. W moim duchu pojawiło się światełko nadziei.
- Zayn.. – szepnęłam.
Chciałam wstać i rzucić mu się w ramiona, ale nie miałam na to siły. Chłopak spojrzał na mnie, ruszając w moją stronę. W końcu pochwycił mnie i wziął na ręce, po czym szybko skierował się do wyjścia. Wtuliłam się w niego, nie zwracając uwagi na siniaki, które były na całym moim ciele.
- Shh.. już wszystko dobrze – cmoknął mnie w czoło i wyszedł z ciemnej celi. Mimo że wciąż byliśmy w tym okropnym, diabelnym miejscu, czułam się bardziej bezpieczna w ramionach Zayna. Chciałam już stąd wyjść. Jak najdalej się da. Uciec z nim, z tego przeklętego budynku..
Zacisnęłam dłoń na koszulce chłopaka, kiedy dobiegł mnie dźwięk przypominający strzał z pistoletu. I w tym jednym momencie czułam jakby wszystko działo się w przyspieszonym tempie. W sekundzie znalazłam się na twardej, zimnej posadce wraz z Zaynem. Spojrzałam w górę, widząc górującego nad nami porywacza. W masywnej ręce trzymał broń. Broń, z której przed chwilą wystrzelił kulę, z której Zayn.. oberwał. Ktoś pochwycił mnie, zbierając z podłogi. Szarpałam się z nim, jednak nic to nie dawało. Ten ktoś kazał mi patrzeć jak Zayn powoli odchodzi na wskutek trafienia kulą prosto w s-serce..
Oddychał z naprawdę wielkim trudem, obrócił się na plecy i rzucił mi ostatnie, troskliwe spojrzenie. Potem jego powieki opadły, tak samo jak całe ciało. Krzyknęłam przeraźliwie głośno, szlochając ile wlezie.


 Wtedy podniosłam swoje powieki. Rozejrzałam się po pomieszczeniu z ulgą stwierdzając, że to co działo się przed chwilą było tylko wytworem mojej wyobraźni. Zayn żyje, nie został postrzelony.. tak bynajmniej się wydawało być, ja wciąż siedzę w celi. No cóż, lepsze to niż śmierć Zayna. Nie przeżyłabym tego, nigdy w życiu. Dość, że jest jedyną osobą, która może mnie stąd wydostać i nie zrobić żadnej krzywdy to.. myślę, że poczułam coś do niego. Nie potrafię jeszcze dokładnie określić moich uczuć, ale wiem że są mocne. Na dość mocne, żeby mu w pełni zaufać. Mimo że tego nie chciałam, to jednak przyszło. I co z tego że gdyby nie ucieczka siedziałabym spokojnie w potulnym domu, skoro nie poznałabym Zayna? Moje życie wciąż byłoby takie same, szare i nudne. To on mnie wyrwał od tej monotonności. Pomógł mi od niej uciec, uciec od normalności.
I jestem jemu za to wdzięczna..


_____________________________
 No to tak.. przepraszam za swoją dłuuuugą nieobecność.
Mam zamiar to wam wynagrodzić dodaniem następnego rozdziału jak tylko uzbiera się duuuuużo komentarzy tj. min 30. max 100 hehe takie tam marzenia xd
Czyli umawiamy się że każdy kto
CZYTA
KOMENTUJE :)