piątek, 21 lutego 2014

16. Escape?

~
Przeczytaj notkę pod postem :> -A
~


Zayn’s POV.

Zatrzymałem motor tuż przed opuszczoną starą fabryką. Zdjąłem z głowy kask i poczekałem aż to samo zrobi moja towarzyszka.
- Wow, tu jest.. okropnie – skrzywiła się lekko.
- Wyjęłaś mi to z ust – zaśmiałem się, szukając w kieszeni kurtki pistoletu. Wydostałem go stamtąd, a dziewczyna zmrużyła oczy. – No co?
- Nic, tylko.. nie masz czasem drugiego?
- Przykro mi, ale ty tu zostajesz. Jeszcze zrobisz sobie krzywdę. – pokręciłem głową i odbezpieczyłem broń. Natychmiast spotkałem się z jej niezadowoleniem.
- Ja? Krzywdę? Chyba żartujesz. Chcę iść tam z tobą.
Oburzyła się, na co przewróciłem oczami. Kobiety…
- Po prostu zostań tu, okej? – spojrzałem na nią, po czym po chwili ruszyłem w stronę fabryki. Ostatni raz zerknąłem w stronę dziewczyny, upewniając się że stoi w tym samym miejscu. Grzeczna dziewczynka. Lekko uśmiechnąłem się do siebie, zdziwiony że ostatnio potrafię być taki przekonujący. No cóż.. taki mój urok.
Obszedłem budynek, będąc na jego tyłach. Ostrożnie chwyciłem za klamkę i rozwarłem drzwi. Wciąż upierdliwie trzymałem pistolet przy sobie, kiedy wszedłem do środka. Rozejrzałem się dookoła, ale nic nie wskazywało na to, żeby ktoś tu ostatnio przebywał. No może poza tym jebanym bałaganem, przypominającym trochę ten z mojego pokoju… To jest podejrzane. Zajrzałem do kolejnego pomieszczenia, gdzie walały się pozamykane drewniane pudła. Zmarszczyłem brwi, podchodząc do jednego z nich. Potrzebny by był łom, żeby to chujostwo otworzyć, więc zacząłem poszukiwania czegoś na kształt podobnego. Na pewno jest tutaj takie coś.. Aha! Bingo. Zauważyłem w kącie coś jak kij. Ostatecznie może być. Zgarnąłem go i podważyłem pudło. Wieko się uniosło, a ja w duszy przybiłem sobie piątkę. Pochyliłem się i zajrzałem do środka. Pełno drobnego styropianu. Po jaką cholerę im styropian?!
Z hukiem zamknąłem z powrotem pudło i kontynuowałem swoją ‘wycieczkę’. W pewnym momencie zatrzymałem się w miejscu, słysząc ciche, ledwo słyszalne pikanie. Podążyłem do źródła dźwięku, otwierając kolejne drewniane pudło. Szperałem namiętnie w styropianie, gdyż słyszałem jak dźwięk wyraźnie nasila się. Natrafiłem na coś. Obmacałem to i wyjąłem.
- Kurwa, bomba.. – przeklnąłem siarczyście, wlepiając wzrok w licznik odmierzający czas. 15, 14, 13, 12, 11… sekund. Odrzuciłem to cholerstwo i zacząłem biegnąć w stronę wyjścia. Z trudem wyrabiałem na zakrętach, chcąc jak najszybciej się stąd wydostać. Usłyszałem 3 szybko następujące po sobie piknięcia. Akurat w tej samej chwili kiedy dosłownie wypadłem z budynku, chowając się za pagórkiem w trawie, nastąpił wybuch. Cały budynek poszedł z dymem, rozpadając się na kawałeczki. Niektóre trafiały nawet blisko mnie więc ruszyłem z miejsca, żeby takim po łbie nie dostać. Jak na zawołanie przybiegła lekko roztrzęsiona Scarlett.
- Boże, nic ci nie jest? – zjechała wzorkiem, skanując mnie od stóp do głów. Pokręciłem głową zgodnie z prawdą. Dosłownie kilka sekund w tył i wtedy mogłoby mi się już coś stać. Westchnąłem przeciągle i nie zważając na dziewczynę, ruszyłem w kierunku w motoru.
To zdecydowanie była pułapka. Pytanie tylko gdzie oni się kurwa podziali jak nie ma ich tutaj.. Zmarszczyłem brwi i potarłem czoło dłońmi. W moich uszach rozległ się dźwięk telefonu. Sięgnąłem do kieszeni, wyjąłem go i przyłożyłem do ucha.
- Czego? – warknąłem.
Głos po drugiej stronie zaszeleścił, po czym ktoś się zaśmiał.
- Może trochę grzeczniej, Malik..
Od razu rozpoznałem ten głos. Zacisnąłem dłonie w pięści, opierając się o motor.
- Do ciebie nigdy, chuju.. Oddawaj mi dziewczynę.
- A co z tego będę miał? – powiedział, a ja mogłem przysiąc, że w tym momencie szczerzy się jak głupi do sera.
- Nie zachowuj się jak gówniarz..
- Jeśli chcesz ją odzyskać, sam po nią przyjdź – przygryzłem mocno wargę – a.. i nie próbuj czasem wzywać policji, bo będzie po niej..
- Nawet nie waż się jej tknąć – syknąłem przez zaciśniętą szczękę.
- Ups, za późno.. moi koledzy się już nią zajęli – zaśmiał się złowieszczo, po czym kontynuował – Jeśli się zdecydujesz w końcu, czekam w starej fabryce na skraju miasta..
- Co kurw.. -  zacząłem, ale Nathan rozłączył się. Przeklnąłem głośno i schowałem telefon do kieszeni.
- Kto to był? – zapytała Scar.
- I tak nie będziesz go znała.. On ją porwał.. - Spojrzałem w jej stronę, po czym skinąłem na motor. – Wskakuj.. odwiozę cię do domu.
- Ale.. – od razu jej przerwałem.
- Żadnych ‘’ale’’. Wsiadaj powiedziałem.
Dziewczyna już bez żadnego sprzeciwu wsiadła na niego, założyłem kask i ruszyłem z miejsca z piskiem opon.



Jo’s POV.

Mam już tego dość. Zabierzcie mnie stąd. Nie wytrzymam.
Byłam na skraju załamania. Siedziałam skulona w ciemnym, zimnym kącie, wykończona ciągłymi wizytami tego samego faceta. Chciałam się wypłakać, ale nawet tego w stanie nie byłam zrobić.
Nagle usłyszałam dziwny hałas. Podniosłam delikatnie głowę spomiędzy kolan, kiedy rozległ się huk drzwi. W nich ujrzałam Zayna. W moim duchu pojawiło się światełko nadziei.
- Zayn.. – szepnęłam.
Chciałam wstać i rzucić mu się w ramiona, ale nie miałam na to siły. Chłopak spojrzał na mnie, ruszając w moją stronę. W końcu pochwycił mnie i wziął na ręce, po czym szybko skierował się do wyjścia. Wtuliłam się w niego, nie zwracając uwagi na siniaki, które były na całym moim ciele.
- Shh.. już wszystko dobrze – cmoknął mnie w czoło i wyszedł z ciemnej celi. Mimo że wciąż byliśmy w tym okropnym, diabelnym miejscu, czułam się bardziej bezpieczna w ramionach Zayna. Chciałam już stąd wyjść. Jak najdalej się da. Uciec z nim, z tego przeklętego budynku..
Zacisnęłam dłoń na koszulce chłopaka, kiedy dobiegł mnie dźwięk przypominający strzał z pistoletu. I w tym jednym momencie czułam jakby wszystko działo się w przyspieszonym tempie. W sekundzie znalazłam się na twardej, zimnej posadce wraz z Zaynem. Spojrzałam w górę, widząc górującego nad nami porywacza. W masywnej ręce trzymał broń. Broń, z której przed chwilą wystrzelił kulę, z której Zayn.. oberwał. Ktoś pochwycił mnie, zbierając z podłogi. Szarpałam się z nim, jednak nic to nie dawało. Ten ktoś kazał mi patrzeć jak Zayn powoli odchodzi na wskutek trafienia kulą prosto w s-serce..
Oddychał z naprawdę wielkim trudem, obrócił się na plecy i rzucił mi ostatnie, troskliwe spojrzenie. Potem jego powieki opadły, tak samo jak całe ciało. Krzyknęłam przeraźliwie głośno, szlochając ile wlezie.


 Wtedy podniosłam swoje powieki. Rozejrzałam się po pomieszczeniu z ulgą stwierdzając, że to co działo się przed chwilą było tylko wytworem mojej wyobraźni. Zayn żyje, nie został postrzelony.. tak bynajmniej się wydawało być, ja wciąż siedzę w celi. No cóż, lepsze to niż śmierć Zayna. Nie przeżyłabym tego, nigdy w życiu. Dość, że jest jedyną osobą, która może mnie stąd wydostać i nie zrobić żadnej krzywdy to.. myślę, że poczułam coś do niego. Nie potrafię jeszcze dokładnie określić moich uczuć, ale wiem że są mocne. Na dość mocne, żeby mu w pełni zaufać. Mimo że tego nie chciałam, to jednak przyszło. I co z tego że gdyby nie ucieczka siedziałabym spokojnie w potulnym domu, skoro nie poznałabym Zayna? Moje życie wciąż byłoby takie same, szare i nudne. To on mnie wyrwał od tej monotonności. Pomógł mi od niej uciec, uciec od normalności.
I jestem jemu za to wdzięczna..


_____________________________
 No to tak.. przepraszam za swoją dłuuuugą nieobecność.
Mam zamiar to wam wynagrodzić dodaniem następnego rozdziału jak tylko uzbiera się duuuuużo komentarzy tj. min 30. max 100 hehe takie tam marzenia xd
Czyli umawiamy się że każdy kto
CZYTA
KOMENTUJE :)