środa, 31 lipca 2013

Nowy zwiastun.


Tak więc pewna osoba zrobiła specjalnie do mnie zwiastun do opowiadania, za co jej bardzo dziękuję. Na prawdę wykonała dobrą robotę, jestem strasznie jej wdzięczna. A was.. was zapraszam do oglądania! :')

Ps. Na twitterze pojawił się Zayn, więc go follow !! --> @Zayn_Escape

08. Use common sense.


Dupek – pomyślałam, odpychając się od niego. Spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
- Muszę iść do łazienki – odparłam, czując jak mój pęcherz coraz bardziej napiera.
- Zaprowadzę cię –Zayn zareagował i natychmiast ruszył w moją stronę. Złapał delikatnie za moje przedramię i wyprowadził z pokoju przez drzwi.
- Dlaczego zeszłaś na dół? Przecież kazałem ci tu zostać! – powiedział spokojnie, aczkolwiek wystarczająco chłodno, żebym mogła poczuć dreszcze przechodzące po moim kręgosłupie.
- Dlaczego im powiedziałeś o tym że mój tata jest prezydentem?! – zapytałam, całkowicie ignorując jego wypowiedź. Było wyraźnie widać, że jest strasznie wkurzony.
- Pierwszy zadałem pytanie!
Zatrzymał się w miejscu, obok drzwi prowadzących najprawdopodobniej do toalety.
- Ale.. – zaczęłam, ale nie znalazłam w mojej głowie żadnego dobrego argumentu, więc niechętnie poddałam się - Chciało mi się siku, dobra? Mój pęcherz nie jest w stanie wytrzymać zbyt dużej presji – odparłam, starając się, aby nasze emocje opadły. Przygryzłam moją wargę, a on rzucił mi groźne spojrzenie.
Zmarszczył brwi i zacisnął swoją szczękę.
- To czemu nie… - przerwał, jak mnie mam domyślając się reszty – ..nie powiedziałem ci.
- Yep. Teraz twoja kolej.
Spojrzałam na niego i pozwoliłam zabrać głos. Przekręcił głowę na bok, po czym spuścił ją w dół.
- Zayn – próbowałam go jakoś zachęcić do wyjaśnień, jednak na próżno. – Nie to nie.
- Nie muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć do cholery! – powiedział z przekąsem.
Odpuściłam już sobie ten temat i ogólnie przerwałam naszą rozmowę, choć w głębi duszy strasznie chciałam wiedzieć dlaczego to zrobił. Pokręciłam delikatnie głową i weszłam do łazienki. Załatwiłam swoją potrzebę fizjologiczną, po czym starannie umyłam dłonie w umywalce. Spojrzałam na lustro wiszące przede mną. Przeczesałam palcami swoje rozczochrane włosy, żeby choć trochę poprawić ich stan. Nie będzie tutaj tak łatwo jak myślałam, ale muszę sobie dać radę z tym. Nie zamierzam wrócić do domu, nie mam tam niczego co mogłoby mnie uszczęśliwić. Codzienna szara monotonność nie jest dla mnie. Potrzebuję przeżyć coś niezwykłego. I nawet jeśli umrę tutaj, będzie to lepsze niż śmierć z nudów czy nieciekawej starości.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Jo, żyjesz? Siedzisz tam już chyba z 15 minut – westchnęłam i założyłam pasemka moich włosów za ucho.  Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
- Przepraszam, zamyśliłam się – odparłam ze skruszonym głosem. Lekko przytaknął głową i zaprowadził mnie do swojego pokoju.
Rozejrzałam się po pokoju, kiedy zorientowałam się, że zapomniałam wziąć swojej torby z samochodu, w której były wszystkie potrzebne mi rzeczy. Odwróciłam się na pięcie w stronę drzwi, gdzie również stał Zayn, oparty o framugę drzwi z założonymi rękami na piersi i głową spuszczoną na swoje czarne buty.
- Moja torba.. chyba została w aucie – stwierdziłam bez okazywania żadnych emocji. Stał w tej samej pozycji co minutę wcześniej. Jedynie podniósł swój wzrok na mnie.
- Zaraz ją przyniosę.
Chłopak przybrał chłodny i groźny wyraz twarzy i wyszedł z pokoju.
Po kilku minutach wrócił i bezczelnie rzucił mi torbę pod nogi. Westchnęłam niezadowolona i wymamrotałam cicho pod nosem słowo ‘świnia’, sięgając po swoją torbę.
- Że co? – uniósł jedną brew. Widocznie facet ma dobry słuch.
Podniosłam głowę w górę, napotykając jego groźne spojrzenie.
- Nic – wybełkotałam niezrozumiale.
- Powtórz to – nalegał, a ja niepewnie podniosłam się z podłogi. Przygryzłam wewnętrzną część policzka oraz przełknęłam ciężko ślinę, kiedy zaczął iść w moją stronę. Jak na zawołanie ja wycofywałam się do tyłu. Z każdym moim cofnięciem, Zayn jednak przybliżał się coraz bardziej. Mój poziom przerażenia wzrósł diametralnie wysoko, kiedy poczułam za plecami zimną nawierzchnię ściany. Naglę znalazł się niebezpiecznie blisko mnie. Tylko centymetr dzielił nasze ciała, w końcu Zayn naparł mnie na mnie, powodując u mnie cichy jęk. Poczułam jego miętowy oddech na szyi, który przemieszczał się w stronę mojej szczęki.
– Powtórzysz to czy mam to zrobić siłą? – wyszeptał tuż przy moim uchu, niczym morderca z jednego z tych krwawych horrorów jakie kiedyś oglądałam z Vanessą. Po moim ciele przeszły nieprzyjemne ciarki. Był zbyt blisko. Dokładnie tak samo jak w tamtym motelu. Jednakże nastrój w jakim był w tamtej chwili różnił się od obecnego. Teraz buchało od niego brutalnością i złością.. ale nadal był seksowny. Cholera! Nie w takiej chwili!
- Świnia.. Przepraszam – odezwałam się, mając nadzieję, że przyjmie moje przeprosiny i wreszcie puści mnie wolno. Chociaż nie za bardzo mu się one należały.
Mulat nachylił się nad moją twarzą, po czym przyłożył dłoń do mojego policzka. Ostrożnie potarł go swoim kciukiem, przez co lekko się wzdrygnęłam.
- Grzeczna dziewczynka – wyszeptał.
To niewiarygodne w jak szybkim czasie jego twarz rozjaśniała, a na ustach pojawił się ten zadziorny uśmieszek. On jest po prostu niemożliwy! Przygryzł dolną wargę i delikatnym ruchem założył kosmyk moich włosów za ucho. Odsunął się ode mnie na względnie bezpieczną odległość.
- Następnym razem po prostu rób co mówię, a nie będę musiał cię tak straszyć – stwierdził z diabelnym uśmiechem.
Skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej.
- Wcale mnie nie wystraszyłeś – powiedziałam, a Zayn parsknął głębokim śmiechem.
- Jeszcze mi powiedz, że tych drgawek to od zimna dostałaś – rzucił na wychodne i poszedł dumnym krokiem w stronę drzwi. Zatrzymał się na moment, przyglądając dokładnie zdjęciom stojącym na komodzie. Czy to możliwe, żeby zorientował się, że je ruszałam? Co prawda mogłyby być przesunięte o kilka centymetrów w bok czy przód od swojego dawnego miejsca, ale ciężko by to było zauważyć.
Spojrzał na mnie zza pleców dziwnym wzrokiem, po czym znów ruszył i wyszedł z pomieszczenia, zostawiając mnie samą.
 

*

Uchyliłam zaspane powieki, licząc że to wszystko było jednym wielkim koszmarem. Jednak przeliczyłam się. Nadal byłam w tym samym pomieszczeniu, w którym zdołałam wczoraj zasnąć. Jeśli chcecie wiedzieć, nie, nie spałam w jednym łóżku z Zaynem. Po tym jak przyszedł sprawdzić czy już grzecznie śpię – oczywiście udawałam, że to robię – wyszedł i nie pojawił się więcej ani razu, chyba…
Wstałam z łóżka, przetarłam oczy kilka razy ręką i wyszłam z pokoju, uważając aby czasem nie wpaść na tego zboczeńca Ben’a. Udało mi się go nie spotkać w drodze do kuchni. Trochę zajęło mi jej znalezienie, ale dzięki temu minęłam się z łazienką, także następnym razem nie będę musiała długo męczyć się z pełnym pęcherzem. O dziwo w kuchni ujrzałam Harry’ego, który stał tyłem i zaparzał sobie kawę. Miałam zamiar się wycofać, jednak zaczepiłam niezdarnie nogą o wystający dywan i upadłam na ziemię.
- Ałć – wybąkałam, łapiąc się za obolały na wskutek upadku tyłek . W mgnieniu oka pojawiła się przy mnie najmniej lubiana przeze mnie osoba, no może druga mniej lubiana, bo tą pierwszą jest Ben.
- Co ty wyprawiasz? – zapytał Harry, powstrzymując salwę śmiechu.
- Wiesz, tak sobie próbowałam przechytrzyć siłę grawitacji – powiedziałam z sarkazmem, wyczuwalnym na kilometr. Chłopak podniósł jedną brew, po czym wyciągnął w moją stronę pomocną dłoń.
Spojrzałam na nią i zastanawiałam się czy powinnam ją przyjąć czy też lepiej nie.
- Ja nie gryzę – stwierdził. Nie byłabym taka pewna.
Po chwili chwyciłam jego rękę i mocno ścisnęłam, a ten podniósł mnie z podłogi tak szybko że nie potrafiłam utrzymać równowagi. Wpadłam w jego cholernie silne ramiona. Myślę, że on to wcześniej zaplanował.
- Widzę, że już nie możesz się ode mnie odkleić – rzucił jakiś głupawy tekst, nie szczędząc sobie także łobuzerskiego uśmiechu na ustach. Choć muszę jedno przyznać jego dołeczki były zniewalające.
- Jesteś niemożliwy jak cała wasza reszta – powiedziałam i umiejscowiłam swoje ręce na jego muskularnym torsie, tylko po to żeby chwilę później odepchnąć go od siebie.
- A ty jesteś seksowna kiedy się denerwujesz – odparł zmysłowym tonem i mrugnął w moją stronę. Przewróciłam oczami, chcąc jak najszybciej ulotnić się z tego pomieszczenia. Już miałam tak zrobić kiedy usłyszałam za sobą jego ostatnie słowa.
- Kiedyś będziesz błagała mnie o choćby jeden pocałunek – przyznał. Never in your wildest dreams.. pomyślałam i weszłam po schodach na górę.
Otworzyłam drzwi do pokoju i podniosłam swoją głowę do góry. Widok jaki napotkałam po prostu mnie.. podniecił. Nie sądziłam, że byłabym w stanie powiedzieć coś takiego, ale widok Zayna bez koszulki, dopinającego pasek od swoich czarnych spodni był naprawdę seksowny.
Ale on mi się wcale nie podoba, to tylko ta jego otoczka badboy’a, działająca na każdą dziewczynę… i chyba także na mnie. No co? Wszystkie lubią niegrzecznych chłopców. Myślę, że i ja mogę, ba muszę się do nich zaliczyć. Zawsze pociągali mnie ci nieznający zasad mężczyźni z filmów, a najbardziej główny bohater ‘3 metry nad niebem’.  Och, to dopiero było ciacho. Mmm…
- Zrób zdjęcie będzie na dłużej, skarbie – zerknął w moją stronę z uśmieszkiem. Zgarnął czarną koszulkę z szafy i przełożył ją przez głowę. Momentalnie odwróciłam wzrok, czując jak na moje policzki wkradają się rumieńce. Można powiedzieć, że zostałam przez niego złapana na gorącym uczynku. Chłopak podszedł do mnie, a mi nagle zrobiło się dziwnie gorąco.
- Wiesz, mogłaś przyjść nieco wcześniej, widok był wtedy o wiele ciekawszy – powiedział Zayn i mrugnął do mnie znacząco. Mocno dźgnęłam go w ramię, będąc zmęczona tymi jego głupawymi, zboczonymi tekstami. – Ałć – złapał się za bolące miejsce, a jego mina mówiła jakby zupełnie nie spodziewał się, że posiadam aż tyle siły.
- Och, wybacz ale ten widok jest dla mnie jeszcze ciekawszy – uśmiechnęłam się złośliwie, a głowę przechyliłam lekko w lewo.
Zayn przymrużył oczy i rzucił mi spojrzenie.
- A wiesz jaki widok jest ciekawy dla mnie? – zapytał, przybliżając się do mnie. – Kiedy kąpiesz się nago pod prysznicem – wręcz wymruczał to, zauważając moje zmieszanie. Co? Podglądał mnie? Ale jak? Przecież drzwi były zamknięte, chyba… O mój boże!
- J-jak to? – zająkałam się.
- Po prostu mam swoje sposoby, skarbie – odparł, czerpiąc przyjemność z mojego widocznego zakłopotania.

Zbyt zajęta myśleniem nad tym co przed chwila powiedział, nie zorientowałam się kiedy jego dłonie spoczęły na mojej koszulce. Chciały dosięgnąć jej krańców, by podciągnąć ją lekko do góry.
- C-co ty robisz? – spytałam, zdziwiona jego zachowaniem, bo zaledwie kilkanaście godzin temu przypierał mnie do ściany z wypisaną złością na twarzy, lecz nie potrafiłam tego przerwać. Mój umysł mówił ‘nie’, ale ciało było zdecydowanie na ‘tak’.
- Próbuję przypomnieć sobie wczorajszy obraz, ale nie mogę, więc..– powiedział, zostawiając koszulkę w spokoju. Delikatnie ruszył ze mną w kierunku ściany. Jo, odzyskaj wreszcie zdrowy rozsądek! Krzyczał mój mózg, ale w ogóle nie reagowałam na to. Zayn położył dłonie na ścianie po obu stronach mojej głowy, zostawiając mnie w pułapce. Nerwowo przełknęłam ślinę.
Dlaczego nie potrafiłam mu się przeciwstawić? Możliwe, że to przez jego oczy, były takie magiczne i intrygujące. Wręcz wołały moje imię.
- Zayn, mamy sprawę do załatwienia! – usłyszeliśmy czyiś głos, dobiegający z dołu. Mulat spojrzał prosto w moje oczy, potem zjechał wzrokiem niżej. Oblizał swoje usta na widok moich. W mgnieniu oka odepchnął się rękami od ściany i wyszedł z pokoju.
Przez kilka minut stałam jak słup na środku pokoju, mentalnie dając sobie w policzek. Jak mogłam do tego dopuścić? Gdyby nie to, że ktoś go zawołał, na pewno brnął by dalej i dalej. Uh, ale ze mnie naiwna idiotka! I do tego jeszcze wychodzę na łatwą!

_______________________

Zdecydowanie łatwiej mi idzie pisanie mojego starego opowiadania o 1D niż tego, ale może to kwestia przyzwyczajenia się czy coś :d
Wogóle nie jestem zadowolona z tego rozdziału, wiem że spieprzyłam go.
Do tego złapałam jakąś blokadę twórczą i nie wiem co napisać dalej, masakra .___.

Przypominam: Jo, twitter, go follow --> @Jo__Eileen.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ moje wypociny.

wtorek, 23 lipca 2013

07. Eavesdropping.



- Co to jest za miejsce? – zapytałam, przyglądając się wszystkim przechodzącym przechodniom. Prawie każdy tutaj był ubrany na czarny kolor od stóp do głów i szedł ze spuszczoną w dół głową. Nie wyglądali oni na zbytnio porządnych i godnych jakiegokolwiek zaufania ludzi. Czyli Zayn miał rację. Tutaj jest niebezpiecznie.
- To jest właśnie mój świat, skarbie – uśmiechnął się i skręcił w jedną z mniejszych uliczek. Wyglądało na to, że wjechaliśmy na jakieś pustkowie, gdyż zaniedbałe stare kamienice pojawiały się coraz rzadziej.
Po kilku minutach jazdy Zayn wreszcie zatrzymał samochód tuż przy niewielkim domku, wyglądającym jak każdy inny. Wysiadł z auta, a ja przez chwilę rozmyślałam czy nie powinnam była zostać w tym cholernym domu. Przynajmniej miałam tam większą gwarancję że nikt mnie nie zabije.
Nagle ktoś zapukał w szybę. Odwróciłam szybko głowę. Na szczęście to był tylko Zayn.
- Wychodzisz czy za bardzo się boisz? – zakpił, nonszalancko opierając się o samochód. Chwyciłam za uchwyt i otworzyłam drzwi. Przybrałam dumny wyraz twarzy, kiedy wysiadałam z samochodu. Mulat zachichotał, a to pewnym sensie było takie słodkie.
- Nie boję się niczego – odparłam.
Zayn pokiwał głową.
- Jasne – rzucił z sarkazmem – To w takim razie zapraszam – wskazał dłonią na budynek, po czym odepchnął się nogą od samochodu i ruszył w jego kierunku.
Powoli podążyłam za nim, ciągle sobie wmawiając że nie ma w tym nic strasznego, więc nie powinnam się bać.
Kiedy stanęliśmy tuż przed wejściem, Zayn zamiast kulturalnie zapukać, uderzył kilka razy pięścią w mahoniowe drzwi. Po chwili pojawił się w nich wysoki, przystojny brunet o zielonych tęczówkach.
- No nareszcie, już myśleliśmy że psy cię złapały – chłopak zaśmiał się i przybił piątkę z Zaynem na powitanie.
- Szczerze to mieliśmy małe starcie z glinami – mulat spojrzał na mnie, a ja niepewnie przytaknęłam mu. Brunet stojący przed nami, przeniósł wzrok na mnie.
- A kim jest ta piękność? – zapytał nonszalancko i mrugnął do mnie. Już miałam coś powiedzieć, kiedy Zayn mnie wyprzedził.
- Jo - powiedział, przenosząc wzrok na moją twarz. Wyglądał na niezadowolonego z jakiegoś powodu. Tylko jakiego?
- Witam, Kyle jestem – wpatrywał się w moje oczy, gdy uniósł moją dłoń i pocałował jej zewnętrzną stronę niczym gentleman. Mimowolnie zarumieniłam się na ten gest, bo jeszcze nikt nie zachował się wobec mnie w taki elegancki sposób.
- Kurwa, możesz nas już wpuścić?  – warknął, na co chłopak podniósł do góry ręce w geście obronnym, cofając się o krok do tyłu.
- Tylko nie gryź, Malik – zaśmiał się, a my uzyskaliśmy możliwość wejścia do środka. Zayn wymierzył Kyle’owi lodowate spojrzenie, pod którego wpływem brunet zamilczał. Jednocześnie złapał mnie za talię jedną ręką, dociskając do siebie. Wierciłam się, próbując strzepnąć jego dłoń, jednak chłopak najwyraźniej nie miał najmniejszego zamiaru tego robić, więc się poddałam. Przekroczyliśmy próg, wchodząc do przytulnego hall’u. Usłyszałam trzask drzwi i dźwięk kroków, co oznaczało że brunet, jest tuż za nami.
- To jest twoja nowa laska czy co? – zapytał zza moich pleców Kyle, kiedy Malik prowadził mnie na górę po schodach. Nowa.. laska? Czy to znaczy że jest kobieciarzem?
- Nie – odparł krótko zimnym głosem, dając mu jasno do zrozumienia, że zakończył rozmowę.
Zayn nacisnął klamkę od drzwi, a drzwi się otworzyły z lekkim skrzypnięciem.
- A zapomniałbym, Harry już na ciebie czeka – rzucił Kyle, na co mulat się skrzywił.
- Powiedz mu że zaraz zejdę – Kyle wypowiedział ciche ‘okej’ i opuścił pokój, zostawiając nas samych. Tym razem nie zaprotestował, kiedy starałam się wyrwać z jego objęć. Choć powiem że było to nawet przyjemne.
- Nie opuszczaj tego pokoju, zrozumiano? Muszę pozałatwiać parę spraw i do ciebie wrócę – puścił mi oczko, po czym zniknął za framugą drzwi.
Rozejrzałam się po pokoju, stwierdzając że jest całkiem fajnie i potulnie urządzony. Przeszłam wzdłuż niego, natrafiając na drewnianą półkę. Przejechałam dłonią po komodzie na której stało kilka gazet i ramek ze zdjęciami. Teraz już wiedziałam do kogo należy ów pokój. Na jednym z nich był Zayn otoczony trzema dziewczynkami. Wszystkie miały włosy o ciemnym kolorze, widocznie to u nich rodzinne. Uśmiechnęłam się w duchu, widząc parę małżonków z ich synem na kolejnym zdjęciu. Podniosłam ramkę i przyjrzałam się dokładniej jego mamie – była przepiękna. Od razu widać że Zayn wiele cech urody odziedziczył właśnie po niej. 
Nagle rozległ się po całym mieszkaniu głośny trzask drzwi, przez co podskoczyłam do góry i wypuściłam zdjęcie z dłoni. W ostatniej chwili zdążyłam je złapać, chroniąc przed potłuczeniem się szybki. Uff, myślę, że Zayn nie byłby zbytnio zachwycony, gdyby dowiedział się, że rozbiłam jedną z jego rzeczy. I to jeszcze zdjęcie jego rodziców.
Odłożyłam ramkę bezpiecznie na swoje miejsce, kontynuując swoją ‘wycieczkę’ po pokoju.



Zayn’s POV

- Jak bardzo jest wkurwiony? – zapytałem Kyle’a, schodząc po schodach w kierunku salonu. Chłopak wzruszył ramionami, nic nie odpowiadając. Chyba kurwa umrę.
Wstąpiłem do salonu już bez chłopaka, bo ten ruszył w stronę kuchni. Od razu na oczy rzucił mi się Harry beztrosko siedzący na kanapie. Popijał z szklanki napój, zapewne alkoholowy. Na mój widok uśmiechnął się i skinął głową żebym usiadł obok niego.
- No więc gdzie moja kasa? – odparł, przechodząc już do sedna sprawy. Z tego był znany, że nigdy nic nie owijał w bawełnę.
Kurwa, kłamać czy nie? Pomyślmy.. Jeśli powiem mu całą prawdę umrę na miejscu, a jeśli skłamię jest szansa, że przeżyję kilka dni dopóki Harry nie dowie się oryginalnej wersji. Prędzej czy później i tak przyjdzie mi się składać na mszę pogrzebową, porządną trumnę i wianek z kwiatów.
Może ta mała odpali trochę swojej forsy.
Wtedy do głowy wpadł mi pewien względny pomysł. Oby tylko Harry się na niego zgodził.
Jest pewna możliwość, że jeszcze dożyję trzydziestki.
- Nie mam kasy – powiedziałem, kątem oka widząc jak Harry marszczy brwi.
- Jak to jej nie masz?
- Policja nas zaskoczyła i nie musiałem ją zostawić – nieco podważyłem prawdziwą wersję wydarzeń, ale tylko dlatego że nie mogłem tak po prostu przyznać że o niej zapomniałem. – ale mam dziewczynę..
- Gówno mnie kurwa obchodzi jakaś suka! – przerwał mi. Nie będąc w stanie usiedzieć w miejscu, wstał z kanapy i chodził po pokoju. Starał uspokoić swoje burzliwe myśli.  
- Dzięki niej możemy zyskać jeszcze więcej kasy.
Brunet popatrzał na mnie lekko zdenerwowany, aczkolwiek zaintrygowany moją propozycją. 
- Niby jak?
- To córka prezydenta – wyjaśniłem, przez co na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Najwyraźniej wiedział już do czego zmierzam.



Jo’s POV

Przymrużyłam leciutko oczy, bawiąc się otaczającą mnie wonią. Zayn zniknął już kilkanaście minut temu, a ja się strasznie niecierpliwiłam. Musiałam iść do toalety, ale tak się złożyło, że nie wiedziałam gdzie co jest, a mój pęcherz coraz bardziej cierpiał. Zaczęłam bawić się końcówkami włosów, starając się czymś zająć, żeby tylko nie myśleć o tym że w każdej chwili mogę eksplodować.
- Nie wytrzymam! – powiedziałam do siebie na głos i pospiesznie wstałam z łóżka, kierując się do wyjścia. Postanowiłam sama poszukać tej cholernej łazienki, zaczynając od pierwszego piętra. Otwierałam kolejne drzwi, lecz w żadnych z nich nie znalazłam tego czego szukałam. Oni nie wiedzą co to łazienka, skoro jej nie mają? Boże…
Byłam u szczytu schodów, kiedy usłyszałam czyjąś rozmowę, a głównym tematem był nie kto inny jak ja.
- Możemy zarządać za nią okupu – powiedział głos podobny do Zayna.
Usiadłam zaabsorbowana tym, o czym rozmawiają.
- Kurwa, tylko ile? 100, 200, 500? – przemówił kolejny mówca z lekką chrypką. Tysięcy? Milionów? O mój boże, w co ja się wpakowałam.
- Jak najwięcej się da – do rozmowy kroczył następny głos, choć ten już skądś kojarzyłam. No tak. Kyle.
- Trzeba będzie pilnować tej suki – skrzywiłam się, słysząc ostatni wyraz, wypowiedziany przez jednego z mężczyzn żywo dyskutujących ze sobą. Czułam się nieco zdradzona przez to, że Zayn im powiedział o moim statusie społecznym. Ale czego miałam się spodziewać? Że pozostawi to w sekrecie przed swoimi ‘kolegami’?
- Widzę, że lubisz podsłuchiwać – odezwał się głos za mną. Przerażona odwróciłam głowę do tyłu. Ciężko przełknęłam ślinę. Brunet stojący przede mną, szarpnął za moje ramię, tak że byłam zmuszona wstać na proste nogi. – to takie niekulturalne – uśmiechnął się złośliwie, zjeżdżając wzrokiem po moim całym ciele. Przygryzł swoją dolną wargę, a moje serce dosłownie szalało z przerażenia. – Mmm nie wiem kim jesteś i co tu robisz, ale ładna z ciebie lalka – złapał mnie za nadgarstek i przysunął bliżej siebie. Poczułam niemałe obrzydzenie na widok jego ręki sunącej teraz po mojej talii w dół. W pierwszej chwili byłam zbyt zaskoczona i przerażona, żeby to przerwać. Chłopak ze zwycięską miną zaczął wsuwać dłoń pod moją spódniczkę – dopiero wtedy odzyskałam zdolność ruchu. Szybko popchnęłam go na ścianę. Brunet widocznie nie za bardzo spodziewał się takiego odwrotu sprawy i odbił się od zimnej powierzchni. Natychmiast zaczęłam zbiegać po schodach. To była jedyna najszybsza droga ucieczki, jaką miałam w zasięgu wzroku. Napastnik ruszył jednak za mną i mimo mojej dobrej kondycji tuż przy ostatnim schodku dogonił mnie, chwytając mocno w pasie. Zaczęłam się wiercić, krzyczeć, uderzać go pięściami, wszystko aby tylko uwolnić się z jego objęć.
- Spokojnie laluniu, bez nerwów – zaśmiał się - nie zrobię ci krzywdy, no.. jeszcze nie.
Zszedł ze schodów, nie zważając więcej na moje próby wydostania się i ruszył w stronę salonu, w którym odbywała się dyskusja.

Kiedy wszedł do środka, wszyscy momentalnie spojrzeli się na nas. Przerwałam się wiercić, a chłopak opuścił mnie na dół, tak że mogłam wreszcie poczuć grunt pod nogami. Ale wciąż trzymał mnie w uścisku, pewnie na wszelki wypadek gdyby znowu zachciałoby mi się uciekać.
- Ta laska was podsłuchiwała – wskazał głową na mnie – ona może być szpiegiem.
- Nie jestem żadnym szpiegiem – wybełkotałam, na co znów odpowiedział tym okropnym uśmieszkiem.
- Ta jasne. Już ci wierzymy – odparł sarkastycznie.
- Ben, ona nie pracuje dla Shades’ów, przyjechała tu ze mną – zabrał głos Zayn i rzucił mi krótkie spojrzenie, mówiące że nie jest zbytnio zadowolony że tutaj jestem. Chłopak, który mnie obmacywał i ma rzekomo na imię Ben, zmarszczył brwi i puścił mnie z uścisku.
- Miałaś być na górze, Jo – warknął na mnie.
- Wyluzuj Zayn, chcę ją poznać – powiedział zmysłowym, niskim tonem brunet z lokami na głowie. Jego twarz rozświetlił uśmiech, a szmaragdowe oczy błysnęły w moją stronę. W moim umyśle coś zaalarmowało, kiedy zaczął iść w moim kierunku. Spojrzałam przez jego ramię na Zayna. Swój cały wzrok skupiał na mnie. Wyglądał oczywiście na złego, ale także nieco smutnego, co mnie zaciekawiło. Powróciłam jednak wzrokiem na chłopaka przede mną.
- Harry. Harry Styles. Miło mi cię poznać, Jo – uchylił się, by złapać moją dłoń i złożył na niej delikatny oraz subtelny pocałunek. Najwyraźniej musiał to robić po raz setny, bo naprawdę miał wprawę.
- Mi też – wymamrotałam.
Poczułam jak moje policzki zalewają niewielkie rumieńce, a Harry w jednej chwili wykonał ten sam ruch co facet ze schodów – przyciągnął mnie do swojego ciała. Niemniej jednak w odróżnieniu do Bena, ten niczego nie próbował. Jedynie zbliżył swoje usta do mojego ucha, delikatnie ocierając nimi o jego płatek.
- Zapamiętaj moje imię, bo za niedługo będziesz je krzyczeć w nocy, kochana.
______________________
Zdecydowanie z tym rozdziałem jak na razie męczyłam się najbardziej. Wciąż mi nic nie pasowało i musiałam zmieniać, a jaki jest efekt? No właśnie.. powiedzcie mi czy jest dość 'zjadliwy' ten rozdział, bo według mnie końcówka mi troszkę nie wyszła, brakuje mi tu czegoś...

Przypominam, że na twitterze pojawiła się Jo. Go follow ---> @Jo__Eileen
Nadal szukamy Zayna.


A i od dzisiaj muszę wprowadzić pewne zasady. Mianowicie:
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
12 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ

PROSZĘ NIE SPAMOWAĆ, BO I TAK TE KOMENTARZE NIE BĘDĄ SIĘ LICZYĆ. 

czwartek, 18 lipca 2013

06. He`s not half bad as I do.



Szedłem – a raczej czołgałem się – w nieznanym mi kierunku, a wokół rozpościerało się pole. Nawet żadnej drogi nie było w pobliżu, tylko ta cholerna trawa. Tuż obok mnie szła przebudzona Jo, najwyraźniej zmęczona po szpik kości.
Sytuacja, w której utknęliśmy, wyglądała niczym gówno. Nie mieliśmy ani żadnego środka transportu ani niczego do przekąszenia (bo szczerze byłem dosyć głodny), w dodatku przepadła ta jebana kasa! 10 tysięcy dolarów poszło się jebać i to wszystko moja wina. Gdybym pomyślał wcześniej, nie zapomniałbym o niej. Z resztą co mi przyszło do głowy, żeby ją wyjmować z kurtki. Idiota ze mnie to za mało powiedziane.
- Zimno mi – usłyszałem przyciszony głos Jo. Dziewczyna obejmowała swoje ramiona dłońmi, jeżdżąc po nich w górę i w dół, tak żeby jakoś zapewnić sobie więcej ciepła. Momentalnie skierowałem wzrok na jej strój. Szara bawełniana podkoszulka, seksowna czarna spódniczka ledwo sięgająca połowy uda. Rzeczywiście, był idealnie dopasowany do pogody (wyczuj ten sarkazm), tym bardziej, że chodzimy po szczerym polu w samym środku chłodnej nocy. Mm, jednak na tą spódniczkę nie będę narzekać.

Przygryzłem dolną wargę, przelatując ją wzrokiem. Haha, ktoś tu ma zboczone myśli. Nic dziwnego.
- Trzeba było nie ubierać się jak na plażę w Miami – prychnąłem, idąc dalej. Spotkałem się z jej niezadowoleniem.
- Wyobraź sobie, że w Waszyngtonie jest nadzwyczaj ciepło, a ja nie miałam zielonego pojęcia że cię spotkam i będziemy się włóczyć po niemających końca polach! – powiedziała z irytacją w głosie.
- Uwierz że też nie miałem w planach spotkania z tobą. Gdybym wiedział, że będziesz na wszystko narzekać, pozwoliłbym ci się zabić – rzuciłem obojętnie, żałując że w ogóle zadałem sobie jakikolwiek trud, aby jej pomóc. Odwróciłem się twarzą w jej kierunku, ponieważ nie dostałem żadnej odpowiedzi. Jej wyraz twarzy mówił że była zszokowana. Co? Nawet nie powiedziałem niczego strasznego, gorszego, a wierzcie, że mogłem.
- Jesteś dupkiem – Tylko na tyle cię stać?                                                              
- Powiedz mi coś czego nie wiem – uśmiechnąłem się szyderczo i ponownie zacząłem dreptać gdzieś do przodu.



Jo’s POV

Zupełnie nie wiem co go ugryzło. Jeszcze wcześniej, tam w ‘motelu’ zachowywał się w miarę normalnie, jeśli w ogóle denerwowanie wszystkich dookoła jest właśnie jednym z jego normalnych zachowań. Teraz zamienił się w totalnego bezuczuciowca, raniącego każdego kogo popadnie, włącznie ze mną. Myślę, że coś musiało się stać.
Nie powiem, że to co wcześniej powiedział mi, że wolałby mojej śmierci niż spotkania ze mną, zabolało. Jeszcze nikt w życiu nie życzył mi niczego złego, tym bardziej śmierci. Dlatego zamurowało mnie wtedy i przez resztę czasu nie odezwałam się ani słowem do niego. Po prostu nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Przynajmniej dopóki mnie nie przeprosi. Ale jego ego by tego nie przebolało. Chyba wymagam  zbyt wiele od niego.
W zasięgu naszego wzroku ukazała się droga, prowadząca do jakiegoś mniejszego miasta. Zayn nawet na chwilę nie spojrzał na mnie, co mnie trochę zasmuciło. Nienawidzę być ignorowana.
Po kilkunastu minutach doszliśmy do centrum miasta. Nagle mulat zatrzymał się tuż przed rogiem ulicy, tak że prawie wpadłam na niego. Rzuciłam mu spojrzenie, jednak ten obserwował dokładnie elegancki budynek tuż za rogiem po drugiej stronie ulicy. Wygląda na to, że była to restauracja dla ludzi z tych wyższych sfer, gdyż pod wejście do budynku podjeżdżały same markowe auta takie jak porsche, audi, ferrari czy lamborghini. Wychodzili z nich dostojni mężczyźni i towarzyszące im wystrojone na bóstwa – tak przypuszczam –ich  żony. Oddawali kluczyki facetowi, który pracował jako parkingowy i wchodzili do środka budynku.
Kiedy pod drzwi miał podjechać kolejny samochód – czarne, lśniące porsche – Zayn odezwał się do mnie.

- Stój tu.                                                                                               
Nie miałam okazji mu odpowiedzieć, ponieważ od razu poszedł w kierunku nadjeżdżającego pojazdu. Co on zamierza zrobić?
Będąc już twarzą w twarz z mężczyzną wysiadającym ze swojego auta, Zayn niespodziewanie uderzył go pięścią w twarz, odebrał jego kluczyki i wsiadł do porsche.
Migiem ruszył z miejsca, podjeżdżając do mnie.
- Na co czekasz? Wsiadaj do cholery! – warknął otwierając drzwi pasażera. Zszokowana niepewnie wsiadłam do samochodu, a mulat zanim zdążyłam nawet do końca zamknąć drzwi, docisnął mocno pedał gazu.

Wciąż nie mogłam się otrząsnąć po tym, co widziałam. Czy on naprawdę zrobił to? Czy on ukradł samochód warty ponad 500 tyś dolarów?
- Czy ty masz pojęcie co właśnie zrobiłeś? – zapytałam, jeżdżąc wzrokiem po masce rozdzielczej.
- Tak, bo co? - jakby nigdy nic przytaknął z niewielkim uśmiechem.
- Boże, on jest warty co najmniej pół miliona, co jeśli pozwą nas i wsadzą do.. – przerwał mi.
- Nas?
- Ciebie – poprawiłam się – bo ja już będę trupem kiedy mój tata dowie się, że współpracowałam z tobą.
- Aż tak jest zły? - wciąż patrzył w boczne lusterko z tym swoim zadziornym uśmiechem. Na sekundę na mnie spojrzał, po czym skierował wzrok na drogę przed sobą.
- Nawet nie wiesz jak - prychnęłam, dokładnie wiedząc jaki potrafi być mój ojciec.
Jest tylko jedno słowo, które idealnie go określa – nieobliczalność.
- Ale na pewno nie jest nawet w połowie zły tak jak ja – uśmiechnął się z wyższością. A przeze mnie przelewały się uczucia, od strachu, przez wkurzenie na Zayna i irytacje z powodu jego wielkiego ego. Jak widać spotkałam się panem ‘perfekcją’, który we wszystkim co robi musi być najlepszy, bo inaczej.. no właśnie co? Poważnie zrani, zabije tego kogoś kto uważa się za lepszego od niego?
- Jednak jedno muszę mu przyznać – zacisnął delikatnie palce na kierownicy, mówiąc dalej – twój tata odwalił kurewsko dobrą robotę, wydając na świat taką seksowną kocice – posłał mi krótkie spojrzenie, a na jego twarzy zawitał łobuzerski uśmiech.

Przerzuciłam oczami, słysząc jego nikczemny chichot. No i znowu wracamy do bezczelnej, seksownej świni.

*

- Jesteś pewien, że możemy zrobić postój, no bo wiesz, policja może nas gonić – oznajmiłam, zauważając że Zayn zjeżdża z głównej drogi na stację benzynową.
- Oczywiście, że nie, ale musimy zatankować – wskazał na licznik paliwa, który ledwo sięgał powyżej linii informującej o braku zapasów.
Mulat podjechał do jednego z wolnych dystrybutorów i wysiadł z samochodu. Odszedł z wielkim uśmiechem wymalowanym na twarzy, trzymając w ręku wąż paliwowy i wkładając go do baku pojazdu.
Ziewnęłam przeciągle, rozglądając się po okolicy i o mało co zawału nie dostałam kiedy zobaczyłam sylwetkę Zayna tuż za moim oknem. Ciemne spodnie, t-shirt i skórzana kurtka. Jednym słowem cały w czerni - to chyba miało sygnalizować o brutalnym i niebezpiecznym charakterze jaki rzekomo posiadał.
Oparłam głowę o zagłówek siedzenia i obserwowałam jak nalewa paliwo.

Mulat zauważył, że się na niego patrzę, dlatego podniósł głowę i uśmiechnął się. Z rozczochranymi włosami wyglądał strasznie seksownie.
Mimo tak pięknych widoków musiałam przesunąć wzrok gdzieś indziej, czyli na mały sklepik. Na jego szyldzie wyraźnie napisane było ‘bp connect’. Poczułam nagły przypływ pragnienia i burczenie w brzuchu. Wyszłam więc z samochodu i pomaszerowałam w stronę wejścia.
- Gdzie idziesz? – zapytał tak że w jego głosie można było wyczuć nutkę obawy zmieszaną z ciekawością.
- Do sklepu, jestem głodna - zakomunikowałam mu stanowczo, nawet na sekundę nie odwracając się w jego kierunku.
Gdy tylko przekroczyłam próg, od razu do moich nozdrzy wdarł się przyjemny zapach parzonej kawy i świeżo wypieczonych croissantów. To było jak zbawienie dla mojego żołądka. Podeszłam do lady i zamówiłam dwa rogaliki plus dwie kawy. Jeden zestaw dla Zayna, w końcu nie jestem aż tak samolubna, żeby pozostawić go głodnego przez najbliższe godziny jazdy.
- Ja cię chyba skądś kojarzę – stwierdziła kobieta mniej więcej po trzydziestce, podając mi zamówione rzeczy.
- Naprawdę? – udałam głupią i wyciągnęłam banknot z portfela.
- Tak, wyglądasz dosyć znajomo - Przyglądała mi się bardzo uważnie, kiedy otwierała kasę, żeby oddać mi resztę.  Odeszłam jak najszybciej od lady, przedtem uśmiechając się życzliwie do kobiety.
Wstąpiłam jeszcze miedzy półki, wypchane różnymi słodyczami, chipsami i innymi smakołykami, żeby poszukać czegoś do przegryzienia na drogę. Po kolei brałam produkty do ręki, przystając co chwila i czytając ich etykietki.
- Weź też Oreo, skarbie – poczułam silne dłonie na swojej talii. Podskoczyłam ze strachu, uderzając się ręką o półkę. Syknęłam z bólu.
- Ałć, dzieciak – odezwałam się i obróciłam do niego przodem, stając twarzą w twarz.
- Ja? Dzieciak? – prychnął, a na jego ustach pojawił się niewinny uśmieszek – Uważasz że kupowanie jakiś cholernych ciastek 0 głupawej nazwie od razu czyni cię dzieckiem?
- Może i nie, ale jak widzę tą reklamę Oreo to mam ochotę to ciasteczko temu dziecku w gardło wepchnąć – powiedziałam zgodnie z prawdą. Tak, to chyba moja najbardziej znienawidzona reklama ze wszystkich. Jak można nie wiedzieć jak jeść normalne czekoladowe ciastko?
- Mmm widzę że nie jest z ciebie aż taka niewinna dziewczynka – oznajmił, przeplatając w palcach jednen z pasemków moich włosów.
Nawet nie zauważyłam kiedy zbliżył się do mnie bardziej. Automatycznie chciałam się cofnąć w tył, ale znalazłam przeszkodę na swojej drodze ucieczki – półkę z artykułami. Zayn zaśmiał się ze mnie i puścił kosmyk, pozwalając mu spokojnie opaść na moją klatkę piersiową.

Nagle obok nas zjawiła się ta sama kobieta, co była za kasą. Jednak mulat nie zmienił swojej pozycji. Najwyraźniej nie wstydził się naszej obecnej sytuacji.
- Już wiem! Przecież jesteś córką Rirchard’a Eileen’a, prezydenta Stanów Zjednoczonych! – O nie. Nie, nie, nie!
Zayn spojrzał najpierw na podekscytowaną kasjerkę, potem na mnie z podejrzliwym wzrokiem.
- Jesteś córką prezydenta? – zapytał, a ja w duchu przeklinałam tą kobietę. Naprawdę musiała sobie teraz przypomnieć kim jestem, a nie kiedy moglibyśmy już stąd odjeżdżać? – Odpowiedz! – warknął, kiedy milczałam.
Kobieta widząc naszą scenkę, zareagowała i próbowała wejść pomiędzy nasze ciała, tak aby oddalić nas od siebie. Zayn jednak pod wpływem złości spowodowanej głównie przeze mnie, popchnął ją mocno, tak że wpadła na przeciwną półkę i osunęła się po niej jak jakaś szmaciana lalka.
- O boże, Zayn! – moje oczy rozszerzyły się na ten widok, a chłopak wściekły bez słowa opuścił budynek.
Podbiegłam do kasjerki, a wokoło zrobiła się niezła grupka obserwatorów.
- Nic pani nie jest, Boże – przykucnęłam obok poszkodowanej kobiety, próbując ją ocucić. Po chwili jej powieki na całe szczęście uchyliły się. – Wszystko w porządku? Może pani wstać? – przytaknęła delikatnie i wraz z m0ją pomocą stanęła na równe nogi. – Strasznie przepraszam za niego. On naprawdę nie chciał tego zrobić – odparłam, broniąc Zayna, chociaż nie raczej nie powinnam tego robić. On mógł ją zabić!
Podziękowałam Bogu za to, że nic poważniejszego tej kobiecie się nie stało, jeszcze raz przeprosiłam ją, po czym wyszłam ze sklepu.

Mulat siedział już za kierownicą i przeglądał coś w swoim telefonie. Kiedy zauważył mnie, od razu schował go do kieszeni.
Wsiadłam do samochodu na miejscu obok kierowcy i zapięłam pasy. Przez kilka sekund oboje milczeliśmy, żadne z nas nie wykonało choćby najmniejszego ruchu. Dopiero teraz dotarło do mnie co tak naprawdę zrobił. 
‘’Nie on jednak jest niebezpieczny.’’
- Czy ty masz pojęcie co zrobiłeś? – spytałam stanowczym głosem.
- Tak mam i ty powinnaś kurwa o tym wiedzieć! – wrzasnął głośno – Nie jestem zwykłym chłopakiem ze zwykłego, pogodnego miasta. Jestem niebezpiecznym przestępcą z gównianego zaułka! Jeśli uważasz że to co przed chwilą zrobiłem było okropne, to znaczy że nic nie wiesz o mnie i o moim życiu. Całe moje życie to jedno wielkie gówno, w które jak już wejdziesz tak do końca nie wyjdziesz!
Jego słowa dobitnie sprawiły, że nie miałam – ba, nie potrafiłam – nic z siebie wykrztusić. Spuściłam wzrok na dół i dałam mu chwilę żeby się uspokoił z nerwów.
- Nie powinienem… – kontynuował bardziej opanowanym głosem – nie powinienem był ci pomagać. Nie powinienem był cię zabierać ze sobą. – oparł ręce o kierownicę i schował między nimi głowę. Mulat ciężko westchnął, a jego klatka piersiowa uniosła się w górę, po czym znów opadła.
- Zayn – delikatnie dotknęłam dłonią jego ramienia, żeby go czasem nie zdenerwować - to był mój wybór.
- Nie – od razu mi przerwał – to zdecydowanie był mój zły wybór. A tak  swoją drogą, dlaczego mi nie powiedziałaś, że twój ojciec jest prezydentem? Oh, czekaj, już wiem – podniósł wzrok na mnie i zaśmiał się ironicznie – Bałaś się że mógłbym zrobić coś strasznego jak porwać cię dla okupu, racja?
- Możliwe – odparłam niepewnie – a-ale mimo to chcę poznać ten twój świat.
Mulat spojrzał na mnie z miną ‘’chyba sobie żartujesz?’’ i parsknął śmiechem.
- Uwierz mi nie chcesz - odparł zimnym tonem, upijając łyka z kubeczka z kawą, po czym odstawił go na specjalne miejsce na napoje. – Nie wytrzymasz tam choćby jednego dnia, jak wcześniej ktoś cię przypadkiem nie zabije.

Przestraszyłam się na samą myśl o morderstwie, ale próbowałam zachować zimną krew. Zawsze chciałam poznać inny świat niż ten który mnie otaczał, kiedy mieszkałam z rodzicami. Chciałam być normalnym człowiekiem, ciężko pracującym i płacącym podatki jak wszyscy inni, a nie bogatą dziewczynką za którą wszystko robią służący. Taka jest prawda. Mamy pełno obsługi w domu. Jedni są od sprzątania, drudzy od gotowania, a trzeci robią coś jeszcze innego. Jest Roxy – moja prywatna służąca, chociaż ja i tak traktuję ją bardziej jak koleżankę, jest Henry – nasz lokaj, także mój dobry przyjaciel i wiele wiele innych osób, których imion nawet nie pamiętam.
- Chcę spróbować – oznajmiłam, a Zayn znowu się zaśmiał.
- Jesteś głupia, wiesz? – odpalił silnik, zmieniając bieg ze skrzyni biegów.
- Po prostu wolę ryzyko od ciągłego siedzenia i rozmawiania o polityce – stwierdziłam i poprawiłam pas, bo mnie uwierał.
Mulat już nic nie odpowiedział, tylko pokręcił głową i ruszył samochodem z miejsca z piskiem opon.

_________________
Jakiś dziwny mi się wydaje ten rozdział, ale niech już będzie xD
Dzisiaj dłuższy, taka odpłata ze te wcześniejsze krótsze.
Miłego czytania i komentowania :D
xx.

NA TWITTERZE POJAWIŁA SIĘ JO <KLIK>, NADAL SZUKAMY ZAYNA.

Edit
Nowy rozdział pojawi się jak uzbiera się przynajmniej 10 komentarzy. Spam zabroniony.

środa, 10 lipca 2013

05. I'm Zayn..



Jo’s POV

Wyszłam z łazienki, pozostawiając ją całą do dyspozycji jemu. Muszę w końcu poznać jego prawdziwe imię, bo inaczej będzie mnie to nękało wieczność. Włożyłam dzisiejsze ubrania do torby i położyłam się na łóżku, w tym czasie on zniknął za drzwiami do łazienki.
Jeździłam wzrokiem po całym pomieszczeniu, oglądając szarawe ściany z krajobrazami przedstawiającymi przyrodę z całego świata. Na jednym był majestatyczny mglisty obraz norweskich fiordów, skalistych dolin, w które wdarło się morze. Prezentowało się to przepięknie. Na drugim zaś czyste morze, którego fale z niewyobrażalną siłą uderzały o brzeg. Cała ściana przystrojona była takimi ozdóbkami.
Z transu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Machinalnie spojrzałam na miejsce gdzie leżała jego komórka, czyli na stolik nocny. Na ekranie wyświetlił się wyraźny napis ‘Harry’.

 Kto to jest? Z resztą co mnie to obchodzi.

*

Nie mogę spać, a myśl, że obok mnie leży ten chłopak nic a nic w tym nie pomaga. Wręcz przeciwnie pogarsza sprawę.
Nie mogę spać.
Spojrzałam machinalnie na zegar, który stał na nocnej szafce. 2:03. Westchnęłam i obróciłam się na plecy, by mieć lepszą widoczność na niego. Prędzej czy później będę musiała poznać jego imię. A na pewno jest seksowne tak jak cały on. Uh, głosie w mojej podświadomości najbardziej znienawidzony przeze mnie przymknij się! On jest niebezpieczny.. ale za jaki to seksowny!

- Śpisz? – na szczęście zamilkł, a ja powróciłam na ziemię słysząc głos mulata.
Pokręciłam poziomo głową.
- A ty? – zaśmiał się na moje pytanie i wypowiedział ciche ‘nie’.
- Jak masz na imię, mała? – zapytał.
Przysięgam, że jeśli jeszcze raz powie do mnie mała to nie wiem co mu zrobię. Choć pewnie i tak nie miałabym z nim większych szans.
- Jo i mówiłam ci już, nie nazywaj mnie ‘małą’ – odparłam, a moje usta ścisnęły się w wąską linię.
- A co denerwuję cię to, Jo ? – stwierdził z kpiną, specjalnie podkreślając ostatnie słowo. Złowieszczo zaśmiał się pod nosem.
Świnia. Seksowna, bezczelna, arogancka świnia.
- Nie, denerwujesz mnie ty – oznajmiłam i skrzyżowałam ręce na piersi, mrużąc oczy.
- Denerwuję cię bo jestem seksowny? – posłał mi zadziorny uśmiech. Ten koleś zaczynał poważnie działać mi na nerwy. Jeszcze te jego gadki.. Ale wciąż był seksowny.
- Zamknij się – rzuciłam ponurym tonem, chociaż zabrzmiało to mniej więcej jak bunt nastolatki w okresie intensywnego dojrzewania.
Mulat tylko zaśmiał się pod nosem, a ja rozmyślałam o ciszy, która chwilę potem zapadła między nami, kiedy leżeliśmy obok siebie.
- A ty? – przerwałam ją i niepewnie spojrzałam w jego kierunku.
Chłopak zmarszczył brwi w wyrazie lekkiego zdezorientowania.
- Co ja?
- Jak masz na imię – wyjaśniłam, przerzucając oczami.
- Wątpię, czy chcesz znać moje imię – odpowiedział tajemniczo i zarazem mrocznie, przez co się lekko wzdrygnęłam. Chciał mnie jakoś spłoszyć, ale ja nie miałam zamiaru sobie odpuścić.
- Ty znasz moje, więc ja również chciałabym poznać twoje – powiedziałam, zdobywając się na odwagę. W odpowiedzi usłyszałam jego śmiech, do którego z resztą mogłabym się już przyzwyczaić. Słyszałam go dzisiaj już chyba z ponad trylion razy. I pewnie jeszcze nie raz usłyszysz.
- Jesteś dosyć odważna w porównaniu do reszty dziewczyn jakie spotykałem w życiu. – posłałam mu spojrzenie.
- Tylko dlatego że nie pozwalam sobą pomiatać? - uśmiechnęłam się szyderczo, ale trudno mi było utrzymać na nim wzrok, bo naprawdę był cudowny.
Zaśmiał się i podparł dłońmi o swoją poduszkę.
- Przecież nikt tobą nie pomiata – podniósł wzrok na mnie, przez co nasze spojrzenia się skrzyżowały. Momentalnie uciekłam gdzieś indziej, byle tylko nie patrzeć w te magiczne oczy.  Bo mogło by się źle to skończyć.
- Zayn, jestem Zayn – mruknął cicho, na co natychmiast zareagowałam i jednak obróciłam głowę w jego stronę.
Nasze spojrzenia ponownie się spotkały, a on uśmiechnął się nonszalancko.
- Swoją drogą nigdy nie spotkałem kogoś z takim imieniem. Jo – zaczął, kiedy nic nie odpowiedziałam – Ładne i oryginalne – dodał.
- Dziękuję, chyba – odpowiedziałam z lekką niepewnością.
Mulat wymamrotał pod nosem  liche ‘proszę’, a ja wróciłam do swojej wcześniejszej pozycji, kończąc naszą rozmowę.
Wgapiałam się w sufit i próbowałam w jakikolwiek sposób zasnąć, lecz nic z tego. Widocznie nie jest mi dzisiaj dane wyspać się. Westchnęłam głęboko, wiercąc się na łóżku.
- Przestań się wiercić – warknął Zayn.
- A co denerwuje cię to? – użyłam jego własnych słów przeciwko niemu.
Jego reakcja przerosła moje oczekiwania.  Myślałam, że choć trochę się wkurzy na mniej, ale on jednak zrobił coś innego - moje słowa przywiodły łobuzerski uśmiech na jego twarz.

Czemu on musi się uśmiechać nawet wtedy, kiedy próbuję go zezłościć? To nie fair.  Ze mną idzie mu o wiele łatwiej.
Dlaczego jestem taka łatwa do zdenerwowania?

 

Zayn’s POV

Wycie syren, 
to jedyna rzecz jaką teraz słyszałem. A nasilało się to z każdą kolejną sekundą.
Czekaj. Wycie syren? Kurwa.

Szybko podniosłem się z łóżka i nieco uchyliłem zasłony w oknie. To co tam zobaczyłem, natychmiast wybudziło mnie do końca ze snu. Na parking właśnie wjeżdżał radiowóz policyjny z dwoma, masywnymi policjantami w środku.
- Jo, wstawaj. Musimy wiać! – krzyknąłem i w pośpiechu chwyciłem jej czarną torbę. Dziewczyna nawet nie drgnęła na moje słowa. Spała jak zabita. Szybkim krokiem podszedłem do łóżka i szturchnąłem jej ramię. Nadal nic. Musiała być nieźle zmęczona.
Westchnąłem, kiedy usłyszałem trzask drzwi od samochodu. Nie mając większego wyboru delikatnie wziąłem ją na ręce i ruszyłem w stronę tylnego okna, wychodzącego na ogromne pole. Dziewczyna przylgnęła do mnie, wtulając się w mój tors ani na chwilę nie podnosząc powiek.
Szybko i starannie przerzuciłem nogi przez framugę okna. Na całe szczęście pokój był na parterze, tak że spokojnie można było z niego uciec.

Gdy byliśmy już na zewnątrz, kilkanaście metrów od budynku, przypomniałem sobie o kasie. Jednak było już za późno, gdyż policjanci wykrzykiwali z rozkazem natychmiastowego otworzenia drzwi.
- Kurwa – przeklnąłem, wiedząc że Harry mnie zabije jak tylko dojadę na miejsce. Już po mnie. Kurwa.

____________________
Przepraszam, że piszę takie krótkie ;( x


Edit.
Kolejny będzie nieco dłuższy.

poniedziałek, 1 lipca 2013

04. Sclerosis & other worries.


Jo's POV

Jechaliśmy dobrą godzinę aż zatrzymaliśmy się przy niewielkim przydrożnym motelu..W co ja się wpakowałam? Mogłam teraz leżeć wygodnie w łóżku i smacznie spać, a nie uganiać się po nieznanych miastach z jakimś ledwo poznanym mężczyzną, który w dodatku był niebezpieczny. Tak, wyjechaliśmy z mojego rodzinnego miasta, podążając w nieznane mi dotąd strony.
Ów motel nie był zbytnio.. elegancki. Jeśli to coś motelem w ogóle można nazwać. Zupełne odludzie, dookoła nic tylko nieliczne krzewy i małe połamane drzewka. Jakaś stara obskurna rudera. Eh, oby lepiej wyglądał nasz pokój ‘motelowy’.

Mulat zaparkował swój motor tuż obok drzwi do rychłej recepcji, po czym oboje wysiedliśmy. Udając się w stronę drzwi, posłał mi krótkie spojrzenie mówiące że mam iść za nim. Tak też zrobiłam, nie chcąc mu się zbytnio narażać. Weszliśmy do słabo oświetlanego pomieszczenia. Przed nami stała lada, a na niej leżał dzwonek, wzywający obsługę i kilka czasopism. Kiedy mój wzrok padł na nie od razu oczy mi się rozszerzyły. Automatycznie zawstydziłam się, widząc roznegliżowaną kobietę o blond włosach na okładce. Szybciutko spuściłam głowę w dół, słysząc cichy pobłażliwy śmiech.
- Nigdy nie widziałaś PlayBoy’a czy co? – o dziwo jego ton nie był taki zimny i tajemniczy jak przedtem.
Spojrzałam na niego, ale natychmiast tego pożałowałam, gdyż jego czekoladowe tęczówki były niesamowicie piękne. Nie mogłam oderwać od nich wzroku, nawet wtedy kiedy poszedł do nas facet po pięćdziesiątce. Chłopak poprosił o klucz do jednoosobowego pokoju. Dopiero wtedy się ocknęłam.
- Jak to jednoosobowy? Nie zamierzam spać z tobą – odezwałam się, na co obaj skierowali wzrok na mnie.
- Nie będę wydawać na ciebie dodatkowych pieniędzy tylko dlatego że nie odpowiada ci pokój. – warknął, wyjmując określoną sumę pieniędzy.
Kiedy już miał ją podać mężczyźnie, wyciągnęłam w ich stronę dłoń, jednocześnie nie pozwalając na przekazanie sobie gotówki.
– Kurwa, cofnij tą rękę – mruknął dość opanowanym głosem.
Mimo że bałam się jego reakcji na moje słowa, tak bardzo chciałam je wypowiedzieć. Nawiązałam z nim kontakt wzrokowy, co było ogromnym błędem.
- N-Nie – wyjąkałam, po czym jeszcze raz powtórzyłam – Nie, ni.. – niestety nie zdążyłam skończyć, gdyż chłopak jak gdyby nigdy nic przerzucił mnie przez swoje ramię. – Puść mnie!
Zaczęłam wymachiwać nogami i uderzać pięściami w plecy mulata, tyle że to nic nie dawało. Chłopak zapłacił lekko zszokowanemu i zdziwionemu facetowi, posyłając sztuczny uśmiech. Ja nadal siłowałam się z nim, choć z góry wiedziałam że nie mam z nim żadnych szans. Syzyfowa praca? Coś w tym rodzaju.

Przekroczył próg naszego wspólnego pokoju, wchodząc do niego głębiej. Jednym kopniakiem zamknął za nami drzwi, wywołując głośny trzask rozchodzący się po całym pomieszczeniu. Nie wiem czy zrobił to specjalnie czy przypadkowo, ale tak nagle jego ręka, podtrzymująca mnie u góry, zjechała z pleców na mój tyłek. Tak czy siak nie spodobało mi się to, przez co pisnęłam z niezadowolenia.
Poczułam że lecę w dół, toteż machinalnie uczepiłam się jego szyi. Widziałam, że nie za bardzo się spodziewał tego ruchu z mojej strony, więc oboje wylądowaliśmy na łóżku. Rzecz jasna on na górnej pozycji. Był strasznie blisko mojego ciała, wręcz za blisko.
- Co ty wyprawiasz do cholery? – mówiąc to zaśmiał się, podnosząc nieco na rękach, umiejscowionych po obu stronach mojego ciała.
Zachował niewielki dystans między nami, bezczelnie się uśmiechając. Był kilkanaście centymetrów od mojej twarzy, a ja nawet nie znałam jego imienia. Bawił się ze mną, próbował mnie jakoś zgiąć. Najgorsze było to że wciąż przebywał na wygranej pozycji. Nie chciałam mu dawać tej satysfakcji, ale te jego oczy. Działały na mnie hipnotyzująco i pociągająco. Mimo wszystko ostatnimi resztkami moich sił psychicznych zdołałam go jakoś odepchnąć. Wylądował na drugiej stronie łóżka. Zła na niego, a także na siebie za to że nie potrafiłam się mu oprzeć, zmieniłam pozycję na siedzącą i poprawiłam swoje włosy.
- Oj mała, nie wiesz co tracisz –stwierdził zmysłowym głosem, a moje ciało przebiegły liczne dosyć przyjemne ciarki.
- Nie jestem mała –krzyknęłam, jakby cała obawa i strach przed nim zniknął.
Nie bałam się mu przeciwstawić, choć nadal nie wiedziałam jak niebezpieczny może być. Możliwe że chłopak wyczuł moją niezwykłą pewność siebie co do niego, nie szczędząc sobie pobłażliwego uśmieszku.
- Cokolwiek powiesz pani – odparł z wyczuwalnym sarkazmem, rozkładając ręce. Przewróciłam oczami i wstałam z łóżka, ruszając w kierunku łazienki. Ostatni raz spojrzałam w jego stronę, by zobaczyć jak ‘grzebie’ w swoim telefonie, po czym zatrzasnęłam za sobą drzwi. Zapiszczałam, starając się zrobić to jak najciszej, żeby tamten mnie nie usłyszał, widząc wnętrze pomieszczenia. Boże, jeszcze nigdy przenigdy nie byłam w tak obleśnym miejscu jak ten. Prysznic, toaleta, umywalka wchodziły prawie że jedno na drugie. A na kafelkach ściennych gdzie nie gdzie widoczny był dziwny, ohydnie wyglądający osad.. jeśli nie jest to pleśń. Ble! Wzdrygnęłam się, przeglądając w lekko roztrzaskanym po bokach lustrze. Zdjęłam z siebie ubrania, po czym z niepewnością odkręciłam prysznic. Na szczęście chociaż wodę mają tutaj czystą i gorącą. Chyba jedyna zaleta tego miejsca.

Po kąpieli, która poprawiła mój nastrój, owinęłam się w mięciutki, karmelowy ręcznik, po czym wyszłam z kabiny prysznicowej. Z zadowoleniem stwierdziłam, że wyglądam o niebo lepiej… lepiej niż wygląda moja obecna sytuacja. Zostałam porwana, choć nie wiem czy to jednak można nazwać porwaniem. Choćby dlatego że sama tego chciałam, z własnej woli jestem teraz tutaj. Gdybym nie poprosiła go o pomoc, nie zawiózł by mnie gdzieś daleko od mojego rodzinnego miasta i zamiast brać prysznic w jakiejś obskurnej ruderze, relaksowałabym się w wygodnej wannie z bąbelkami i innymi odprężającymi rzeczami.
Jestem tutaj tylko z powodu mojej głupoty i niepohamowanej chęci poznania innego życia, świata.
Wysunęłam rękę z zamiarem zgarnięcia mojej piżamy, lecz zorientowałam się że jej nie ma. Widocznie zapomniałam ją wyjąć z torby, a ta została w pokoju na drewnianej szafeczce obok drzwi. To oznacza, że pozostaje mi tylko jedno -  będę musiała tam wejść i pokazywać się nieznajomemu chłopakowi w samym ręczniku.
Nie zbyt mi się podoba te wyjście, ale trudno. Teraz mogę winić tylko moją cholerną sklerozę!
Nacisnęłam klamkę i pewnym, aczkolwiek pospiesznym krokiem weszłam do pokoju. Skierowałam się w kierunku mojej czarnej torby, czując jak mulat dokładnie obserwuje mnie swoim wzrokiem. Kiedy szukałam w niej mojej piżamy, kątem oka widziałam jak seksownie zagryza dolną wargę na mój widok. Czułam się skrępowana przez to jego ciągłe wgapianie się tym strasznie podniecającym, a zarazem niebezpiecznym wzrokiem zabójcy. Wreszcie znalazłam upragnione ubranie i wróciłam do łazienki, gdzie dokończyłam wieczorną toaletę.


Zayn’s POV

Po tym jak ona wyszła z pokoju, zadzwoniłem do Harrego, powiadomić go o niewielkim spóźnieniu w związku z dojazdem.
- Stary, mam nadzieję że za kilka godzin będziesz, bo słyszałem że gliny coś wyniuchały. Lepiej by było żebyś jak najszybciej dotarł do nas. – złapałem się za głowę, spuszczając ją w dół i klnąc pod nosem. – Co to ‘kurwa’ miało oznaczać?
- Nie wyrobię się dzisiaj, najwyżej jutro rano – oznajmiłem, przez co Harry nie był zbytnio zadowolony.
- Psy dowiedziały się czegoś o dzisiejszym zamówieniu i przeszukują wszystkie tereny, począwszy od źródła informacji, czyli Washington’u, a ty mi kurwa mówisz że dzisiaj nie dojedziesz?! Jak złapią cię to wszystko pójdzie w pizdu!
-Wiem, ale nie mogę do cholery! Mam pasażera na gapę. - powiedziałem cichszym głosem, uważając, żeby dziewczyna czasem nie usłyszała naszej rozmowy.
- Pasażera na gapę? Ocipiałeś? – mimo że go nie widziałem, wiedziałem dobrze, że Harry kipie cały ze zdenerwowania. – Co jeśli ten dupek wygada coś glinom…
- To dziewczyna – przerwałem mu z impetem, czekając na jego reakcje.
- Dziewczyna? – zapytał, a ja przytaknąłem, rozglądając się po całym pokoju. – Po co ją zabrałeś?
- Długa historia – stwierdziłem, kiedy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. – Będę jutro, cześć. – szybko rzuciłem i rozłączyłem się, nie dając mu nic powiedzieć. Blondynka wyszła z łazienki, rzucając mi przelotne spojrzenie i idąc zapewne do torby po swoją piżamę. Jej delikatny i niewinny sposób poruszania się i idealne proporcjonalnie ciało sprawiało że nie mogłem oderwać od niej wzroku. Moje wszystkie zmysły wzmacniały się. Była taka piękna, jej bujne blond włosy, zielone oczy i oliwkowa cera, jej figura była wprost idealna. Była bardzo zgrabna. Jeszcze nigdy w życiu żadna kobieta nie działała na mnie w sposób w jaki działa na mnie ta dziewczyna. Zagryzłem wargę i nim się obejrzałem jej już nie było w pokoju.
Co się ze mną dzieje? Niech to szlag!