czwartek, 21 sierpnia 2014

18. The Black Abyss.

 Louis' POV
Zatrzasnąłem za sobą drzwi z hukiem, ze zdenerwowaniem pocierając palcami lekkie zmarszczki utworzone na czole. Kurwa, nie powinienem był jej tego mówić. Czuję, że to było złe posunięcie. Złe jak diabli, ale ona wciąż cholernie patrzyła na mnie tym swoim cholernym, niewinnym i błagalnym wzrokiem. Coś we mnie zmiękło. Możliwe, że wciąż na mnie mocno działa. Ona, jej towarzystwo, bolesne spojrzenie, te orzechowe oczy i blond włosy. Kiedyś to w niej kochałem..
- Lou, telefon..
Podniosłem wzrok na stojącego obok Dan`a. Trzymał w ręce moje BlackBerry, wysuwając je na spotkanie z moją dłonią. Zobaczywszy moją zagniewaną, zmieszaną minę, prędko zmarszczył brwi i odszedł. Więc oparłem się jedną ręką o ścianę, drugą przyłożyłem telefon do ucha.
- Słucham..
- Myślałem, że coś sobie już wyjaśniliśmy - warknął głos po drugiej stronie. Na mojej twarzy pojawił się ogromny grymas. Nie miałem teraz najmniejszej ochoty na jaką kolwiek konfrontację, tym bardziej przez telefon.
- Jeb się, stary.
- Kurwa, zawarliśmy um..
Tyle zdołał biedaczek wypowiedzieć, gdyż nacisnąłem czerwony przycisk, oznaczający koniec rozmowy. Ale gówno mnie teraz obchodziło jak bardzo musiał się przez to wkurwić i pewnie tego później pożałuję..

Jo's POV
Tej nocy znów nawiedziła mnie chmara snów. Jednak tym razem nie były one przerażającymi koszmarami, jakie to zazwyczaj miały miejsce co noc. Dzisiaj było inaczej.
Weszłam do sali balowej, przyozdobionej różnymi pozłacanymi tasiemkami i orchideami w wazonach. W powietrzu można było wyczuć woń najdroższych perfum zmieszanych ze sobą. Każda osoba z maską na twarzy pachniała inaczej, ale to nie znaczy, że gorzej. Ten zapach był specyficzny. Był zapachem, który otaczał wszystkie bogate przyjęcia.

Rozejrzałam się po sali, natrafiając swoim wzrokiem na wysokiego bruneta w smokingu. Nie mogłam rozpoznać jego twarzy, gdyż również spowiła ją srebrzysto-złota maska. Czy to bal maskowy? A czy ja mam maskę? Dotknęłam swoich policzków, z żalem dotykając tylko nagiej skóry. Chłopak ułożył swoje wargi w delikatnym uśmiechu i podążył w moją stronę. 
- Witaj, princesso.. - wyszeptał.
Ujął moją dłoń, przykładając ją sobie do ust. Zarumieniłam się, nie będąc w stanie ani trochę kontrolować swojego zachowania. Coś mną sterowało i mówiło co mam robić. 
Nieznajomy przyłożył swoje usta do mojego policzek, składając na nim najdelikatniejszy pocałunek. Był na tyle delikatny, że aż przeszły mnie po nim dreszczyki. Gdy odsunął się na bezpieczną odległość, zaprowadził mnie na parkiet. Ja jak oczarowana po owym pocałunku, dałam się poprowadzić. Wszystko wokół nas stanęło w miejscu. Zupełnie jakby czasu zatrzymał się w tym jednym momencie. Wpatrywałam się wciąż w jego twarz, szukając jakiejkolwiek podpowiedzi. Za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się kim jest ten tajemniczy typek. Przybliżyłam się do niego tak, że miałam świetną okazję na wyłapanie koloru jego oczu. Były.. czarne?  Jak to możliwe? Czy znam kogoś z czarnymi tęczówkami jak węgielki? 
- Twoje oczy.. - wypaliłam niepewnie, przyglądając mu się. Chłopak spiął się pod naciskiem moich palców na barkach, więc rozluźniłam go. 
- Nie patrz w nie. - powiedział dopiero po chwili.
- Dlaczego? 
Jego mina stawała się coraz to poważniejsza z małą nutką smutku.
- Są czarne.. Czarne jak otchłań, która wciąga każdą ofiarę.
Przyglądałam mu się z zaciekawieniem, kiedy mruży oczy, a jego rzęsy spokojnie opadły na moment na skórę.
- Otchłań nie jest przeznaczona dla ciebie, Jo. Nie możesz się w niej zapaść. Musisz zostać przy swoich bliskich. Nie narażać ich na to samo, w czym ty możesz wylądować.
Mimo iż wiedziałam, że te słowa mają ogromne znaczenie, nie mogłam pojąć o co tak naprawdę chodziło. Co ten sen chciał mi przekazać?
- Nie rozumiem. - wydukałam mało słyszalnie. Nieznajomy w masce uśmiechnął się smutno i odsunął dłonie, które wcześniej obejmowały talię. 
- Wkrótce zrozumiesz - wyszeptał z tajemniczym tonem, po czym dodał. - Zapewne zastanawiasz się kim jestem.. Chcesz wiedzieć? 
Po chwili zastanowienia skinęłam głową na jego słowa. Nim się obejrzałam chłopak zdążył umieścić ręce z tyłu głowy, rozwiązując sznureczek, potrzymujący maskę przy twarzy. Już za moment miałam się dowiedzieć kim jest tajemniczy nieznajomy, przemawiający do mnie i dający mi ostrzeżenie. Jego maska zsuwała się z twarzy, a ja poczułam szarpnięcie. 
Natychmiast rozwarłam oczy, by chwilę później ujrzeć przed sobą Scarlett. Co do cholery? 
- Laska, zbieramy się.. - popędziła mnie, pomagając mi wstać z zimnej podłogi. Zdezorientowana rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nadal to samo co przed snem. Czyli.. to pomoc. Zayn przyszedł. Przyszedł po mnie. Tylko co robi tu Scarlett. Chyba sama tu nie trafiła.. Mimowolnie uśmiechnęłam się w duszy na samą myśl o ratunku oraz Zaynie i chwyciłam mocno dłoń przyjaciółki.
- Musimy stąd wyjść jak najszybciej. Zayn rozprawia się z nimi. - wymamrotała i wyciągnęła mnie z piwnicy, w której byłam przetrzymywana. Po moim ciele przeszły ciarki, kiedy biegłyśmy jakimś ciemnym, chłodnym korytarzem. Jednak myśl o tym, że za kilka chwil wydostanę się na świeże powietrze, rozgrzewała mnie dosadnie. Chwila, a Zayn? Nie możesz go tak zostawić. Podpowiedziała moja podświadomość. Prawda.. Nie mogę go tu zostawić samego. Przystanęłam tuż przy drzwiach, zdziwiając tym zachowaniem dziewczynę. Uniosła brew w pytającym geście.
- Jeśli on tam jest, musimy mu pomóc.. - na moje słowa Scarlett pokręciła głową i po cichu otworzyła drzwi.
- Zayn wyraźnie kazał mi cię wyprowadzić stąd. Bez względu jak bardzo będziesz się upierać. - przytrzymywała klamkę,  patrząc na mnie.
- Ale może..
- Zaynowi nic nie będzie.
Westchnęłam ciężko i poddałam się. Scarlett wyprowadziła nas z budynku, prosto do lasku. Szłyśmy po nachylonej powierzchni, schodząc w dół gdzie za drzewami widniał już mały potoczek. Przytrzymywałam się każdej kory drzewa by nie upaść w przód. Idąc przede mną, ubezpieczała mnie również przed tym Scarlett.
Gdy byłyśmy już przy brzegu, przycupnęłam na kamieniu i nabrałam wody w dłonie, by obmyć twarz. Byłam brudna i posiniaczona, ale cóż się dziwić. Dopiero co uciekłam od psychicznych porywaczy, którzy byli.. psychiczni. Westchnęłam pod nosem i syknęłam kiedy dotknęłam palcem rozciętej wargi. Na szczęście nie sączyła się z niej krew. Rana zdążyła zaschnąć.
Scarlett przysiadła z boku i przyglądała mi się uważnie. Wzrok skierowała na moją twarz. Od razu na jej ustach pojawił się grymas. 
- Wyglądasz tragicznie..
Zaśmiałam się cicho i oparłam o kamień kolanem.
- Dziękuję ci za tą jakże wspaniałą informację. - wypowiedziałam te słowa z cichym, rozbawionym mruknięciem, na co dziewczyna speszyła się odrobinę. - Spokojnie, wiem to i nie musisz przepraszać. 
Pokiwała głową, biorąc w dłoń kawałek trawy. Zaczęła go miętosić we wszystkie strony. 
- Przykro mi po prostu - opuściła głowę w dół. - To tak jakby moja wina. Gdybym cię nie wyciągnęła do tego klubu.. 
Natychmiast jej przerwałam, sadzając swoje cztery litery tuż przy jej boku. 
- Nie mogłaś tego przewidzieć. Zresztą sama tego chciałam. Prosiłam cię o to, prawda? 
Wzruszyłam lekko ramionami, siląc się na jakikolwiek uśmiech. Odwzajemniła uśmiech i nagle przytuliła mnie mocno. Mruknęłam cicho z bólu jaki wywołała w moich żebrach. Słysząc to, odsunęła się i wymamrotała ciche ‘przepraszam’. Och, Scarlett..
Usłyszałyśmy cichy szelest liści i kroki za nami. Obie jak na zawołanie odwróciłyśmy głowy w tamtą stronę, myśląc o najgorszych scenariuszach, które mogły się teraz wydarzyć. Jednak to nie był ani Louis, ani Nathan, ani żaden z porywaczy, co przyniosło mi wyczekiwaną ulgę.
Przed nami stał w pełnej swojej okazałości, w lekko zakrwawionym czarnym t-shirt’cie i skórzanej kurtce, Zayn.. 


***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ 
tylko tyle od was chcę :D

sobota, 2 sierpnia 2014

17. The Hard Truth.

- Kurwa, powinien być już tu wczoraj.. myślałem, że za wszelką cenę chce ją odzyskać – mruknąłem pod nosem, odpalając fajkę. 
Czasami musiałem wyluzować, problem w tym że często kończyło się to źle. Nathan pokręcił głową, obserwując mnie z lekkim rozbawieniem.
- Spokojnie, daj mu czas.
Jak on może być tak spokojny?
- Daj mu czas, kiedy nas kurwa zaatakuje z zaskoczenia. – przewróciłem oczami i zaciągnąłem się dymem.
- Wyluzuj, stary. Wszystko jest gotowe, nic nie może pójść inaczej jak zaplanowałem.
Rozwalił się na kanapie, włączając telewizor.
- Lepiej sprawdź co u naszej panienki.. –skinął na mnie głową.- Pociesz ją czy coś.
Poruszył brwiami szczerząc się. Już nic nie odpowiedziałem, podszedłem do drzwi prowadzących do piwnicy. Schodząc po drewnianych skrzypiących schodach, zgasiłem papierosa o ścianę. Na koniec przydeptałem go stopą, kiedy opadł na podłogę.
- Jak samopoczucie? – uśmiechnąłem się wrednie do dziewczyny. 
Prychnęła pod nosem i bardziej podkuliła nogi, siedząc pod ścianą. 
– Widzę że dobre..
- Idź stąd. – odparła cicho. 
Zaśmiałem się pod nosem, podchodząc bliżej.
- A co będę z tego miał?
- Gówno.
Schowała twarz między kolana.
- Niegrzeczna – pokręciłem głową, sztucznie wzdychając.
Złapałem palcami jej podbródek i gwałtownie skierowałem w swoją stronę.
- A pomyśleć, że jeszcze kiedyś błagałaś mnie o więcej.
Mruknęła z niezadowoleniem i wyciągnęła ręce w przód, by mnie odepchnąć. Prychnąłem z jaką siłą to zrobiła. O mamo, trzymajcie mnie, Kurwa lecę. Ten sarkazm.
- Stałaś się małomówna.
- A ty nadal jesteś pojebany. – Warknęła cicho.
Spiąłem się lekko, patrząc na nią. Automatycznie chwyciłem ją za łokieć, podnosząc z podłogi. Spotkałem się znów z jej niezadowoleniem, ale mało mnie to teraz obchodziło.
- Nawet nie wiesz jak pojebany mogę się jeszcze stać.
Zganiłem ją, posyłając groźne i chłodne spojrzenie. Dziewczyna chwiejnie stała o swoich siłach i odwracała wzrok ode mnie.
- Nienawidzę, kiedy mnie ignorujesz. Spójrz na mnie. – Syknąłem, trząsając jej ramieniem. Niepewnie podniosła wzrok na mnie. Był wykończony, pełny bólu. Zagryzłem wargę i tym razem ja go odwróciłem. Jakimś cholernym cudem nie mogłem go znieść. Nie tego bólu, nie w jej oczach. Kurwa.
- Louis.. – odezwała się. O nie. Zaczyna się. – Proszę, wypuść mnie – powiedziała cichutkim głosem, a mnie coś ścisnęło w sercu. Pociągnąłem ją w stronę skórzanej, poszarpanej kanapy. Usadziłem ją na niej.


- Nie, kurwa, Jo. Nie zamierzam cię nigdzie wypuszczać, dopóki nie zjawi się Malik. Z resztą musimy wziąć okup.
Zmarszczyłam brwi. Czemu wszyscy się uparli na ten okup? Przewracam oczami wraz z moją ukrytą, lecz zaciekawioną podświadomością. Zaciekawioną tym skąd oni się znają. On i Zayn. Współpracowali ze sobą? Jeśli tak, to dlaczego są teraz w osobnych, rywalizujących ze sobą.. gangach. To zbyt skomplikowane albo jestem na tyle wykończona, by normalnie funkcjonować. Ehh.. Louis rozejrzał się na wszystkie strony aż w końcu utkwił wzrok na tacy z jedzeniem.
- Czemu nic nie tknęłaś? – warknął cicho.
- Nie mam apetytu – wymamrotałam od razu, a on zmrużył oczy.
- Musisz jeść, musisz mieć siłę.
Niczego nie muszę Panie Co-z-Tego-Będę-Miał.
- Po co? I tak mnie wykończycie prędzej czy później.. – podkuliłam się na kanapie. 
Dlaczego tak nagle się tym tak przejmuje? Tak czy siak daje mi to niewielką władzę nad nim. Jeśli mu na mnie wciąż zależy.. Nie, to niemożliwe. Nie zostawił mnie bez powodu. I tak nagle wszystkie wspomnienia powróciły jak błysk jasnego gromu. Spotkania, pocałunki.. Jego śmiech, zadowolony i wesoły Louis, był moim ulubionym. Wszystko jednak zniknęło w jednym momencie. Jedno mnie tylko zastanawia. Dlaczego mnie zdradził? Dlaczego nie powiedział mi tego osobiście? Dlaczego musiałam się dowiedzieć o jego odejściu od ojca? To wydaje się być lekko podejrzane aż do dzisiaj. A może się zapytać? Odpowie mi? Cholera. Chcę wiedzieć. Tak bardzo.
Usłyszałam jak wzdycha cicho i przeczesuje palcami włosy. Na powrót stał się chłodny.
- Zjedz to. – nakazał i skierował się do drzwi. Nie.. Muszę się dowiedzieć.
- Louis – wymsknęło mi się z ust, na co zatrzymał się. – Powiedz mi..
- Powiedzieć, co?
Zmarszczył brwi, przyglądając mi się. Zawahałam się przez chwilę i oparłam głowę o zagłówek. – Odpowiedz.
- Czemu mnie zdradziłeś? – wyszeptałam. Louis spojrzał na mnie jakby się nad czymś zastanawiał, po czym zajął miejsce obok mnie. Wbiłam w niego wzrok, oczekując odpowiedzi.
- Chcesz znać prawdę? – pokiwałam natychmiast głową – Nie zdradziłem cię nigdy.
Co? Jego odpowiedź mnie nieco zdziwiła. Ale nie wiem czy mogę mu tak po prostu uwierzyć, z drugiej strony po co miałby teraz kłamać? I tak wszystko między nami jest.. skończone.
- J-jak to?
- Tak to. Chciałaś prawdy to masz.
Wstał z kanapy nerwowo zagryzając wargę. Nie, nie teraz.
- To dlaczego ojciec powiedział mi co innego? – szybko wypowiedziałam na jednym tchu.
- Twój ojciec cię okłamał. Wyrzucił mnie ze swojego i twojego życia, nie zostawiając nic w zamian. A wszystko tylko dlatego, bo moi rodzice.. – urwał na moment, a ja widziałam prawie niezauważalny smutek w jego oczach.
- Zginęli?
- Tak. Cały majątek został przypisany Dean’owi.
Och. Nie mogłam wierzyć jego słowom. Mój ojciec zawsze był przewrażliwiony na punkcie pieniędzy i ludzkiego statutu, ale nie sądziłam że posunąłby się aż do tego stopnia.
- Czyli.. mój ojciec zaplanował twoje odejście – przytaknął – A ty nic nie zrobiłeś i tak po prostu odszedłeś?!
Wpatrywałam się w niego rozgniewanym wzrokiem. Nie mogłam pojąć tego wszystkiego. Cholera. Nie wiem na kogo w tym momencie jestem bardziej zła – czy na ojca czy na bruneta siedzącego przy moim boku.

- Wystarczy.- warknął. 
A za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zatrzasnąć drzwi od piwnicy, zostawiając mnie samą ze swoimi przemyśleniami. 

_______________________________
Hello :D 
Wiem że dłuuuuuugo to trwało, ale wracam do pisania. Z lepszym nastawieniem i nowymi pomysłami. Dzisiaj rozdział może być taki byle jaki, ponieważ pisany na szybko, niesprawdzany, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle. Następny rozdział przewiduję za kilka dni. 9 wyjeżdżam więc postaram się napisać jak najwięcej w ten tydzień. Na wakacjach też postaram się wchodzić i coś pisać. Podsumując, biorę się mocno za robotę :) 

Teraz sprawy mniej ważne, ale jeśli jesteście chętni to możecie poczytać :D
A więc: 
Na Escape przewiduję z 22-25 rozdziałów, po czym biorę się za pisanie kolejnej serii. Oczywiście pod warunkiem, że będziecie chcieli to jeszcze czytać. Ogółem zaplanowałam sobie 3 serie, ale nie wiem czy to wypali. To chyba na razie wszystko. Jeśli macie jakiekolwiek pytania odsyłam was do zakładki Questions. 
Dziękuję że jesteście xx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ