sobota, 25 maja 2013

01. I want to get out of here.


Jo’s POV

Mija kolejna godzina obrad sejmu, a ja pochłonięta lekturą, leniuchuję w swoim łóżku. Zazwyczaj jestem skromną osobą i nie lubię się chwalić, jaką to mój tata ma posadę w parlamencie. Ale nawet często nie muszę tego robić, ponieważ niemal połowa mieszkańców mnie rozpoznaje, chociaż by na mieście czy na ulicy. Jeden do drugiego szepcze ‘Patrz! To córka prezydenta!’, niemiłosiernie się przy tym zachwycając na mój widok. Jakbym była nie wiadomo kim. No bo jesteś.. Jesteś córką Richard’a Eileen’a – najważniejszej osoby w kraju.- podpowiadał irytujący głosik w moim umyśle.
Nawet nie wyobrażacie, jak to ciężko jest być kimś takim. Na każdym kroku jesteś obserwowana przez własną grupkę ochroniarzy, całą służbę oraz co najgorsze natrętnych paparazzi. Media wyśledzą każdy twój ruch, każde miejsce i czas pobytu, czekając tylko na jakąś niemoralną wpadkę. To wywiera naprawdę ogromną presję na człowieku. Świadomość, że możesz wylądować na okładkach ponad 10 czasopism, popełniając choćby malutki, tyci błąd, stresuje bardziej niż występ na żywo w telewizji, którego miałam już okazję doświadczyć. Ogólnie całe moje życie jest publiczne. Nie ma najmniejszych szans, abym mogła spokojnie zjeść lunch gdzieś na mieście, gdyż wzrok wszystkich obecnych skierowany jest na moją osobę.
Do tego wszystkiego, by jeszcze bardziej utrudnić mi życie gdziekolwiek pójdę muszę mieć przy sobie grupkę własnych ochroniarzy. Standardowo są to Ryan i Paul. Ryan to wysoki, umięśniony blondyn o niebieskich oczach. To właśnie on nigdy nie spuszcza ze mnie wzroku. Mówi o sobie ‘sokole oko’. A Paul to również wysoki i nieźle zbudowany mężczyzna o czarnych, krótkich włosach i zielonych, kocich tęczówkach. Paul często odpowiada za podejmowanie za mnie własnych decyzji, które to są najkorzystniejsze i najbardziej należyte jak dla mnie. I mimo że staram się mu sprzeciwić, on nie zmienia zdania, zarządzając koniec tematu.
Momentalnie drzwi do pokoju zaskrzypiały, a w nich po chwili ukazała się drobniutka postać.
- Jo, ojciec kazał cię wezwać do siebie – oznajmiła Roxy, wychylając się zza drewnianej framugi.
Roxy to jedna z naszych pracownic, a zarazem moja ulubiona kumpela. Zazwyczaj to jej się ze wszystkiego zwierzam, co mnie trapi, ponieważ wiem, że tylko ona mnie doskonale rozumie. Nie to co ojciec czy matka. Czasami mam wrażenie jakbym w ogóle ich nie obchodziła. Jakbym istniała bezcelowo, była piątym kołem u wozu. Żadne z rodziców nie zwraca na mnie większej uwagi, a nasza codzienna rozmowa polega na wymienieniu kilku zbędnych zdań między sobą typu ‘Jak się spało?’, ‘Dzisiaj jest konferencja prasowa bla bla bla…’ Rzecz biorąc teraz Roxy odgrywa rolę mojej prawdziwej, kochającej matki. Wiem, że zawsze mogę na nią liczyć w każdej sytuacji.
- To już skoczyły się obrady? – zapytałam.
Kobieta kiwnęła głową, uśmiechając się tak jak zawsze, czyli promiennie. Odłożyłam wcześniej czytaną książkę, zaznaczając stronę, którą obecnie czytam. Jednym ruchem wstałam z pościeli i wyszłam z pomieszczenia, podążając śladami Roxy.
Stanęłyśmy obie przed dużym gabinetem mojego taty. Spojrzałam na Roxy, próbując zapytać czy to coś nieprzyjemnego. Wzruszyła ramionami na znak, że nic nie wie, po czym zjechała wzrokiem na drzwi.
Wzięłam szybki wdech i delikatnie zapukałam w drzwi.

- Proszę..
Nacisnęłam stalową klamkę, która pod wpływem mojego ruchu ustąpiła. Standardowo ukazał mi się obraz zajętego, bardzo zapracowanego mężczyzny, grzebającego nerwowo w jakiś papierach. Wyczuwszy moją obecność podniósł swój wzrok, bacznie mi się przyglądając. Roxy kazał wyjść i zamknąć za sobą drzwi, a mi usiąść na skórzanym fotelu. Zrobiłam tak jak kazał, usadowiając się na miękkim siedzeniu.
- No więc po co tu mnie wezwałeś? – rzuciłam chłodno, chcąc zakończyć już tą konwersację.
Ojciec otworzył usta z zamiarem dopowiedzenia czegoś, lecz szybko zrezygnował z tego. Zamiast tego wyjął z szafki z biurka wczorajszą gazetę, podsuwając mi ją pod sam nos.
- Możesz mi to wytłumaczyć, młoda damo? – zapytał ostrym tonem, nie znoszącym żadnych kłamstw ani sprzeciwu.
Spojrzałam kątem oka na okładkę czasopisma, na którym widniał nagłówek ‘Córka prezydenta ostro baluje’, a pod spodem było kilka zdjęć ze wczorajszej imprezy urodzinowej Van. Zmarszczyłam brwi, przypominając sobie cały jej przebieg. Cóż istotnie zaskoczył mnie fakt, że media zdołali nas wyśledzić, chociaż pilnie obserwowaliśmy teren. Przecież to była impreza zamknięta, nie powinny wiedzieć o niej. A niech to, pewnie któryś z gości musiał się im wygadać.
- Impreza jak impreza, tato. Nie wiedzieliśmy, że paparazzi tam będą – tłumaczyłam się, jednak z góry wiedziałam, że bez żadnych konsekwencji się nie obejdzie.
- Wiesz, że muszę dbać o swoją reputację, jestem głową państwa. A to, że moja córka zabawia się po nocach w miejscowych klubach nie wpływa na nią dobrze! – podniósł swój głos w wyniku irytacji, na co lekko się wzdrygnęłam. Ze wszystkich rzeczy tata najbardziej nienawidził kłamstwa i moich szalonych pomysłów. I choć z całych sił próbował przy tym zachować spokój, to i tak ostatecznie doprowadzało go na skraj wytrzymałości.
Mocno wypuścił powietrze z ust, kiedy zauważył moje zaniepokojenie jego zachowaniem. Gwałtownie wstał ze swojego krzesła, zaczynając wędrówkę po pomieszczeniu. Byłam spokojna na zewnątrz, ale wewnątrz panicznie krzyczałam. I tak było za każdym razem, kiedy coś ‘nabroiłam’. Szłam do ojca na dywanik, a ten krzyczał na mnie, popuszczając swój gniew. Na szczęście wszystko kończyło się w miarę względnie. Ja dostawałam rekomendę, a on za to darmowy upust emocji.
- Tak nie może być – mówił bardziej do siebie niż do mnie, chodząc nerwowo po ogromnym dywanie. – Musisz ponieść tym razem większe konsekwencje. – odwrócił się przodem do mnie, ostatecznie stając w miejscu.
- Zero wychodzenia z domu, ewentualnie tylko do ogrodu. Masz zakaz spotykania się z kimkolwiek, oprócz naszej służby do odwołania – wymierzył sprawiedliwość, mierząc mnie surowym spojrzeniem. Szczerze mówiąc, wiedziałam, że to nastąpi i będę musiała odsiedzieć swoją karę, ale nie przypuszczałam, że będzie ona aż tak ostra i konsekwentna.
- Ale tato..
- Żadnych ‘’ale’’. Tak jak mówiłem musisz ponieść konsekwencje tego lekkomyślnego czynu.
Ojciec powrócił na swoje miejsce za biurkiem, a ja momentalnie zerwałam się z fotela w jego stronę. On nie mógł zabronić mi spotykania się z moimi przyjaciółmi, tym bardziej że umówiłam się na dzisiaj z Van. Chciał całkowicie odciąć mnie od świata zewnętrznego, umieścić mnie w takim areszcie domowym. A ja nie mogłam mu na to pozwolić.
Mocno naparłam swoim ciałem na mebel, podtrzymując się dłońmi.
- Nie możesz mi tego zabronić! Razem z Vanessą wybieramy się dzisiaj wieczorem do kina! – powiedziałam z ledwością panując nad swoim wściekłym tonem.
- To niestety będziesz musiała odwołać wasze spotkanie.
Moja krew niewyobrażalnie szybko pulsowała w ciele, a poziom zdenerwowania zwiększał się wielokrotnie z minuty na minutę. Psychicznie już nie wytrzymałam. Rzuciłam głośny jęk niezadowolenia i opuściłam gabinet ojca. Na korytarzu czekała na mnie zaciekawiona całą sytuacją, jaka zaszła w tamtym pomieszczeniu, Roxy.
- I co? – zapytała, patrząc na mnie oczami pełnymi ciekawości i troskliwości. Nie mogąc dłużej powstrzymać napływających emocji, zaczęłam pochlipywać. Roxy od razu wzięła mnie w swoje objęcia, powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Jednak nie ma racji, nic nie będzie dobrze. Natychmiast rozpłakałam się, mocząc w międzyczasie jej flanelową koszulkę roboczą. W geście uspokajającym umieściła jedną dłoń na górnej części moich pleców, jeżdżąc co chwila to w dół, to znów w górę. Kiedy powtarzała tą czynność trzeci raz, poczułam ogromną nadchodzącą ulgę aż w końcu uspokoiłam się. Jednak Roxy nadal trzymała mnie w ramionach.
- Co się stało? – wznowiła pytanie, a ja opowiedziałam jej przebieg mojej rozmowy z tatą. Była równie zszokowana co ja, kiedy otrzymywałam tą informację od niego samego. Podsumując mój monolog, podjęłam decyzję, która jak myślę ma zmienić całe moje życie. Czy na dobre? Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że jednak tak.
Moi rodzice za bardzo mnie ograniczają, trzymają na pewien dystans. Do tego wcale nie interesują się moim życiem, chyba że chodzi o to o czym piszą o mnie w prasie czy mówią w telewizji. Tak, to ich zdaniem się liczy najbardziej. Opinia mediów, prasy.
- Nie przejmuj się. Dzisiaj mieli naprawdę ostrą debatę, dlatego był taki surowy. Do jutra mu przejdzie.
Ta kobieta jako jedyna mnie tutaj rozumie. I choć czasami miewa złe dni, prawie zawsze jest uśmiechnięta i pogodna.
- Nie, tu nie chodzi tylko o to. Ja mam dość całego tego życia. Oni trzymają mnie jak pod kloszem. Nigdzie nie mogę pójść, bo paparazzi wyśledzi każdy mój ruch i opublikuje to jak najszybciej się da. A jak mój ojciec to widzi dostaje istnego szału. Jeszcze tego brakowało, żeby odcięli mnie całkowicie od świata zewnętrznego.
Zaprzestałam swojego monologu, kiedy pewna myśl zabłysnęła w moim myśle. Wydawała się być ona najlepszym i najbardziej opłacalnym wyjściem z całej tej sytuacji.
- Roxy, chcę stąd uciec.

7 komentarzy:

  1. Hmm. Zapowiada się bardzo fajnie. Córka prezydenta chce uciec. Fajnie :D Czekam na dalsze części, bo pierwszy rozdział bardzo mnie zaciekawił :)

    http://opowiadnieoonedirection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu podoba mi się ;D
    Będę wpadać częściej bo naprawdę jest warto :*
    Czekam na kolejny rozdział :*

    Zapraszam również do mnie http://youre-me-kryptonite.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe rozpoczęcie bloga.
    Obyś tak dalej pisała takie długie rozdziały, a na pewno będę tu zaglądać.
    Zapraszam również do mnie http://neverbelonely.blogspot.com/
    I informuj mnie o nowych rozdziałach @abheithgomaith
    Oraz życzę weny podczas pisania. x

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jak obiecałam wpadłam na bloga. Choć w prawdzie pisałam, że wpadnę w godzinach 22-23, a jest już 1;00, wyszło jak wyszło. Zostawmy to bez komentarza. Strasznie podoba mi się twój styl pisania + nie mogę się doczekać kiedy wreszcie do akcji wkroczy Zayn *o* Ogólnie to nie mam się do czego przyczepić, bo ilekolwiek masz lat piszesz na prawdę świetnie. Może po prostu wyćwiczyłaś pismo ( wielkie wyrazy uznania ) lub po prostu urodziłaś się już z tym. Jednak moim zdaniem rozdziały są ciut przy krótkie i używasz w nich za dużo imiesłowów przysłówkowych uprzednich, ale pomijając to jest na prawdę dobrze :)Lecę dalej, xx. Życzę weny :3

    OdpowiedzUsuń
  5. http://fake-or-true-love.blogspot.com/ . fajne. zapraszam do mnie. kath x

    OdpowiedzUsuń
  6. na twojego bloga weszłam przez przypadek a dokładnie to przez twittera jednego z bohaterów. sama nazwa mnie zaciekawiła. przejrzałam każdą zakładkę, oglądnęłam zwiastun i powiedziałam do siebie "a co mi tam, przeczytam 1 rozdział. " a tu KABUM ! coś wspaniałego. styl jakim piszesz naprawdę mi sie podoba. nigdy nie czytałam takiego ff a dla ciebie to pewnie duże wyzwanie. (chociaż sama nie wiem) masz naprawdę dobry pomysł na to opowiadanie. i ja sie jeszcze dziwię że tu nie ma z 8O komentarzy. no bo przecież to co tu jes napisane to jes.jes..po prostu wspaniałe.

    jak narazie sie rozkręca. po przeczytaniu tego mam ochote na więcej. i chwała bogu że jes jeszcze 8 rozdziałów. nie moge sie doczekać aż do akcji wkroczy Zayn. POZDRAWIAM xx ja ide czytać dalej o i życzę weny bo wiem jak to jes mieć jej brak c;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nje wcale sje nie rozpisałam. xD w ogóle xD nje haha

      Usuń

Za każdy komentarz serdecznie dziękuję ♥